Warcraft III Reforged: Forsaken Kingdom - recenzja dodatku

Z jednej strony niespodzianka, a z drugiej pewne rozczarowanie – pytanie czy dla historii warto zainteresować się Warcraft III Reforged: Forsaken Kingdom?

Warcraft III Reforged: Forsaken Kingdom - recenzja dodatku
Warcraft III Reforged: Forsaken Kingdom - recenzja dodatku

O tym, że jestem fanem trzeciego najlepszego Warcrafta (pun intended), wie chyba każdy, bo tę moją ksywę złapałem dawno temu. Ile godzin przegranych miałem od tego momentu, to nawet nie policzę, ale nie zmienia to jednak faktu, że nawet grając w Reforged, w jakiś sposób te miłe wspomnienia się odblokowały. Nie, nie chodzi o leżenie plackiem na tafli zamarzniętego jeziora.

Bo jednak Reign of Chaos wraz z dodatkiem The Frozen Throne to pozycje wręcz kultowe. Takie, które spokojnie można nazwać legendarnymi i trwale zapisanymi w historii gamingu jako fundamenty gier strategicznych kolejnych lat. Dlatego też informacja o tym, że Blizzard zupełnie znikąd, w trakcie BlizzConu, wrzuca dodatek do Reforged o nazwie The Forsaken Kingdom, z jednej strony mocno mnie zachwyciła, bo Sylvana to jedna z moich ulubionych postaci w uniwersum Warcrafta (co potem się również przełożyło chociażby na Heroes of the Storm), ale coś mi w tym obrazku nie pasowało.

Głównie dlatego, że nigdy nie byłem fanem instytucji shadowdropów – branie graczy z zaskoczenia zazwyczaj sprawia, że wszyscy rzucają się na daną grę… a później przychodzi rozczarowanie. I właśnie tak jest z najnowszym dodatkiem do Warcrafta, ponieważ to nie jest dodatek, na który czekałem.

Od strony fabularnej wcale nie jest tak źle, jak mogłoby się wydawać!

Warcraft III Reforged: Forsaken Kingdom - recenzja dodatku
Warcraft III Reforged: Forsaken Kingdom - recenzja dodatku

Zasadniczo historia z The Forsaken Kingdom zaczyna się w momencie, w którym Arthas powraca do Stratholme z ostrzem mrozu i… dalej wiecie, co się wydarzyło. W trakcie przygotowań Garek Bandarion oraz Kapitan Landen zauważają, że z księciem coś jest nie tak, ale przybywają do komnat królewskich zbyt późno, a atak kultystów właśnie się rozpoczyna.

I powiem zupełnie szczerze, że ja nawet nie mam dużych problemów z tym, że zasadniczo jest to coś na kształt spin-offu i historii równoległej do tego, co dzieje się w The Frozen Throne. Bo prawdę mówiąc, po tylu latach budowania historii w World of Warcraft trudno jest stworzyć czwartą część serii. No bo jak… po WoWie? Przecież trzeba byłoby streścić historię budowaną przez ponad 20 lat dla wszystkich. Stanąć na tym, na czym zatrzyma się Forever? To też jest wyjście, ale znowu weterani MMO będą tu kręcić nosem.

I tak źle, i tak nie dobrze. Dlatego też pójście w kierunku prób połączenia tego, co w przyszłości, z tym, co w przeszłości, wypada całkiem przyzwoicie, choć, prawdę mówiąc, to nadal bardzo pokrętna taktyka. Nie zmienia to jednak faktu, że w jakiś sposób sama historia Gareka, jego droga do zemsty, jak również wplecenie w to wszystko historii Sylvanas nie były złe. Powiedziałbym nawet, że gdyby powstała jako coś w rodzaju singlowego RPG w stylu World of Warcraft, z możliwością przełączania się między bohaterami i jakąś aktywną pauzą, to byłaby to najlepsza możliwa opcja połączenia nowoczesności z pewnym rodzajem old school. O tym, jak to wypada w tym „trójkowym” wydaniu, przeczytacie jednak kilka linijek niżej.

To również bardzo dobry przykład na to, jak trudne byłoby w ogóle myślenie o ewentualnej kontynuacji RTS-owego Warcrafta i jest to praktycznie niemożliwe w dzisiejszym środowisku tak mocno skupionym na MMO. Co prawda, można byłoby tu również podyskutować na temat tego, jak bardzo rozdrabnianie się w ramach marki jest trzymaniem Retail, Classica oraz Forever pod jednym dachem, ale na to przyjdzie czas, gdy porozmawiamy o tym, jak ten ostatni wypada w praktyce.

