Remake łączący pokolenia - The Legend of Zelda: Ocarina of Time [Switch 2]

Jakub Zagalski
2026/11/04 13:00
2
0

Nigdy nie byłem fanbojem Ocarina of Time, ale wersja na Switch 2 momentalnie mnie nawróciła. Navi, prowadź!

Remake łączący pokolenia - The Legend of Zelda: Ocarina of Time [Switch 2]

28 lat temu Nintendo przeniosło serię The Legend of Zelda do pełnego trójwymiaru, tworząc rozległy, wiarygodny i pełen szczegółów świat. Swobodna eksploracja Hyrule, zmieniające się pory dnia, realistyczne oświetlenie, bogactwo lokacji i poczucie uczestniczenia w wielkiej przygodzie to jedne z najważniejszych zalet Ocarina of Time, która w branżowej prasie zgarniała oceny 10/10 i została uznana za kamień milowy w historii gier wideo. Duże uznanie zdobyły również intuicyjne sterowanie, system walki i pomysłowe zagadki. Szczególne wrażenie robiło to, że nowa Zelda nie tylko oferowała kolejne zadania do wykonania, ale potrafiła wciągnąć gracza w swój świat i zachęcała do odkrywania go dla samej przyjemności eksploracji.

13 lat później Ocarina of Time powróciła jako jedna z pierwszych gier na Nintendo 3DS w formie dość konserwatywnego remake'u. Nowa grafika, wykorzystanie wyjątkowych właściwości kieszonkowej konsoli (żyroskopy, ekran dotykowy) tchnęły powiew świeżości w kultowy tytuł, zachowując przy tym oryginalną konstrukcję. Od tamtej premiery minęło kolejnych 15 lat (sic!) i The Legend of Zelda: Ocarina of Time znowu powróciła w glorii i chwale jako bezapelacyjnie znakomity remake jednej z najlepszych gier wszech czasów.

Z szacunkiem do tradycji

The Legend of Zelda: Ocarina of Time na Switch 2 jest grą nie tylko stworzoną jako list miłosny do fanów oryginału. To absolutnie genialna produkcja, która spodoba się zarówno weteranom serii dmuchającym w kartridże, jak i pokoleniu graczy urodzonych długo po premierze Nintendo 64. A nawet 3DS-a! To remake kompletny. Wiernie odtwarzający niemal doskonałą produkcję z 1998 roku przy jednoczesnym wprowadzeniu współczesnych rozwiązań i elementów, które dopełniają całość.

Eiji Aonuma, producent serii TLoZ, przyznał, że jednym z powodów powstania remake'u było przekonanie, że młodsi członkowie zespołu pracujący nad współczesnymi odsłonami Zeldy powinni lepiej poznać konstrukcję i znaczenie oryginału. Przebudowanie gry miało być dla nich okazją do zrozumienia rozwiązań, które ukształtowały serię, i wykorzystania tych doświadczeń przy przyszłych produkcjach. Takie "ćwiczenie" dla młodych developerów zaowocowało znakomitą, nowoczesną grą, zachowującą ducha oryginału. Remake Ocarina of Time powstawał pod hasłem: "Grafika może się zmienić, ale doświadczenie pozostaje takie samo”. Dla twórców było jasne, że oryginał był bardzo precyzyjnie zaprojektowany, a nawet niewielkie zmiany mogłyby zaburzyć jego równowagę. Zdecydowali się więc zachować charakter przygody, jej strukturę i sposób prowadzenia gracza.

Co ciekawe, twórcy rozważali wprowadzenie np. opcji szybkiej podróży poprzez dodanie punktów teleportacji. Zespół przetestował to rozwiązanie, ale szybko zauważył, że gracze tracą przez nie część okazji do odkrywania świata, który sam w sobie odgrywa kluczową rolę w całej przygodzie.

Hyrule pozostało więc bogatym i zróżnicowanym światem podzielonym na regiony, który nie próbuje na siłę upodabniać się do "piaskownic" znanych z ostatnich odsłon serii. Przez to przygoda jest bardziej uporządkowana, z wyraźnym tempem fabuły i stopniowym odkrywaniem kolejnych elementów świata. Jednocześnie twórcy poszli o krok dalej względem oryginały i wprowadzili np. cykl dnia i nocy w miastach i lochach, a nie tylko na otwartych przestrzeniach. Ma to znaczenie nie tylko wizualne, ale odbija się na zachowaniu mieszkańców, tworzy możliwości do nowych interakcji itp.

