
Eric Powell – „Zbir: Rozróba”
Zapewne części czytelników i czytelniczek nieobcy jest prostolinijny, acz uroczy gentleman o jakże wdzięcznym przydomku Zbir i jego wierny przyjaciel, który choć nikczemnej postury, to zadziorności ma za dwóch, uprzejmy Franky... No dobrze, z tym urokiem to sprawa dyskusyjna, wszak nie każdy musi czuć się dobrze w obecności kogoś o posturze dorodnego goryla, poharatanego bliznami i w dodatku z wystającymi zębami... Dobrze, że choć daszek wiecznie nasuniętej na oczy czapki skrywa upiorne wejrzenie przekrwionych oczu. Z Franky’ego też żaden Adonis. No, chyba że się lubi złośliwych, wrednych konusów o głowie w kształcie fistaszka, ustrojonej w przybrudzony, wymięty kapelusz.
Pełen tekst znajdziecie tutaj

Grzegorz Rosiński i Jean Van Hamme – „Thorgal: Łucznicy”
Trudno dziś spotkać kogoś, kto nigdy nie słyszał o kultowej serii, której bohaterem jest dziecko z gwiazd, syn przybyszy spoza systemu słonecznego, wychowany przez wikingów. Na pewno nie dotyczy to miłośników i miłośniczek komiksów. Zapewne więc wszyscy wielbiciele Thorgala oraz ci, którzy wiedzą o nim, lecz jeszcze nie zagłębili się w lekturę, ucieszą się z możliwości kompletowania sagi w pięknej, twardej, lakierowanej oprawie. Z drugiej strony osoby, co to niegdyś stawały na głowie, by zdobyć kolejne albumy o przygodach dzielnego, a zarazem nie w ciemię bitego herosa, któremu nie może się oprzeć żadna niewiasta (nawet boginie i czarodziejki), on zaś pozostaje wierny jednej jedynej, pięknej i odważnej, wikińskiej księżniczce Aaricii, mogą odczuć swoistą frustrację. Aktualnie łatwo dostępne wspaniałe wydanie w pewnym sensie podważa niegdysiejszy wysiłek...
Pełen tekst znajdziecie tutaj

Grzegorz Rosiński i Jean Van Hamme – „Thorgal: Władca Gór”
"Thorgal: Władca gór" to następna ponownie wydana przez wydawnictwo Egmont – teraz w twardej, lakierowanej oprawie – odsłona przygód Thorgala Aegirsona. Tym razem otrzymujemy tom piętnasty, jeden z najciekawszych i najbardziej wysublimowanych z całej serii.
Opowieść owa spodoba się przede wszystkim koneserom motywu podróży w czasie, a wielbiciele "Ostatniego dnia stworzenia" autorstwa Wolfganga Jeschke będą wręcz zachwyceni. W niniejszym komiksie zagłębimy się bowiem w meandry losu, w rozmaite warianty czasoprzestrzeni, w których jednakże zawsze istnieje pewien stały punkt – metaforyczny kamień, wokół którego powstają kolejne koncentryczne kręgi wydarzeń.
Pełen tekst znajdziecie tutaj