Po premierze Star Wars: Zero Company i Star Wars: Galactic Racer pojawiają się głosy, że właśnie takiej odmienności uniwersum potrzebowało najbardziej.
Jesteśmy już po dwóch głośnych premierach gier osadzonych w świecie Star Wars. Zarówno Zero Company, jak i Galactic Racer zebrały bardzo dobre recenzje – pierwsza cieszy sie wynikiem 85, druga 88 na Metacritic. Obie natomiast dostały ocenę 9 w naszym serwisie. Natrafiliśmy na ciekawą opinię w serwisie ComicBook.com, mówiącą o tym, że te dwie gry dały świeżość, która w świecie wykreowanym przez George’a Lucasa już dawno nie była odczuwana w takim stopniu. Co o tym sądzicie?
Star Wars: Galactic Racer
Nowe gry Star Wars są tym, czego uniwersum potrzebowało
Był taki czas, gdy powstawały różnorodne gry osadzone w świecie Star Wars. Dostawaliśmy już strategie, strzelanki, symulatory lotu (kultowy Rogue Squadron!), RPG, MMORPG, gry wyścigowe, bijatyki i platformówki. Ale wraz z nadejściem ery Disneya wiele się zmieniło. Tak jak świat filmów i seriali oparł się na znanych w sadze schematach, tak gry zaczęły być produkowane w znacznie bezpieczniejszy sposób. Warto zauważyć, że takie tytuły jak Star Wars Battlefront, Battlefront II czy Star Wars Jedi: Fallen Order, a później również Star Wars Outlaws, bez względu na to, jak dobrymi grami są, opierają się też na dobrze znanych formułach, stawiających w centrum Jedi i strzelanie z blasterów.
I warto zauważyć, że jest to w dużej mierze zbieżne z tym, co działo się w świecie filmowym. Jeśli jednak Andor stanowi przełamanie schematu fabularnego, to Zero Company i Galactic Racer stanowią ukłon w stronę zwiększenia różnorodności doznań graczy, którzy lubią świat Gwiezdnych wojen. ComicBook.com zauważa, że w ten sposób wykorzystywany jest w końcu potencjał drzemiący w uniwersum. Przypomnijmy, że pierwsza produkcja jest turowym RPG z naciskiem na taktykę i analizę ruchów przeciwnika. Druga gra łączy zręcznościowe wyścigi z mechaniką roguelite, będąc duchowym spadkobiercą niezapomnianego Racera. Zdaniem autora jest to coś, czego Gwiezdne wojny potrzebowały od dawna. Gry z tego świata powinny eskplorować więcej gatunków.
GramTV przedstawia:
Star Wars jest ogromnym płótnem, z którym mogłyby zmierzyć się utalentowane zespoły z całego świata.
Co ciekawe, w artykule można znaleźć także spostrzeżenie, że Gwiezdne wojny powinny brać przykład z Marvela, przynajmniej na polu gier. To uniwersum bowiem doskonale pokazuje, jak wykorzystać swój potencjał, nie ograniczając się do jednej formuły. Paleta barw jest faktycznie szeroka. Obok popularnych gier akcji, takich jak Marvel’s Spider-Man czy Marvel’s Wolverine, pojawiły się produkcje reprezentujące zupełnie inne gatunki: Marvel Snap, Marvel’s Midnight Suns, Marvel Tōkon: Fighting Souls, Marvel Ultimate Alliance 3, Iron Man VR czy Guardians of the Galaxy: The Telltale Series. Teza, którą poddajemy pod dyskusję, brzmi zatem: Zero Company i Galactic Racer to coś, czego gry w świecie Gwiezdnych wojen potrzebowały, ba, może nawet całe uniwersum tego potrzebowało. Było aż tak źle? Dajcie znać w komentarzach.
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!