Grawitacja okazała się nie tylko wielkim kinowym przebojem, ale również technologicznym przełomem, który na lata wyznaczył nowe standardy realizacji filmów rozgrywających się w kosmosie.
Dokładnie 13 lat temu, 28 sierpnia 2013 roku, odbyła się światowa premiera Grawitacji Alfonso Cuaróna. Reżyser miał już wówczas ugruntowaną pozycję w Hollywood. Nakręcił między innymi Harry'ego Pottera i więźnia Azkabanu, a przede wszystkim Ludzkie dzieci — film, który do dziś uchodzi za jedno z najważniejszych osiągnięć współczesnego science fiction.
Grawitacja
Grawitacja była kolejnym przełomem gatunku science fiction od Alfonso Cuaróna
Tego, co Cuarón przygotował tym razem, trudno było jednak oczekiwać nawet po twórcy Ludzkich dzieci. Grawitacja miała być przede wszystkim filmem o przetrwaniu w kosmosie, ale sposób, w jaki została zrealizowana, sprawił, że sama technologia stojąca za produkcją stała się częścią jej fenomenu. Fabuła Grawitacji jest dziś wręcz zaskakująco prosta. Dr Ryan Stone (Sandra Bullock), początkująca astronautka, uczestniczy wraz z doświadczonym Mattem Kowalskim (George Clooney) w misji naprawy teleskopu Hubble'a. Katastrofa sprawia jednak, że oboje zostają pozbawieni możliwości bezpiecznego powrotu na pokład wahadłowca. Od tego momentu rozpoczyna się walka o przetrwanie.
Cuarón nie potrzebował kosmicznych imperiów, obcych cywilizacji ani wielkich bitew. Zamiast tego zrobił z pustki kosmosu źródło nieustannego zagrożenia. Brak grawitacji, ograniczony zapas tlenu i pędzące przez przestrzeń szczątki sprawiają, że nawet najmniejszy błąd może oznaczać śmierć. Problem w tym, że osiągnięcie takiego efektu na ekranie było ogromnym wyzwaniem.
Tradycyjne metody filmowania nie wystarczały, dlatego twórcy musieli opracować nowe rozwiązania. Jednym z nich był ogromny Light Box, który pozwalał wiarygodnie oświetlać aktorów i sprawiać wrażenie, że naprawdę znajdują się w kosmosie. Wykorzystano też specjalne systemy pozwalające precyzyjnie poruszać kamerą, a sporą część otoczenia stworzono komputerowo. Dzięki temu Cuarón mógł uzyskać niezwykłą swobodę ruchu kamery i ujęcia, które wcześniej były praktycznie nieosiągalne.
GramTV przedstawia:
Według Akademii Filmowej około 70 procent filmu składało się z zaledwie 17 bardzo długich ujęć, łączących pracę aktorów z efektami komputerowymi i niewidocznymi cięciami. Technologiczny eksperyment Cuaróna okazał się wielkim sukcesem. Grawitacja otrzymała aż 10 nominacji do Oscara, w tym za najlepszy film, reżyserię i pierwszoplanową rolę Sandry Bullock. Ostatecznie zdobyła 7 statuetek, między innymi za reżyserię, zdjęcia, montaż, efekty specjalne, muzykę oraz montaż i dźwięk.
Sukces był również komercyjny. Film kosztował około 100 milionów dolarów, a na całym świecie zarobił ponad 773 miliony dolarów. Było to więc kolejne po Avatarze wielkie wydarzenie, które pokazało, że science fiction może być jednym z najważniejszych kinowych widowisk drugiej dekady XXI wieku. Grawitacja dodatkowo była produkcją, którą niemal należało zobaczyć na wielkim ekranie, najlepiej w 3D. Jej pierwszy weekend przyniósł w USA rekordowe wówczas 55,5 miliona dolarów.
Co ciekawe, Grawitacja wymykała się prostym gatunkowym klasyfikacjom. Film określano jako thriller, dramat, kino przygodowe czy survival, choć jego science fiction wynika przede wszystkim z fikcyjnej historii osadzonej w realistycznych warunkach kosmosu. I właśnie ta wiarygodność sprawiła, że zagrożenie działało na widza tak mocno. Cuarón miał już zresztą doświadczenie w tworzeniu ambitnego science fiction. Kilka lat wcześniej nakręcił Ludzkie dzieci, dziś uznawane za jeden z najważniejszych filmów gatunku XXI wieku. Grawitacja poszła jednak w zupełnie innym kierunku — zamiast dystopijnej wizji przyszłości zaoferowała niezwykle intensywną opowieść o przetrwaniu, która do dziś robi wrażenie swoją realizacją.
13 lat później technologia oczywiście poszła do przodu. Grawitacja nadal pozostaje jednak jednym z tych filmów, przy których trudno nie pomyśleć: „Jak oni właściwie to nakręcili?”. Grawitację można obecnie oglądać w Polsce m.in. na Amazon Prime Video oraz HBO Max.
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Tych wszystkich newsów w stylu "X lat temu coś" można nie lubić z różnych względów, i słusznie. Dziś uderzył mnie kolejny aspekt dlaczego ich nie lubię. Przypominają mi jaki już jestem stary...