Ace Combat 8: Wings of Theve to zdecydowanie to, czego fani serii oczekiwali po poprzedniej grze – jest lepiej, efektowniej, choć nieidealnie. Warto wrócić do walki w przestworzach!
Ace Combat 8: Wings of Theve – recenzja gry na PlayStation 5
Ostatnio mocno mnie zaskoczył fakt, że recenzja Ace Combat 7: Skies Unknown pojawiła się na gram.pl w styczniu 2019 roku. Głównie dlatego, że cały czas byłem święcie przekonany, że to był nieco cieplejszy miesiąc… ale może trochę mnie też zwiodło to, że później sporo grałem w trybie VR.
Nie ukrywam, że głównie po premierze Ace Combat 5: The Unsung War (chociaż mi się zawsze podobała nazwa Squadron Leader) bardziej zacząłem się interesować serią tworzoną przez Project Aces. Cieszy również fakt, że po wielu latach różnych losów „Asy” wreszcie wróciły do bardzo dobrej formy. Dlatego też po dość bezpiecznej, z pewnej perspektywy, „siódemce” przyszedł czas na nieco ambitniejszą odsłonę serii. Głównie dlatego, że Ace Combat 8: Wings of Theve wraca nie tylko do pomysłów z wcześniej wspomnianego The Unsung War, ale również do uwielbianego przez fanów Ace Combat Zero: The Belkan War.
Dobra wiadomość jest taka, że nowa gra Project Aces pod wieloma względami jest po prostu lepsza od Skies Unknown, głównie pod względem technicznym. Pod względem wyzwania również. A co z fabułą?
Pod żelaznymi skrzydłami…
Ace Combat 8: Wings of Theve – recenzja gry na PlayStation 5
Szczerze mówiąc, początek Ace Combat 8: Wings of Theve… nie do końca mnie przekonał. Głównie dlatego, że o ile rozumiem kwestię „wszystkie ręce na pokład”, biorąc pod uwagę bardzo ograniczone możliwości załogi lotniskowca Endurance, to trudno uwierzyć, że jeden z pilotów, który dopiero wrócił z pontonu ratunkowego, musi wracać w kamasze i wspierać jednego z najlepszych pilotów, jakie widział kontynent Strangereal.
Nie spoilerując jednak tego, co dzieje się w prologu samej gry, okazuje się, że Joker Squadron odegra o wiele większą rolę w wojnie z Republiką Sotoa, a cała historia nie będzie tylko opowieścią o walce z przeważającymi siłami wroga w bardzo trudnych czasach, ale również potężną siłą propagandy stosowanej po obu stronach konfliktu, nie tylko za pośrednictwem mediów społecznościowych, ale także muzyki.
Bowiem Joker Squadron to tak naprawdę oddział składający się z tych, co potrafią coś tam w przestworzach. Professor i Coster to ci, którzy mają odpowiednie przeszkolenie (Professor nawet kosmiczne), z kolei Tasha to pilotka cywilna, a dokładniej dziewczyna będąca członkinią oddziału akrobatycznego z Yuktobanii, więc raczej nie zajmowała się strzelaniem. Zostajemy więc my, a dokładnie bohater o przydomku Rex, który jest legendarnym Asem oraz pilotem, którego nazywano Wings of Theve. Cała historia związana z jego przeszłością jest nieco bardziej skomplikowana, ale można byłoby powiedzieć, że ten bardzo przypadkowy oddział to gromada sympatycznych bohaterów, których można polubić, podobnie jak bohaterów pobocznych, takich jak oddział Queen Flight prowadzony przez Kate Evans – często towarzyszący nam w przeróżnych misjach.
Ace Combat 8: Wings of Theve – recenzja gry na PlayStation 5
Ace Combat 8: Wings of Theve momentami od strony historii przypomina przypominaną wcześniej „piątkę”, to znaczy – sama historia konfliktu oraz jej konsekwencje w dalszej perspektywie czasowej nie są tak efektowne, jak było to w przypadku „siódemki”. Tam bowiem, o ile mieliśmy również oddział przypadkowych pilotów, to byli jednak profesjonaliści po przejściach, którzy trafili do oddziału karnego. Tutaj natomiast mamy próbę stworzenia czegoś z niczego, przy okazji próbując wlać w rebeliantów motywację do dalszej walki. Taka miała być właśnie rola oddziału Joker.
