Wszystko można Pierścieniom Władzy zarzucić, ale ten ruch był genialny

Jakub Piwoński
2026/08/24 09:00
5
0

Pierścienie Władzy od Amazona już wkrótce powrócą z 3. sezonem. W sieci ponownie rozkręca się więc dyskusja o tym, co serial zrobił dobrze, a co niekoniecznie przypadło do gustu widzom.

Od samego początku Pierścienie Władzy budziły sporo kontrowersji. Jednym z głównych powodów były zmiany względem twórczości J.R.R. Tolkiena oraz bardzo ograniczony zakres materiałów, do których twórcy serialu mieli prawa. Amazon nigdy nie ukrywał, że nie posiada pełnych praw do całego dorobku pisarza dotyczącego Śródziemia. Nie uciszyło to jednak krytyków, którzy nie traktują serialu jako kanonicznej historii tego świata. Jednocześnie produkcja ma swoich wiernych zwolenników.

Pierścienie Władzy
Pierścienie Władzy

Halbrand okazał się Sauronem. I to miało sens

Jedną z osób, która postanowiła spojrzeć na serial z nieco innej perspektywy, jest Catherine Delgado z ComicBook.com. Autorka zwróciła uwagę na decyzję, która przez lata była jednym z najbardziej dyskutowanych elementów Pierścieni Władzy. Jej zdaniem zmiana dotycząca jednej z najważniejszych postaci okazała się znacznie lepszym pomysłem, niż mogłoby się wydawać. Chodzi oczywiście o Halbranda, który pod koniec pierwszego sezonu został ujawniony jako Sauron. Postać grana przez Charliego Vickersa przez większość pierwszej odsłony serialu była przedstawiana jako tajemniczy człowiek, który spotyka Galadriel po katastrofie na morzu. Z czasem zaczęto sugerować, że może być potomkiem dawnego króla Południowych Krain. Dopiero finał sezonu pokazał prawdę.

ComicBook.com zwrócił uwagę na ciekawy aspekt tej decyzji. Ukrycie tożsamości Saurona pozwoliło wykorzystać jego najważniejszą cechę – zdolność do zwodzenia i manipulowania innymi. W tym przypadku jego ofiarą nie była wyłącznie Galadriela. Przez znaczną część pierwszego sezonu w podobny sposób prowadzona była również widownia. Serwis zaznacza przy tym, że przewidzenie twistu nie musi oznaczać, że był on nieudany. Istotne jest również to, czy po ujawnieniu prawdy wcześniejsze wydarzenia nabierają nowego znaczenia. W przypadku Halbranda ponowne obejrzenie pierwszego sezonu pozwala inaczej spojrzeć na jego zachowanie oraz relację z Galadriel.

GramTV przedstawia:

Zwrócono również uwagę na różnicę między wiernością Tolkienowi a skutecznością rozwiązania zastosowanego w serialu. Halbrand nie jest postacią znaną z książek, a podczas Drugiej Ery Sauron posługiwał się przede wszystkim tożsamością Annatara, Pana Darów. Zmiana była więc znaczącym odejściem od oryginału, ale jednocześnie pozwoliła twórcom rozbudować historię Saurona i jego relację z Galadriel. Ta szuka bowiem Saurona, nie zdając sobie sprawy, że już znajduje się obok niej.

Oczywiście trudno oczekiwać, by zmieniło to zdanie osób, które od początku krytykowały Pierścienie Władzy za odejście od twórczości Tolkiena. Można jednocześnie uważać tę decyzję za niezgodną z oryginałem i docenić ją jako element konstrukcji serialowej historii. Na odpowiedź, czy podobne zabiegi nadal będą działać, nie będziemy musieli długo czekać. 3. sezon Pierścieni Władzy zadebiutuje w listopadzie na Prime Video. Czy powrót serialu ponownie wywoła równie gorącą dyskusję? Dajcie też koniecznie znać jak wam podobał się omówiony twist w serialu.

Komentarze
5
wolff01
Gramowicz
24/08/2026 12:53
dariuszp napisał:

Praktycznie nie masz miejsca na użycie ewentualnego talentu. Dlatego ważniejsze dla nich jest mieć kogoś taniego kto się cieszy że ma robotę od Marvela o robi co mu każą. Dodatkowo te produkcje na ogół są jednakowo średnie bo po prostu robi je komitet. 