Dlatego też mógłbym powiedzieć, że gdyby tak wyeksportować z Warcraft III Reforged: Forsaken Kingdom esencję fabularną i stworzyć z niej film pełnometrażowy, to prawdopodobnie dostalibyśmy całkiem dobrą historię uzupełniającą pewne lore tego świata z okresu „trójki”.

Ale niestety… jest też rozgrywka.

Coś, przed czym wiele osób przestrzegało jeszcze lata temu…

Niby jakieś budowanie jest… ale to tak nie za dużo.
Niby jakieś budowanie jest… ale to tak nie za dużo.

GramTV przedstawia:

Dobra wiadomość jest taka, że miejscami Warcraft III Reforged: Forsaken Kingdom trzyma się tego strategicznego rodowodu, oferując graczom prowadzenie różnych jednostek wraz z bohaterami ramię w ramię przeciwko innym graczom. Jednakże problem w tym, że całość bardziej przypomina erpegową minikampanię Założenie Durotaru z The Frozen Throne niż coś konkretnego. Albowiem do tego potrzeba byłoby… po prostu tradycyjnego dla Warcrafta budowania bazy i walk na większą skalę poza kilkoma momentami, gdy mamy tych jednostek nieco więcej i możemy je wytworzyć bądź wykupić w specjalnych miejscówkach. Cała reszta to właściwie próba przełożenia na grunt RTSowy czegoś, co z zewnątrz wygląda po prostu jak World of Warcraft, ale na nieco innych zasadach – kierujemy naszym bohaterem (plus jego towarzyszami), zbieramy przedmioty pomagające nam w walce, wykonujemy zadania i chodzimy po różnych mapach w ramach danego rozdziału. O ile na papierze brzmi to całkiem rozsądnie i interesująco, o tyle wykonanie pozostawia trochę do życzenia.

Bowiem tam, gdzie musimy działać kilkoma jednostkami na krzyż, kwestia unikania przeróżnych ataków oraz mikrowania tak, aby nasi nie oberwali za mocno, nie jest problemem. Podobnie jak przemieszczanie się z jednego miejsca na drugie. Gorzej, gdy mamy sporo jednostek (trochę jak w klasycznych kampaniach odświeżonych w Reforged) i zaczynają gubić drogę albo mieć problemy z poruszaniem się. I o ile jeszcze w przypadku nieco większych starć fajnie, że można takie elementy wykorzystywać jak wykupowanie jednostek czy ekwipunku, tak przy tych mniejszych albo nie starczyło pieniędzy, albo zwyczajnie były niepotrzebne, a w przypadku jednostek nie było zwyczajnie na nie miejsca.

Dodając do tego dość dziwny pomysł z atutami oraz dodawaniem elementów ekwipunku do postaci (które, swoją drogą, czasami są dziwnie oznaczone, np. maczuga ma ikonę wzmocnionych budynków po stronie Orków)… całość można podsumować sformułowaniem: „pomysł był zacny, ale wykonanie mierne”. Trochę tak, jakby Blizzard zebrał wiele różnych idei ze swoich gier i starał się unowocześnić Warcrafta trzeciego, tak jak poniekąd mówi się o gatunku RTS jako takim: że z niego wyrosły gry MOBA i raczej nie tak łatwo byłoby do tego wrócić.

To właściwie mamy pierwszy przykład tego, jak mogłoby się to skończyć kilka lat temu, gdyby Blizz wpadł na pomysł kolejnego Warcrafta w dobie potężnej mody na tworzenie pochodnych od Defense of the Ancients, czyli… no modyfikacji do Warcraft III. Tylko jest spora szansa, że wykonanie byłoby nieco lepsze niż w przypadku The Forsaken Kingdom, a zapewne można byłoby znaleźć w internecie całe mnóstwo map, które symulowałyby bardzo podobne podejście do rozgrywki i byłyby zwyczajnie wykonane ciekawiej, z zachowaniem tego staroszkolnego zarządzania ekwipunkiem.

I tak naprawdę ostatnią rzeczą, której bym się tutaj przyczepiał, jest ewentualny styl graficzny oraz to, jak Definitive Edition działa na pecetach, bowiem koniec końców, poza bardzo staroświeckim oraz niedostosowanym do warunków dzisiejszych pecetów wykorzystaniem fontów, które potrafią zawalić cały ekran, całość jest spójna z dzisiejszym stylem Warcrafta jako takiego – podyktowanym głównie przez World of Warcraft oraz Hearthstone. Nie chcę tutaj się silić na to, że „kiedyś było lepiej i klimatyczniej”, ale przyjąłem do wiadomości, że taki ten styl jest i miejscami nawet wygląda pozytywnie.

