Minionki i straszydła – recenzja filmu. Przegląd kina z żółtymi stworkami

Radosław Krajewski
2026/06/28 10:00
0
0

Kolejny film o Minionkach już za chwilę zadebiutuje w kinach. Oceniamy, czy ta seria nadal może czymś zaskoczyć.

Kocham kino

Na przestrzeni ostatnich dwóch dekad Hollywood całkowicie się zmieniło, ale jeżeli coś pozostało po staremu, to regularne premiery nowych filmów o Minionkach. Warto pamiętać, że na franczyzę składają się dwie oddzielne serie, czyli Despicable Me, w którym głównym bohaterem jest dorosły Gru oraz Minions, które przedstawia wcześniejsze losy Minionków, na długo przed wydarzeniami z filmu Jak ukraść Księżyc. Anglojęzyczne nazewnictwo tych filmów podkreśla te różnice, ale niestety na polskim rynku już tak pomieszano z tytułami, że tylko najwięksi fani orientują się, jaka część należy do której podserii. Minionki i straszydła reprezentują tę prequelową linię fabularną, tym razem zabierając widzów do jeszcze wcześniejszej epoki istnienia Minionków, niż miało to miejsce w poprzednich dwóch odsłonach. Tym razem nierozgarnięte żółte stworki skupiają się na ukazaniu alternatywnej wersji historii rozwoju kin, odwołując się do wielu klasyków. I chociaż powielane są te same motywy i schematy znane z całej franczyzy o Minionkach, to nowa część ma w sobie sporo uroku i humoru, dzięki czemu ten przegląd kina ogląda się z nieskrywaną radością.

Minionki i straszydła
Minionki i straszydła

Minionki (Pierre Coffin) poszukują swojego nowego, nikczemnego pana, któremu mogliby służyć. Niestety za każdym razem, gdy wydaje się, że w końcu znaleźli tego jedynego, najpotężniejszego i najbardziej straszliwego złoczyńcę, znów muszą rozpoczynać poszukiwania od nowa. Po ogromnym cyklopie, wszechmocnym magu, a nawet starożytnej mumii, w końcu natrafiają na rewolwerowca, ściganego przez szeryfów. Okazuje się, że Minionki trafiły na plan filmowy, niszcząc idealnie ujęcie reżysera Maxa (Christoph Waltz), który marzy o stworzeniu prawdziwego arcydzieła. Przerażony filmowiec musi pokazać gotowe sceny właścicielom wytwórni, braciom Frankowi oraz Elwood’owi Bright’om (Jeff Bridges). Włodarze są zachwyceni rolom Minionków i nakazują Maxowi obsadzenie ich w kolejnych filmach. Po kilku kinowych hitach i uzyskaniu statusu prawdziwych gwiazd, żółte stworki stoją u progu prawdziwego kinowego przełomu, czyli rewolucji dźwiękowej. Okazuje się, że Minionki nie radzą sobie w tego typu filmach, tracąc angaż w wytwórni. Gdy inne Minionki postanawiają znaleźć swojego nowego pana, trójka bohaterów pragnie spełnić marzenie i nakręcić własny film o potworach. W tym celu przywołują potężnego Goomiego (Trey Parke), istotę przypominającą małego Cthulhu, który postanawia wykorzystać Minionki do własnych, niecnych celów, aby zniszczyć świat.

Właściwie to Minionki i straszydła składają się na kilka luźno powiązanych ze sobą historyjek, które w niektórych przypadkach bardziej pasowałoby w formie miniserialu niż jako część pełnometrażowej produkcji. Szczególnie czuć to na początku, gdy żółte stworki próbują znaleźć swojego nowego pana, a widz otrzymuje po prostu serię doskonale znanych gagów, gdzie bohaterowie okazują się nieświadomie bardziej niszczycielscy od złoczyńców, którym służą. Jeżeli ktoś nadal nie jest zmęczony tego typu żartami, to od razu pokocha nową część serii. Na prawdziwą wisienkę na torcie będziemy musieli poczekać nieco dłużej, gdy film zaczyna oddawać prawdziwy hołd historii kina. Zresztą już pierwsza scena to sygnalizuje, rozgrywając się w muzeum fikcyjnej wytwórni, w której można znaleźć dzieła Stevena Spielberga, figurę Orsona Wellesa’a, czy zamknięty za szkłem żywy eksponat w postaci George’a Lucasa (nawet nie pytajcie).