A jak robi komitet pełen aktywistów z korporacyjną listą od konsultantów DEI który przechodzi przez dialogi upewniając się że nikt się nie obrazi to nagle się okazuje że "Tolkien jest problematyczny" i zaczynają wymyślać własne rzeczy które są "korporacyjnie bezpieczne". 

Tak naprawdę target audience tych produkcji to nie widz a inwestor. 

Tyle że przy tym serialu koszty nie grały roli. Nie - tu problemem jest że barany rządzą Hollywood. Zamiast zrobić coś dobrze wolą włazić komuś w tyłek, iść w polityke, kierować się swoim ego, brać swoich ludzi itd. Niezliczona jest ilosć projektów które położyły złe osoby w kierownictwie - weźcie taką Kathleen Kennendy. To jedno, a drugie że robote dostają postaci które kompletnie nie nadają się do adaptacji poszczególnych rzeczy, bo nie mają o nich pojęcia - i dawniej też tak było, ale różnica polega na szacunku do dzieła a nie "ja to zrobię lepiej". Niestety jest to bardzo hermetyczne środowisko, głuche na negatywne opinie - wolą się pokelpywać po pleckach, a krytykę traktują jako "trolli". Najlepsze chyba będzie jak to wszystko po prostu padnie - i na to się zanosi. Konflikt z przejęciem WB coraz większy więc Ellsion rzuci tym wszystkim i przeniesie się do innego stanu, bo debile z Kaliforni nie mogą przetrawić że jego tatuś jest związany z Pomarańczowym. Wolą żeby jedyna szansa na utrzymanie miejsc pracy przepadała, po tym jak mierzą się z kryzysem który sami wywołali (strajk scenarzystów kiedy branża podnosiła się po Covidzie). Jak Paramount się przeniesie, bo robią im pod górkę, za nimi pójdą kolejni - bo pójdą za pracą. W LA zostanie tylko Disney xD

O tym czy ktoś dobrze zrobi daną adaptacje decyduje często przypadek - Jackson nakręcił genialną Trylogię WP bo chciał być wierny materiałom źródłowym, ale przecież filmy też były w pewnym momencie zagrożone bo WB nie podobały się wysokie (jak na owe czasy) koszty produkcji. Teraz głównie decydują poglądy polityczne, aktywizm i jakieś dziwne zagrywki, bo kasy nie brakuje sądząc po tym jak przewalają pieniądze na budżety wielu gniotów. Tyle że kasa z biletów przestaje się spinać więc garnitury zaczynają się głowić co jest nie tak.

dariuszp
Gramowicz
24/08/2026 10:38
wolff01 napisał:
(...)

Tak niestety wygląda dziś "adaptowanie" dzieł. Bierze się ludzi z przypadku, którzy dobrze sie "sprzedali" albo mają jakieś dojścia - np. są czyimś protegowanymi - mimo że nie mają pojęcia o tym co adaptują (i nawet nie chcą się tego uczyć). Więc nie ma co sobie robić nadzieii że wyjdzie coś fajnego - to samo spotkało Wiedźmina czy cykl Wheels of Time/Koło Czasu gdzie także twórcy mocno odeszli od książek - stworzyli wątki, które tak jak w przypadku Rings of Power kłócą się z ciągłością świata adaptowanego - bo zatrudnieni scenarzyści.showrunnerzy nie potrafią pisać dobrych historii. Poczekajcie co Gerwig zrobi z Narnią...

Sporo z tego wynika z faktu że jak zatrudnisz kogoś z talentem to więcej kosztują. 

Dodatkowo osoba z talentem by ten talent wykorzystać musi mieć autonomię. Dlatego nikt znaczący nie robi filmów dla Marvela. 

Bo wyobraź sobie że zrobiłeś jakiś genialny film. Przychodzi Marvel i mówi ze zapłaci Ci furę pieniędzy za nakręcenie czegoś równie zarąbistego dla nich. Ale...