Czy się to udało? Powiem zupełnie szczerze, że o ile na początku chciałem bardzo marudzić na tempo akcji oraz pewnego rodzaju „przyziemność”, o tyle z czasem te wszystkie naleciałości z The Unsung War pasowały tu idealnie. Na przestrzeni 30 misji musimy bowiem nie tylko wykonywać nasze zadania, ale również podejmować pewne decyzje. Co prawda nie wprowadzają one czegoś na kształt misji A oraz B, ale wpłyną one w znacznym stopniu na późniejsze wydarzenia. Ale więcej nie powiem, żeby nie zabierać niespodzianki.
Ace Combat 8: Wings of Theve – recenzja gry na PlayStation 5
Również pozytywnym elementem są nawiązania do wydarzeń z poprzedniej gry. Delikatne, ale jednak, bowiem to nadal kontynuacja Skies Unknown – będzie wątek Space Elevator, pojawią się dobrze znani bohaterowie (również z serii Ace Combat) i można będzie się zastanawiać, co tak naprawdę dalej Project Aces będzie próbowało nam przygotować w przyszłości.
Jedynym minusem, który w przypadku fabuły wyłapałem, jest fakt wprowadzenia interaktywnych przerywników filmowych… ponieważ są tutaj zwyczajnie niepotrzebne. Co prawda za pierwszym razem mogą fajnie urozmaicać zabawę, ale w końcu mogą denerwować. Na szczęście można je pominąć, choć wolałbym chyba wyłączyć tę opcję w menu i zostawić możliwość oglądania wszystkiego bez naciskania czegokolwiek na padzie. Tym bardziej po trzydziestu minusach w walce powietrznej.
Niby tak samo, ale jednak trudniej…
Ace Combat 8: Wings of Theve – recenzja gry na PlayStation 5
To, co jednak najciekawsze w przypadku Ace Combat 8: Wings of Theve jest to, że im dalej w las tym mniej gra prowadzi nas za rękę… I tak, trzeba słuchać tego, co jest mówione podczas briefingów przed misjami oraz komunikatów przekazywanych nam przez innych bohaterów w trakcie misji. Zdarzy się bowiem wiele razy, że zapomnimy i skupimy się tylko na napisach TGT na poszczególnych celach, a w międzyczasie wydarzy się coś innego, co zakończy naszą misję niepowodzeniem.
Inną kwestią jest to, że czasami musimy również odpowiedzieć naszym towarzyszom, co może wpłynąć na ewentualne zakończenie misji. Innymi słowy,, mówiąc kolokwialnie: „ogarnięcia” podczas starć będzie potrzeba sporo. Tym bardziej, że w bezpośrednim porównaniu z Ace Combat 7 tej swobody jest zdecydowanie więcej ze wszystkimi jej pozytywnymi oraz negatywnymi aspektami.
Ace Combat 8: Wings of Theve – recenzja gry na PlayStation 5
I tu uwaga, małe zaskoczenie – w Wings of Theve pojawiają się elementy inspirowane Assault Horizon. Nie że w dużej ilości, raptem kilka, ale na tyle mocne wspomnienia z mrocznych czasów, że nie wiem, czy rzeczywiście warto było je wstawiać. No może w jednym przypadku tak, ale w pozostałych można było spokojnie cutscenkę zmienić w coś w rodzaju krótkiej akcji pościgowej, żeby zestrzelić przeciwnika. Natomiast to, co jest najważniejsze, to fakt, że są momenty, w których Ace Combat 8 wystawi wasze nerwy na potężną próbę, ale również zaoferuje kilka rozwiązań, które możecie podjąć, aby osiągnąć cele misji.