Rozczarowująca niespodzianka? Niestety, ale tak

Warcraft III Reforged: Forsaken Kingdom - recenzja dodatku
Warcraft III Reforged: Forsaken Kingdom - recenzja dodatku

Powiem szczerze, że dawno żaden dodatek do gry nie wymęczył mnie tak bardzo jak Warcraft III Reforged: Forsaken Kingdom. Nie dlatego, że fabularnie był zły – był naprawdę dobry, a jako dodatkowa historia tocząca się mniej więcej równolegle do The Frozen Throne sprawdza się doskonale. To, co mnie najbardziej boli, to jednak to, że samo DLC w żadnym wypadku nie wygląda tak, jakby to robił Blizzard. Kampania w postaci semi-RPGa, w którym jest mniej rzeczywistego RTSa, mnie, jako fana strategii (a także Warcrafta, bo pseudonim zobowiązuje), po prostu uwiera przepotężnie. Tym bardziej, że po prostu brakuje tego klasycznego bawienia się w budowanie bazy, większych starć i wykorzystywania wielu umiejętności na swoją korzyść. Chociaż prawdę mówiąc, biorąc pod uwagę strukturę wszystkiego, rozumiem, dlaczego zdecydowano się to pomijać.

Już zostawiam z boku fakt, że graficznie Definitive Edition wygląda przedziwnie i nie można zmienić wyglądu jednostek w kampanii. Zostawiam również z boku to, że są momenty, w których nasi wojacy i bohaterowie zwyczajnie nie potrafią znaleźć odpowiedniej drogi, a niektóre punkty zwyczajnie się nie aktywują, jak powinny. Pomijam milczeniem również fakt braku polskiej wersji językowej, bo tego można było się spodziewać… ale i tak mocno boli, ponieważ wszyscy dobrze wiemy, jak legendarnym dubbingiem mogą się poszczycić gry Blizzarda z przeszłości. Podobnie jak kwestię shadowdropu, której nienawidzę nie tylko przez wywieranie pewnego rodzaju FOMO, ale również przez chęć ukrycia czegoś w samej produkcji.

Miała być świetna niespodzianka od Blizzarda z okazji BlizzConu, ale czuję się trochę tak, jakbym rozerwał papier z myślą, że to PlayStation, a ostatecznie dostałem WashStation – też fajne, bo w wieku prawie trzydziestu pięciu lat czasami bardziej cieszy, ale nadal jestem rozczarowany. Koniec końców można zagrać, ale czy trzeba? Niekoniecznie. Lepiej chyba tę energię spalić na betatesty World of Warcraft Forever czy wielu, wielu, wielu innych gier, które pojawiły się ostatnio i dają o wiele więcej frajdy. Natomiast jeśli już zagrać, to chyba wtedy, gdy skusicie się na bogatsze wydanie wcześniej wspomnianego Forever — wtedy nie będzie to aż tak bolało. W każdym innym wypadku może na jakiejś mocnej wyprzedaży?

P.S.: Wybaczcie z góry za to, że tak bardzo mało screenów, ale powiem szczerze – po raz pierwszy od bardzo dawna walka z tworzeniem ich była nierówna. Do tego stopnia, że nawet aplikacja Xbox z poziomu PC zwyczajnie się zbuntowała. Dlatego też tyle ile dałem radę, tyle również zrobiłem.

5,5
Porządna historia to za mało - można było z tego zrobić zupełnie inną grę na podstawie tych pomysłów, a tak wyszedł... Zszywaniec.
Plusy
  • Historia Gareka nie jest wcale taka zła, jak mogłaby się wydawać.
  • Są momenty, gdy wraca stary, dobry Warcraft.
  • Graficznie nie ma takiej tragedii (choć wiadomo, klasyka najlepsza).
  • Pomysły, które na papierze wydawały się naprawdę dobre...
Minusy
  • ... ale realizacja pozostawia wiele do życzenia.
  • "Za mało cukru w cukrze" i RTSowego Warcrafta w RTSowym Warcrafcie.
  • Zaawansowane zarządzanie ekwipunkiem? A komu to potrzebne, dlaczego?
  • Nie każdemu spodoba się mieszanie w starym lore tego świata.
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!