Dartha Vadera w takim wydaniu w filmach, czy serialach nie widzieliśmy.
Star Wars #1 od Marvel Comics było jednym z pierwszych wyjść Gwiezdnych wojen poza medium filmowe. Dziś, niemal pół wieku później, debiutancki numer jest nie tylko cennym przedmiotem kolekcjonerskim, ale również ciekawym przykładem tego, jak inaczej prezentowano bohaterów sagi George'a Lucasa w 1977 roku.
Star Wars #1
Pierwszy komiks z Gwiezdnych wojen zawierał wiele interesujących błędów na okładce
Komiks ukazał się w tym samym roku co film Gwiezdne wojny: część IV, Nowa nadzieja i pozwalał odbiorcom ponownie przeżyć jego wydarzenia w czasach, gdy powrót do ulubionej produkcji nie był tak prosty jak obecnie. Adaptacja wymagała oczywiście dostosowania narracji do zupełnie innego medium, dlatego tempo opowieści, sposób budowania napięcia oraz prezentacja poszczególnych scen różniły się od wersji kinowej.
Dla Marvela współpraca związana z Gwiezdnymi wojnami była znaczącym przedsięwzięciem. Wydawnictwo miało już wtedy na koncie popularne serie, w tym The Amazing Spider Man, jednak możliwość przeniesienia kinowego fenomenu na karty komiksu okazała się wyjątkowo ważnym momentem. Dzisiaj oryginalne egzemplarze pierwszego numeru są poszukiwane przez kolekcjonerów. Jeden z nich został niedawno sprzedany podczas aukcji Heritage Auctions za 2318 dolarów.
Szczególną uwagę zwraca jednak okładka pierwszego numeru. Po 49 latach można znaleźć na niej kilka elementów, które z perspektywy współczesnego fana Gwiezdnych wojen wyglądają co najmniej nietypowo.
GramTV przedstawia:
Luke Skywalker został przedstawiony jako znacznie bardziej muskularna postać niż młody bohater znany z filmu. Jeszcze większe zdziwienie może wzbudzić kolor jego miecza świetlnego. Broń na ilustracji jest czerwona, czyli ma barwę kojarzoną obecnie przede wszystkim z Sithami. Co ciekawe, podobne rozwiązanie pojawia się również wewnątrz komiksu, a czerwony miecz otrzymał także Obi-Wan Kenobi.
Na tym osobliwości się nie kończą. Księżniczka Leia zachowała charakterystyczną fryzurę, ale jej włosy zostały przedstawione w czerwonej kolorystyce. Możliwe, że część takich decyzji wynikała po prostu z kompozycji ilustracji i potrzeby mocniejszego odróżnienia poszczególnych elementów od tła.
Najwięcej uwagi przyciąga jednak Darth Vader. Charakterystyczny hełm złoczyńcy otrzymał zielonkawe refleksy, a jego kształt jest wyraźnie szerszy niż w filmowym pierwowzorze. Równie nietypowo prezentuje się tylna część hełmu, która na ilustracji została narysowana nierówno. W efekcie Vader wygląda znacznie mniej groźnie niż postać, która w 1977 roku pojawiła się na ekranach kin.
Znacznie bardziej imponująco wypada Obi-Wan Kenobi, któremu ilustrator nadał zdecydowanie bardziej bojowy wygląd. Cała okładka pozostaje jednak przede wszystkim interesującym świadectwem czasów, w których wizualna tożsamość Gwiezdnych wojen dopiero się kształtowała.
No ogólnie Gwiezdne Wojny to był czasem bałagan. Jedna z interesujących historii to figurki w Polsce.
Byliśmy w tym czasie za żelazną kurtyną. Więc rzeczy z zachodu na ogół nie były u nas sprzedawane. Co nikogo nie powstrzymywało więc nieraz albo jakiś locals zdobywał figurki albo sami je robili. I w sklepach były podróbki.
Postacie często nie miały dobrych proporcji bo nawet potrafili przetapiać zabawki dla niemowląt a że proces nie był zbyt dokładny to przy stygnięciu dostawałeś przeróżne kształty i rozmiary.
Ale najlepsze to było malowanie. Otóż figurkę trzeba było malować ale np. mogła się skończyć czarna farba. Ale nikogo to nie powstrzymywało bo jak to za komuny - jak czegoś nie ma to musisz radzić sobie z tym co masz więc np. ktoś miał nadmiar różowego więc tego dnia miałeś różowe Vadery. Albo niebieskiego Obi Wan.
Teraz najlepsze. Te figurki zamiast śmieciami stały się... czymś co chcą kolekcjonerzy i jak takowe masz to możesz je komuś upchać nawet za kilkanaście tysięcy złotych.
Co do komiksu to też jest dość znana historia. Twórcy mieli scenariusz, szkice koncepcyjne i zdjęcia. Film nie był skończony kiedy ten komiks powstawał. Więc były różnice.