Niemniej jednak te trzydzieści misji różnej długości, z niektórymi przechodzącymi z jednej w drugą (spokojnie, później można je „wymaksować”, gdyby brakowało nam do rangi S), to około osiem godzin na podstawowym poziomie trudności… ale mowa tutaj o czasie liczonym do pokonania danej misji, z wyłączeniem powtórek. Przy pierwszym przejściu spokojnie liczyłem około dwunastu godzin zabawy, a w dniu pojawienia się tej recenzji, wraz z czasem przesiedzianym w trybie Online tego dnia, wyszło na tę chwilę już 36 godzin z chęcią zrobienia wszystkiego, co chciałbym mieć ukończone. Wliczam w to polowania na specjalnych przeciwników oraz wykupienie wszystkiego, co można wykupić w ramach drzewka rozwoju.
Klasyka gatunku w arsenale Asów
Ace Combat 8: Wings of Theve – recenzja gry na PlayStation 5
W Ace Combat 8 mamy do wyboru ponad 30 samolotów, z czego wiele z nich to tak naprawdę ulubieńcy graczy pojawiający się w serii właściwie od dłuższego czasu. To, co jednak wyróżnia je tym razem, w odróżnieniu od chociażby „siódemki”, to fakt, że ich obsługa wymaga nieco większego obeznania się z ich atutami, tak aby w trakcie starć w powietrzu wykorzystywać tę przewagę do swoich celów.
Oznacza to, że tak naprawdę o wiele trudniej jest korzystać z lock-on, gdy nie mamy odpowiednich ulepszeń i nie jesteśmy w bliskiej odległości od celu. Co prawda można próbować swojego szczęścia i strzelać z minimalnego zasięgu, ale im dalej w kampanii (oraz w starciach sieciowych), tym trudniej o to, więc lepiej zawczasu nauczyć się kontrolowania maszyn tak, aby jak najdłużej mieć je na oku podczas starć powietrznych.
Ace Combat 8: Wings of Theve – recenzja gry na PlayStation 5
Po pokonaniu kampanii, jeśli chcemy bawić się na wyższych poziomach trudności, nie będzie również problemu z tym, aby stworzyć odpowiednie zestawy maszyn i ulepszeń, po to, aby móc wyposażyć naszych towarzyszy z Joker Squadron, chociażby w jednolite malowania. Szkoda jednak, że w ramach Sortie Prep nie wykorzystują one w żadnym wypadku ulepszeń wypracowanych przez nas ani zaproponowanych zestawów broni. Dziwny zabieg jak na grę, która w teorii powinna stawiać na starcia zespołowe, bowiem byłoby fajnie móc przykładowo Professorowi odebrać w ręce AC-10C wypełnione po brzegi pociskami powietrze-ziemia do neutralizacji celów naziemnych (tutaj trzeba przyznać – AI robi to naprawdę dobrze), a Costerowi i Tashy dwa Su-35S, aby mogli zmieniać swoje podejście w zależności od sytuacji. Tym bardziej, że w grze jest również coś takiego jak Mission Benchmark, pozwalający nam dostosować to, czy nasz zespół jest bardziej skupiony na celach powietrznych czy lądowych.
Tutaj mała ciekawostka – to chyba pierwsza część Ace Combat, w której było zdecydowanie większe skupienie na celach naziemnych. Być może to ze względu na specyfikę samego konfliktu, ale spokojnie… walk w powietrzu też będzie dużo. Ot po prostu miałem wrażenie, że o wiele częściej skupiałem się na tym, co dzieje się na ziemi czy na wodzie.
Ace Combat 8: Wings of Theve – recenzja gry na PlayStation 5
Dobra wiadomość jest taka, że w ramach wybieranego przez nas uzbrojenia możemy postawić na dwa różne zestawy broni specjalnej, a także wybrać tylko jeden. W zależności od naszego wyboru noszony przez nas ładunek do misji będzie ewentualnie podzielony na dwa.
Tak czy inaczej, są plusy i minusy w przypadku tego, jaki arsenał mamy do dyspozycji w Ace Combat 8. Z jednej strony fajnie, że bazowo dostajemy tych kilka maszyn więcej niż w poprzedniej grze (plus ewentualne DLC oraz aktualizacje), a zanim wyposażymy naszą ekipę w maszyny eksperymentalne z tej topowej półki, to trochę czasu nam to wszystko zajmie. Ewentualnie polowanie na skórki pilotów, których możemy pokonać w ramach wszystkich misji.