Zagadki i projekty lochów zostały przeniesione z oryginału, choć twórcy wprowadzili pewne ulepszenia i wyraźne modyfikacje. Przykładem jest Świątynia Wody – bodaj najtrudniejsza, a na pewno najbardziej frustrująca ze wszystkich lokacji w grze. Jedno z tych miejsc, które na N64 szczególnie mocno testowało zdolności (a często również cierpliwość) graczy. Remake "naprawia" największe bolączki związane z tym miejscem poprzez ułatwienie zmiany wyposażenia i zastąpienia części ścian konstrukcjami kratowymi, przez które można zobaczyć sąsiednie pomieszczenia. Dzięki temu rozwiązywanie zagadek jest dużo wygodniejsze, a przez to łatwiejsze.

Świat jak z bajki

Remake Ocarina of Time zachowuje odtwarza oryginalne lokacje, a jednocześnie pozwala je eksplorować w nowy sposób. Jest to możliwe poprzez dodanie... skoku. Link AD 1998 potrafił skakać, ale robił to tylko w wyznaczonych przez twórców miejscach (kiedy podchodził do krawędzi itp.). Teraz mamy od tego oddzielny przycisk, który zwiększa swobodę poruszania się podobnie jak dodana funkcja sprintu. Jednocześnie twórcy zachowali tradycyjną formę szybszego poruszania się poprzez wykonywanie przewrotu (roll attack), co z pewnością zadowoli purystów. Powraca też klasyczny atak mieczem z wyskoku, odpalany za pomocą dedykowanego przycisku, który teraz można jednak zastąpić kombinacją skok + atak. Niby nic wielkiego, ale to jeden z przykładów pokazujących, jak poważnie twórcy potraktowali remake kultowej gry, by sprostał oczekiwaniom wszystkich graczy. Podobnie ma się rzecz ze swobodnym kontrolowaniem kamery za pomocą jednej z gałek - coś, co było nie do zrealizowania na N64, tutaj jest obecne i spełnia swoją rolę znakomicie.

GramTV przedstawia:

Tworzenie remake'u 28-letniej gry wiązało się oczywiście ze stworzeniem zupełnie nowej oprawy graficznej i dźwiękowej. Jako się rzekło, autorzy wykorzystali fundamenty budowane za czasów Nintendo 64 i postawili na nich piękny, a zarazem znajomy świat. Ocarina of Time została pieczołowicie zaprojektowana i twórcy nowej wersji słusznie uznali, że nie można w niej czegoś dodawać czy odejmować, by nie zaburzyć harmonii. Graficznie nie próbowali kopiować stylu ostatnich części serii. Zamiast tego postawili na baśniową estetykę, dla której głównymi inspiracjami były przedstawienia kukiełkowe i analogowe efekty znane z filmów. W moim odczuciu wyszło to fenomenalnie, bo choć świat i postacie są mocno stylizowane i momentami przerysowane, to czuć w tym wszystkim autentyczność. Przemierzając Hyrule, obserwując otoczenie, rozmawiając lub walcząc z różnymi istotami, odbiera się ten świat jako spójny i wiarygodny. Taki efekt udało się osiągnąć m.in. poprzez przywiązanie do detali. Polecam serię wywiadów z twórcami gry na stronach Nintendo (Ask the Developer Vol. 24), z których można się dowiedzieć szczegółów np. o projektowaniu dziecięcej tuniki Linka. Cały proces poprzedziły wizyty w muzeach w poszukiwaniu inspiracji, eksperymenty z ręcznym tkaniem itp. Tworzenie takich elementów w grze nie polegało więc wyłącznie na wykorzystaniu możliwości współczesnego hardware'u, ale również pieczołowitym badaniom prowadzącym do zrozumienia, jak coś powinno wyglądać w kontekście całego świata i opowiadanej historii.

Oprawa dźwiękowa to kolejna duża zmiana w stosunku do oryginału z 1998 roku. Na potrzeby nowej wersji Ocarina of Time nagrano ponad 150 utworów muzycznych - część z udziałem orkiestry, inne zrealizowano bardziej kameralnie, łącząc nowe aranżacje z dźwiękami nawiązującymi do wersji N64 (Koji Kondo, kompozytorem muzyki do oryginalnej gry, brał udział jako konsultant).