  • ​musisz wykorzystać aktorów z któymi mają kontrakty
  • musisz historię napisać z uwzględnieniem wszystkich filmów z ostatnich 15 lat
  • musisz zrobić setup na kolejne filmy/seriale
  • musisz zrobić cameo z innych filmów/seriali które się dzieją równolegle
  • pasuje zrobić product placement bo mają kontrakt z jakąś firmą np. na wykorzystanie samochodu
  • musi być PG-13

Praktycznie nie masz miejsca na użycie ewentualnego talentu. Dlatego ważniejsze dla nich jest mieć kogoś taniego kto się cieszy że ma robotę od Marvela o robi co mu każą. Dodatkowo te produkcje na ogół są jednakowo średnie bo po prostu robi je komitet. 

A jak robi komitet pełen aktywistów z korporacyjną listą od konsultantów DEI który przechodzi przez dialogi upewniając się że nikt się nie obrazi to nagle się okazuje że "Tolkien jest problematyczny" i zaczynają wymyślać własne rzeczy które są "korporacyjnie bezpieczne". 

Tak naprawdę target audience tych produkcji to nie widz a inwestor. 

wolff01
Gramowicz
24/08/2026 10:12

No cóż, nikt nie broni doszukiwania się pozytywów w tym serialu... natomiast co z tego że ktoś miał "ciekawe" pomysły, jak realizacja jest fatalna. Serial jest po prostu tak głupi że obraża inteligencje widza a co najgorsze niszczy cały ten "mistycyzm" Śródziemia sprowadzając go do jakiś durnych, wymyślonych na kolanie i wymieszanych ze sobą wątków pobieżnie branych z oryginalnych dzieł Tolkiena.

Cały motyw z Sauronem to właśnie tego przykład - to niestety efekt beznadziejnego trendu na tak zwane "shipy" czyli dobieranie postaci pod kątem łączenia ich w romanse (bo najwyraźniej sporo osób, a przynajmniej tych co głośno wyrażają opinie w internecie, takie rzeczy jarają). Tu chodziło żeby wplątać w płytki romans Galadriele, mimo że na tym etapie historii świata ma ona już męża (pominiętego całkowicie w pierwszych dwóch sezonach) i jest już doświadczoną kobietą, a nie głupią młódką jak przedstawia się ja w serialu. Skąd to się bierze? Ano w dzisiejszych czasach twórcy stawiają przede wszystkim na swoje historie i to co im wydaje się fajne, nawet kosztem mocnego ingerowania w adaptowany materiał - stąd mamy np. filmy/seriale gdzie adaptowane dzieło jest tylko wymówką do przedstawienia ich pomysłów i ideii. I to nie są moje wymysły bo czytałem historię realizację tego serialu - jaki wpływ miała na niego Jennifer Salke (była szefowa Amazon MGM, dziś już wywalona za wyniki) i dlaczego wzięła obecnych showrunnerów serialu (bo m. in. włazili jej w tyłek przytakując jej pomysłom) - bo np. dobrze sprzedali jej swoje bajki (jeden z nich jest podobno dobry w te klocki). Gości praktycznie bez żadnego doświadczenia i bez żadnego nadzoru loremasterów świata Tolkiena którzy wybijaliby im te durne pomysły z głowy. Dostaliśmy więc serial za miliony dolarów, o którym nikt nie dyskutuje - ludzie przypominają sobie o nim dopiero gdy rusza kampania marketingowa kolejnego sezonu. Bo ludzie jednak potrafią poznać gdy coś jest słabe. Ohydną abominacje która tylko udaje że jest Władcą Pierścieni, kolorową wydmuszkę.

Tak niestety wygląda dziś "adaptowanie" dzieł. Bierze się ludzi z przypadku, którzy dobrze sie "sprzedali" albo mają jakieś dojścia - np. są czyimś protegowanymi - mimo że nie mają pojęcia o tym co adaptują (i nawet nie chcą się tego uczyć). Więc nie ma co sobie robić nadzieii że wyjdzie coś fajnego - to samo spotkało Wiedźmina czy cykl Wheels of Time/Koło Czasu gdzie także twórcy mocno odeszli od książek - stworzyli wątki, które tak jak w przypadku Rings of Power kłócą się z ciągłością świata adaptowanego - bo zatrudnieni scenarzyści.showrunnerzy nie potrafią pisać dobrych historii. Poczekajcie co Gerwig zrobi z Narnią...




Trwa Wczytywanie