Ace Combat 8: Wings of Theve – recenzja gry na PlayStation 5
Z drugiej strony widziałbym w tym obrazku o wiele większe pole do manewru, jeśli chodzi o personalizację zestawów dla naszych towarzyszy w ekipie. O ile w teorii gra wybiera nam najlepsze możliwe ustawienia, a AI jest całkiem dobra w tych klockach podczas starć, to w praktyce możliwość maksymalizowania bojowych aspektów zespołu byłaby lepszym wyborem. Koniec końców, i tak możemy wykorzystać automatyczne przygotowanie do misji.
Ace Combat Online – to tutaj warto spędzić większość czasu
Ace Combat 8: Wings of Theve – recenzja gry na PlayStation 5
GramTV przedstawia:
Na temat modułu sieciowego Ace Combat Online niestety powiem stosunkowo… niewiele. Głównym powodem tego jest fakt, że w ramach przedpremierowego dostępu mieliśmy możliwość spróbować swych sił zaledwie w jeden konkretny dzień, a przy tak małej puli osób grających na serwerach, w zależności od regionu, problemy z ewentualnym matchmakingiem pojawiały się dosyć często.
Jest jednak kilka elementów, na które zwróciłem uwagę, i na tyle, na ile udało się zagrać, muszę przyznać, że jest pod pewnymi względami lepiej, ale jest również spora szansa, że fani serii będą kręcić nosem.
Jednym z takich przykładów jest fakt, że tak naprawdę zrezygnowano z drzewka i postawiono na odblokowywanie samolotów za pomocą specjalnej waluty zdobywanej w grze za wykonywanie misji i wyzwań. Dodatkowo, zanim dostaniemy w swoje ręce te najpotężniejsze (i najdroższe pod względem kosztu), musimy zdobyć konkretny poziom w naszym profilu. Dlatego też trzeba wylatać, żeby wskoczyć do takiego Gripena – nie ma drogi na skróty. Najbardziej jednak ciekawi, czy ten system pojawi się w tej samej formie również w wersji premierowej, ponieważ każda z maszyn kosztowała tyle samo, a jedynym ograniczeniem była wcześniej wspomniana ranga naszego pilota-najemnika.
Ace Combat 8: Wings of Theve – recenzja gry na PlayStation 5
Inną sprawą jest to, że pierwszy raz od bardzo dawna widzę w grze powrót… skrzynek ze wsparciem. Co prawda tokeny na nie dostajemy za granie w trybach sieciowych Ace Combat Online, a losowe przedmioty to głównie elementy kosmetyczne dla naszej postaci oraz samolotów, ale nie ukrywam, że trochę przypomniały mi dawne czasy. Nie mogło również zabraknąć przepustki sezonowej, ale tutaj najlepszym podsumowaniem tego jest fakt, że jest ona zbudowana w bardzo podobny sposób do tego, jak wygląda to chociażby w Tekken 8 – mamy dwa tryby (darmowy i płatny) i właściwie złapanie wszystkiego z przepustki powinno dać nam możliwość wykupienia kolejnej.
Tym jednak, co nie do końca udało się wyjaśnić, jest fakt, czy poszczególne sklepiki tematyczne we wspólnym lobby (spokojnie, ci, którzy nie chcą się socjalizować, mogą korzystać z wersji tradycyjnej) również nie będą oferowały specjalnych przedmiotów do wykupienia za walutę premium (tak, ona też się znajduje w grze).
A jak z trybami rozgrywki? Powiem szczerze, że najważniejszą rzeczą w przypadku Ace Combat Online jest to, że jak już udało się zagrać, to każdy z trybów mi się po prostu… podobał. I nawet nie będąc wielkim fanem klasycznego PvP, granie w klasycznym Team Deathmatchu czy PvPvE w postaci Co-Op Warfare (gdzie dwie drużyny rywalizują między sobą oraz walczą z przeciwnikami AI) sprawdzało się znakomicie. Dorzucając do tego tryby dla fanów rywalizacji, powiedzmy, że „pokojowe” są również tryby PvE – Co-Op Assault (dwie drużyny walczą z przeciwnikami AI, ale bez realnej walki między sobą), Scramble (starcia z samolotami przeciwnika) czy Emergency Sortie (specjalne misje, w których walczymy ze specjalnymi maszynami).
