Andrzej Zimniak – „Biały Rój” - recenzja
Jest rok 2207. Pewien astronom, nazwiskiem Benon Haywick, podczas rutynowych badań nieba wykrywa rój ogromnych lodowych brył zmierzających prosto na Ziemię. „Goście” dotrą na naszą małą błękitną planetkę za około sto lat i zmienią ją nie do poznania. Tak zmienią jak zmieniłby wybuch adekwatnej liczby bomb atomowych. Coś może ten eksperyment przeżyje, ale ludzie niekoniecznie. Niestety, ludzkość nie dysponuje artylerią zdolną ten problem rozwiązać w sposób klasyczny, czyli odstrzelić intruzom to i owo, a najlepiej wszystko. W obliczu tak postawionego problemu pan Haywick dochodzi do wniosku, że jedyną metodą na przetrwanie jest dostosowanie się człowieka do warunków mających nastać na Ziemi. W chwili, kiedy nasz bohater stara się zainteresować władze zaistniałym zagrożeniem, rozpoczyna się intryga będąca istotą całej powieści.