Minionki i straszydła
Minionki i straszydła

Ma się więc wrażenie, że tym razem seria o Minionkach skierowana jest bardziej do dorosłego widza. Oczywiście, młodsi nadal otrzymają sporo żartów, dziwnych i zabawnych sytuacji z żółtymi stworkami, czy całą kawalkadę przypadkowych zdarzeń, które kończą się bijatykami, rozwałką lub wybuchami, więc akcji jest tu co niemiara. Starszy widz jednak doceni, że Minionki i straszydła w oryginalny i angażujący sposób dają nam poznać spory kawał historii kina. Począwszy od prawdziwych klasyków pierwszych krótkometrażowych produkcji, takich jak Wjazd pociągu na stację w La Ciotat, Wyjście robotników z fabryki, czy Jeszcze wyżej, a także Obywatela Kane’a i filmy Charliego Chaplina, a kończąc na Szczękach, czy Godzilli. Każdy z filmów wykorzystany jest w humorystyczny sposób, ale ilość nawiązań i odwołań do różnych klasycznych produkcji jest tak duża, że samo ich rozpoznawanie sprawia sporo zabawy, szczególnie osobom, które bardziej siedzą w klasycznym kinie.

Bait na Cthulhu

W drugiej połowie niestety otrzymujemy dwa filmy w jednym. Pierwsza część opowiada o zmaganiach trójki głównych bohaterów, aby nakręcić swój własny monster movie i przyzwaniu istoty z nie z tego świata, która ma własne, niezależne od początkujących filmowców plany. I zdecydowanie jest to ta lepsza część, w której mamy więcej akcji i wciąż sporo mrugnięć okiem do filmowej historii. Nieco bardziej błahym wątkiem jest ten drugi, w którym reszta Minionków odnajduje w Dorcie, robocie nie z tej planety, swojego nowego superzłoczyńcę. Cały gag polega jednak na tym, że widz nie wie, czy Dort to jedynie przebrany za metalowego androida fan science fiction, czy też faktyczny kosmita. Tym bardziej że w pewnym momencie w życiu zagadkowej istoty pojawia się pewna kobieta, w której od razu się zakochuje. Chociaż na swój sposób ten wątek jest uroczy, to ostatecznie nie prowadzi do niczego istotnego i wydaje się zwykłym zapychaczem, bez którego film mógłby się spokojnie obejść.

Minionki i straszydła
Minionki i straszydła

GramTV przedstawia:

W przeciwieństwie do drugiej podserii, tutaj całą robotę muszą wykonywać Minionki. Brakuje tu innych, wyrazistych i charyzmatycznych postaci, które zresztą były w poprzednich odsłonach Minions, żeby tylko wspomnieć o młodym Gru, czy Scarlett O’Haracz. Tu co prawda pojawia się Goomi oraz Dort, ale dopiero w drugiej połowie filmu, więc jeżeli ktoś ma już alergię na żółte potworki lubujące się w bananach, to Minionki i straszydła zdecydowanie nie jest filmem, po który należałoby sięgać. Cała reszta otrzyma wciąż tę samą sprawdzoną formułę i masę lekkiej, niezobowiązującej zabawy, która szczególnie nagrodzi fanów kina.

Pod względem wizualnym Minionki i straszydła trzymają wysoki poziom. Illumination wypracowało już swój styl i konsekwentnie się go trzyma. Nawet jeżeli to produkcja będącą w zasadzie poboczną dla drugiego tegorocznego filmu studia, czyli Super Mario Galaxy Film, to nadal pod względem oprawy i animacji nie ma do czego się przyczepić.

Minionki i straszydła tym razem bardziej zadowolą starszych widzów niż tych młodszych. Dzieci oczywiście otrzymają kolorową, pełną akcji i humoru produkcję, ale to pozostali widzowie, szczególnie ci pasjonujący się kinem, odnajdą w tej produkcji o wiele więcej rozrywki niż w poprzednich częściach. Widać, że reżyser Pierre Coffin miał na tę część konkretny pomysł i nawet jeżeli nie wszystko wyszło z zadowalającym skutkiem, to wciąż Minionki i straszydła zachwycają swoim podejściem do klasyki kina. Można więc poczuć się jak jeden z tych żółtych stworków, który od razu zakochał się w filmach i zapragnął zostać reżyserem. Zresztą kto z nas tak kiedyś nie miał? Tym samym ciężko na nową część przygód żółtych stworków nie patrzeć z sympatią.

6,0
Minionki i straszydła oddają hołd klasyce kina i robią to w zaskakująco oryginalny i angażujący sposób.
Plusy
  • Przegląd klasyki kina w ciekawym wydaniu…
  • …dzięki czemu główny wątek jest angażujący i uroczy
  • Sporo dobrego i sprawdzonego humoru
  • Młodsi widzowie nie będą się nudzić dzięki licznym scenom akcji
  • Illumination nie zawodzi pod względem poziomu animacji
Minusy
  • Drugi wątek jest mniej ciekawy
  • Na początku fabuła trochę za bardzo oparta jest na pojedynczych epizodach
  • Niewykorzystany potencjał Goomiego
  • Mało ciekawe postacie poboczne
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!