Jak to jest siedzieć w jednym pomieszczeniu o wymiarach 2,5 na 2,5 metra z Gabem Newellem? Złośliwy powie, że ciasno, ale prawdziwy fani Half-Life’a i pozostałych dzieł „Zaworu” z pewnością stwierdzi, że to świetne uczucie przebywać obok tak ważnej dla świata elektronicznej rozrywki persony. Newell w swojej klitce nie bawił się w mydlenie dziennikarzom oczu filmikami –został zaprezentowany czysty gameplay.

Słowem wstępu: Left4Dead to tak naprawdę survival horror z widokiem z pierwszej osoby. Jednak w przeciwieństwie do pozostałych produkcji dostępnych na rynku, tutaj nacisk został położony na tryb kooperacji pomiędzy graczami. Prezentowane demo zawierało jedno miasto, po którym porusza się kilka ludzkich postaci, które jako jedyne nie zamieniły się w zombie. Żywe trupy w wydaniu Valve bynajmniej nie są szablonowe – najlepszym porównaniem dla ich algorytmu zachowania są… wampiry z filmu Jestem legendą. Gdy nie widzą ofiary, stoją w miejscu, trzęsąc się od czasu do czasu. Gdy wyczują obecność ludzi, od razu biegną całą chmarą w kierunku ofiary. Wyjątkowo ciekawym smaczkiem jest z pewnością sytuacja, gdy gracz niechcący trafi podczas walki w samochód – wtedy uruchomi się alarm, co oznacza przybycie masy nieumartych z całej okolicy. W takich sytuacjach lepiej uciekać do najbliższego budynku.
Left4Dead posiada nie tylko ładną, zasilaną silnikiem Source grafikę, ale także bogaty system zniszczeń. Bronią można z łatwością przerobić na sito drzwi czy nawet zrobić sporą dziurę w podłodze. Co ciekawy, gdy wejdziemy do pomieszczenia, w którym są zombiaki, a pomiędzy postacią gracza a nimi będzie otwór w podłodze, przeciwnicy bezmyślnie wpadną do niej. Jednak to nie załatwia problemu – ich sztuczna inteligencja jest na tyle sprytna, że za chwilę zaczną się one wspinać na górę, aby za wszelką cenę dorwać gracza.
A co się stanie, gdy zombiaki otoczą jedną z postaci? Po chwili okładania i kopania przez wrogów upadnie ona na ziemię i wciąż będzie można jako tako strzelać, ale żeby ujść z życie potrzebna będzie pomoc innego gracza.

Na osobną wzmiankę zasługuje system The Director (reżyser), który został stworzony przez Valve specjalnie na potrzeby Left4Dead. Jak tłumaczył to sam Gabe Newell – system ten cały czas analizuje styl gry każdego z uczestników zabawy i odpowiednio do ich umiejętności i zachowania rozmieszcza wrogów. Sprawdzane jest nawet to, czy pomaga się sojusznikom oraz jak daleko od grupy zazwyczaj się przebywa.
Na prezentacji pokazano co prawda jedynie rozgrywkę ludźmi, ale bynajmniej nie jest to jedyna możliwość w Left4Dead. Można grać także jako… zombie. Czym się różni zabawa po tej stronie? W takim przypadku gracz nie ma szans sam coś zdziałać – przeciwnicy zabiją go łatwo i szybko, dlatego należy starać się napuszczać pozostałych nieumartych na ludzi. Jednym z grywalnych rodzajów żywych trupów jest „Boomer”. Jest on co prawda słaby w walce, ale jego bronią jest nie siła fizyczna, a plucie zieloną substancją, która zaznacza miejsce, do którego zwabiane będą pozostałe zombiaki lub cel, który mają atakować.

Na koniec dobra wiadomość dla osób, które irytują się, gdy któryś z graczy odchodzi nagle od komputera – Left4Dead posiada specjalną funkcję, która w sytuacji dłuższego bezruchu danej postaci przekazuje jej kierowanie do SI.
Czy cały projekt wypali? Zapewne jak większość produkcji Valve, tak i Left4Dead znajdzie swoich fanów, jednak trzeba zaznaczyć, że koncepcja, jak na pecetową grę jest dość oryginalna i nie każdemu musi podpasować.