Ale znane utwory w nowej odsłonie to nie wszystko. W Ocarina of Time na Switch 2 mamy pełny dubbing scenek przerywnikowych. Do tego dodano nowe sceny i dialogi, w których możemy usłyszeć m.in. Zeldę, Sarię, Darunię, księżniczkę Ruto i Ganondorfa. Rewolucją dla polskich graczy jest dodanie pełnego tłumaczenie w formie napisów. Z kolei światowi odbiorcy z pewnością nie mogą się już doczekać sprawdzenia nowej funkcji, która pozwala wygrywać melodie do mikrofonu w konsoli. Granie na tytułowej okarynie jest kluczową mechaniką, która w oryginale polegała na rytmicznym wciskaniu właściwych przycisków. Teraz dodano możliwość zagrania wskazanych dźwięków na dowolnym instrumencie (można nawet gwizdać), które konsola wyłapuje i "przenosi" do świata gry. Niby nic wielkiego, takie wykorzystywanie wbudowanego mikrofonu to żadna nowość, ale w kontekście Linka z okaryną tworzy naprawdę wyjątkowe doświadczenie.

Pisaniu nowej ścieżki dźwiękowej towarzyszyło tworzenie rozbudowanej gamy efektów, które dodają głębi. Szum liści, woda przepływająca po kamieniach, odgłosy ptaków i owadów mogą umknąć uwadze gracza, ale pozwalają się jeszcze lepiej wtopić w ten świat i całą przygodę. Dźwięki zmieniają się w zależności od miejsca i odległości od ich źródła, co tylko potęguje doświadczenie.

Ku przygodzie!

The Legend of Zelda: Ocarina of Time na Switch 2 jest ogromnym osiągnięciem, choć niepozbawionym wad i niedociągnięć. Wizualnie robi świetne wrażenie stylem, efektami (refleksy, mgła) i płynną animacją na poziomie 60 FPS na telewizorze i w trybie przenośnym. Ale granie na małym ekranie wiążę się z wyraźnie niższą rozdzielczością, nadmiernym wyostrzeniem i migotaniem drobnych elementów itp. Nie jest to krytyczna wada, ale zauważalna. Problemem, szczególnie dla starych wyjadaczy, może być też poziom gry, niejako zaniżony poprzez nowe funkcje. Lekkie przemodelowanie znanych zagadek i lochów (vide Świątynia Wody) robi sporą różnicę, podobnie jak bardziej czytelne zachowanie bossów w trakcie walki. Szkoda również, że twórcy nie pokusili się o wprowadzenie czegoś na wzór Master Quest i Hero Mode, które stanowiłyby prawdziwe wyzwanie dla graczy znających Ocarina of Time na pamięć.

Nie oznacza to jednak, że osoby wychowane na Nintendo 64 nie mają tu czego szukać. Wręcz przeciwnie – remake na Switch 2 to znakomita pozycja zarówno dla starych fanów, jak i zupełnie nowego pokolenia, które nie grało nigdy z Zeldę, albo kojarzy serię wyłącznie z ostatnich odsłon z otwartymi światami. Piękna i porywająca przygoda, która dzięki nowej oprawie, wielu usprawnieniom (kamera, skok, bieg) i dodatkom (śledzenie postępów na Threads of Time, oglądanie pokonanych potworów i powtórki z bossami w The Hall of Fallen Foes) jest znakomitą klasyką we współczesnym wydaniu.

9,2
Powrót do przeszłości w znakomitym wydaniu
Plusy
  • Remake wierny genialnemu oryginałowi
  • Styl graficzny
  • Zmiany w sterowaniu
  • Dubbing i polskie napisy
  • Świeże spojrzenie na klasykę
  • Można grać na prawdziwej okarynie :)
Minusy
  • Brak dodatkowych wyzwań dla doświadczonych graczy
  • Tylko jedno miejsce na save
  • Przeciętna grafika w trybie handheld
Komentarze
2
jakubcjusz
Gramowicz
Dzisiaj 13:13

Ile powinienem odjąć od oceny, jeśli Breath of The Wild mnie wynudził? (nie ukończyłem - dałem radę odblokować 3 moce "bestii"). 

sc
Gramowicz
Dzisiaj 13:10

-Brak dodatkowych wyzwań dla doświadczonych graczy

Może rzucą jakieś DLC?