W zamierzchłych czasach (tzn. przed Wii i DS-em) gry Nintendo kojarzyły się najczęściej z myślami samobójczymi wywołanymi przez podchodzenie do danego poziomu po raz 658, 659, 660 itd. Wtedy każdy etap był wyzwaniem, a zabawa płynąca z tej syzyfowej pracy napędzała cykl graj-zgiń-rzuć kontrolerem-uderz głową w ścianę-graj-zgiń...
W ostatnim wywiadzie dla magazynu Famitsu, Shigeru Miyamoto stwierdził, że teraz gry Ninny mają być łatwiejsze, prawdopodobnie aby nawet babcie mogły wymiatać w Metroida: "Faktem jest, że nie uważam, aby istniał jakiś mur pomiędzy obiema grupami odbiorców. Obecnie na rynku są gry dla hardkorowców i casuali, ale Ci pierwsi również bawią się tymi prostszymi tytułami. Bardzo trudno dostosować poziom trudności dla prawdziwych graczy. Nawet nam ciężko znaleźć złoty środek. Jednak uważam, że gry przyszłości to gry łatwe a zarazem dające dużo frajdy".
