Jak twierdzi New York Times, wszystkie większe firmy software'owe próbują - z mizernym jak dotąd skutkiem - znaleźć sposób na zrobienie użytku z dwu- czy nawet czterordzeniowych procesorów oferowanych przez Intela i AMD.

Złożoność problemu polega na tym, że oprogramowanie, by wykorzystać wiele równoległych jednostek obliczeniowych, musi podzielić kod na bitowe kawałeczki, a następnie rozdzielić je po równo między rdzenie. Staje się to tym trudniejsze, że na horyzoncie pojawiają się już procesory ośmiordzeniowe.
"Cała branża stawia na rozwiązania równolegle, ale ludzie od oprogramowania nie znaleźli jeszcze sposobu jak chwycić piłkę i z nią biec. Nie znaleźli również sposobu na przekroczenie linii, przyłożenie, ani podanie piłki. W zasadzie, jeśli chodzi o analogie do footballu amerykańskiego, oni grają w badmintona" - stwierdził profesor David Patterson z Uniwersytetu Berkeley cytowany przez New York Timesa.
Wygląda na to, że Microsoft zbliża się do celu napędzany strachem, że jakiś open source'owy programista może ich wyprzedzić i usmażyć na masełku bez cebulki.

Jak można się było spodziewać, gigant z Redmond, zgodnie ze standardową praktyką w takich przypadkach, zatrudnił najtęższe głowy w całej branży. Wspólnym wysiłkiem starają się oni teraz przepisać kod programów ze stajni Billa G. tak, by lepiej działały na wielu rdzeniach. Jeśli im się to uda, analitycy przewidują, że nowy kod może być dostępny na rynku w ciągu trzech lat. Można więc nie wstrzymywać oddechu.