Recenzja czterech odcinków serialu Andor. Gwiezdne wojny wreszcie dla dorosłych

Radosław Krajewski
2022/09/20 18:00

Już jutro na Disney+ pojawią się pierwsze trzy odcinki Andora. Oceniamy, czy będzie to udana premiera nowego serialu z Gwiezdnych wojen.

To są Gwiezdne wojny, których szukacie

Fani Gwiezdnych wojen ostatnimi czasy nie mają dobrego okresu. Na nowy kinowy film czekają już trzy lata i wszystko wskazuje, że jeszcze trochę będą musieli wytrzymać, zanim udadzą się do kina nową produkcję. Ratunkiem miały być seriale i jak animowane produkcje idealnie się sprawdzają, tak aktorskie pozostawiają sporo do życzenia. The Mandalorian wciąż trzyma wysoki poziom, ale zarówno Księga Boby Fetta, jak i Obi-Wan Kenobi były ogromnymi rozczarowaniami, przez które wielu widzów straciło wiarę w serię i samo Lucasfilm. Jednak nową nadzieją dla marki jest Andor, będący prequelem do Łotra 1. Już pierwsze zapowiedzi wskazywały, że tym razem aktorski serial z Gwiezdnych wojen faktycznie może się udać, ale chyba nikt nie oczekiwał, że będzie to tak dobra produkcja, która jednak podzieli widzów.

Akcja serialu rozpoczyna się na pięć lat przed wydarzeniami znanymi z Łotra 1. Cassian Andor (Diego Luna) nie działa jeszcze na rzecz Rebelii, będą zwykłym najemnikiem do wynajęcia. Podczas wykonywania jednego ze swoim zleceń zabija dwóch pracowników korporacji Morlana One. Andora zaczynają ścigać siły bezpieczeństwa firmy, dowodzone przez Syrila Karna (Kyle Soller). Mężczyzna może jednak liczyć na pomoc mieszkańców Ferrix, w tym na Bix Caleen (Adria Arjona) oraz przebywającego z innej planety, tajemniczego zleceniodawcę Luthena Raela (Stellan Skarsgård), mającego niejasne polityczne powiązania. Niedługo później Imperium dowiaduje się o działaniach Morlana One wobec Andora. Przemytnik musi jak najszybciej uciekać z planety.

Zapomnijcie o wszystkich produkcjach z Gwiezdnych wojen, gdyż Andor prezentuje zupełnie inną jakość. Przynajmniej w czterech pierwszych odcinkach otrzymujemy pełnoprawny serial, nie próbując oszukać widza, że to tak naprawdę pocięty na kilkanaście odcinków film. Andor nie przypomina niczego, co do tej pory widzieliśmy w serii Gwiezdne wojny. Już pierwsze sceny prezentują zaskakującą przyziemność i surowość, nie tylko opowiadanej historii, ale również realizacji. Wielu widzów, tym bardziej tych złaknionych widowiskowych i kolorowych produkcji, może boleśnie odbić się od serialu. Tempo jest wolne, a kolejni bohaterowie wprowadzani bez większych fajerwerków. Nawet na pierwszą dużą scenę akcji musimy czekać do aż trzeciego odcinka, co oznacza, że serial przez ponad godzinę testuje cierpliwość widzów.

GramTV przedstawia:

Jednak już w premierowych trzech odcinkach z nawiązką spłaca kredyt zaufania. Historię śledzi się z ogromnym zainteresowaniem, chociaż rozwijana jest bardzo wolno, ledwo zarysowując, do czego może ona prowadzić w kolejnych epizodach. Na szczęście tym razem twórcy oszczędzają nam Jedi, Mocy i wielkiego konfliktu między siłami dobra i zła. Pierwsze trzy epizody stanowią zamkniętą całość będącą wprowadzeniem do reszty serialu i lokalna historia to miły powiew świeżości dla całej serii. Twórcy koncentrują się na wątkach dramatycznych, rozwijając obiecany thriller szpiegowski, który przekładają nad blockbusterowym rodowodem produkcji z Gwiezdnych wojen.

Gdy dodamy do tego niezwykle specyficzną, ciasną atmosferę i stylistykę rodem z lat 80. ubiegłego wieku, otrzymujemy tytuł, który albo zachwyca już od pierwszych chwil, albo wielu potencjalnych widzów, w tym niektórych fanów Star Warsów, momentalnie odrzuci. Andor pokazuje, jak mogłyby wyglądać aktorskie seriale z uniwersum, gdyby ktoś zdecydował się je nakręcił po premierze Powrotu Jedi. Oczywiście wtedy widzowie mogliby jedynie pomarzyć o takiej wizualnej i dźwiękowej jakości, ale Andor to produkcja wyjęta jakby z zamierzchłych czasów, należycie odrestaurowana i odświeżona, aby pasowała do współczesnych standardów.

Komentarze
1
dariuszp
Gramowicz
22/09/2022 14:53

Mnie kupili na samym początku. Oglądnąłem dopiero pół godziny jadąc taxi ale pierwsza scena usaliła dla mnie ton.

Andor jest zaczepiony przez 2 korporacyjnych strażników. I udaje mu się ich obezwładnić ale jeden z nich umiera i do końca nie wiadomo co go zabiło.

Drugi w panice mówi mu że to na 100% nie była jego wina i że doszło do nieporozumienia i tylko muszą iść do biura to wyjaśnić. I jeszcze go przepraszał.

Ja już kręce oczami - koleś oczywiście wie że może zginąć i próbuje go wciągnąc w pułapkę. Zmieni śpiewkę jak tylko będzie "u siebie". I to pewnie rozpęta akcje i wrzuci Andora w ręce rebelii albo coś. No bo koleś jest bohaterem Disneya więc... no właśnie.

Ku mojemu zdziwieniu Andor robi to co uważałem że powinien zrobić - strzelił facetowi w głowę żeby pozbyć się świadka i sie ulotnił.

I to robi Disney który poświęcił tyle kasy żeby Han Solo nie strzelał pierwszy XD A tu mamy "bohatera" który dokonuje egzekucję na kolesiu który jest przed nim na kolanach bo wie że jeżeli z nim pójdzie to wyjaśnić to się może to źle dla niego skończyć.

Zaintrygowali mnie.