Ace Combat 8: Wings of Theve – recenzja gry na PlayStation 5
Sam system postępów w Ace Combat Online nie jest zły, choć fani na pewno będą tęsknić za klasyką. Tym bardziej, że do systemu łapania kolejnych poziomów konkretnych maszyn oraz późniejszego wyważania kosztu w starciach PvP trzeba będzie się zwyczajnie przyzwyczaić. Podobnie jak w zagadce, będzie to kwestia tego, jak ta zawartość będzie dodawana w późniejszych etapach gry. W idealnym świecie dostalibyśmy o wiele więcej miejscówek z poprzednich gier, a także więcej motywów, które im towarzyszyły. Tym bardziej, że w lobby na spokojnie płynie melodia z Ace Combat Zero.
Natomiast co do samych awatarów, zdobywania dodatków i innych rzeczy – no, było to nieuniknione, biorąc pod uwagę, jak bardzo popularne są tego typu rzeczy w grach dzisiaj. Czy to źle? Niekoniecznie. Po prostu trzeba się do tego przyzwyczaić.
I taka ciekawostka – wydarzenia z Ace Combat Online to coś w rodzaju alternatywnej rzeczywistości w tym świecie.
Ładnie, efektywnie, choć nie idealnie
Ace Combat 8: Wings of Theve – recenzja gry na PlayStation 5
To, co zasadniczo może znowu podzielić niektórych graczy, to to, czy Ace Combat 8 wygląda naprawdę dobrze na silniku Unreal Engine 5 i… powiem w ten sposób – w ruchu i starciach w powietrzu wygląda to naprawdę dobrze, a efekty specjalne robią odpowiednią robotę. Tym bardziej, gdy mówimy tutaj o wykorzystaniu chmur, które czasami w dość konkretny sposób potrafią przeszkadzać w osiąganiu określonych celów. Czasami jednak, tak jak nieraz bywało w przypadku silnika graficznego od Epic Games, niektóre elementy, takie jak cienie czy też oświetlenie na horyzoncie, potrafią się doczytywać w bardzo dziwny sposób, pewnego rodzaju „skokami”. Czy to przeszkadza w odbiorze gry jako takiej? Raczej nie, choć trzeba przyznać, że w dzisiejszych czasach ta charakterystyczna mgiełka powoli zaczyna irytować.
Ace Combat 8: Wings of Theve – recenzja gry na PlayStation 5
Od strony dźwiękowej natomiast trzeba przyznać, że po raz kolejny Project Aces z Keikim Kobayashim stworzyli przepotężny monolit dźwiękowy na przestrzeni całej gry Ace Combat 8: Wings of Theve. Motyw przewodni oddziału Shadow będzie prawdopodobnie tak samo często powtarzany niczym Sol Squadron, a Everflow również raczej zapisze się pozytywnie w głowach graczy. Można natomiast mieć wrażenie, jakby tym razem muzyka nie dominowała całego obrazu w rozgrywce – jest co prawda świetnym tłem oraz uzupełnieniem dramaturgii konkretnych wydarzeń, ale wraz z rozmowami między naszym AWACS Dealerem oraz różnymi informacjami otrzymywanymi w tle tworzy całość, która nadaje temu wszystkiemu dynamiki. Może to i lepiej, ponieważ można mieć wrażenie, że w przypadku poprzedniej odsłony serii było zupełnie na odwrót. Nawet jeśli skutkowało to wieloma hitami, takimi jak m.in. Magic Spear czy Daredevil.
Na koniec kilka słów o… Ace Combat: The Belkan War
Ace Combat 8: Wings of Theve – recenzja gry na PlayStation 5
Na sam koniec zostawiłem natomiast element, który tak naprawdę średnio podlega ocenie samej gry, czyli fakt, że Project Aces w zamówieniach przedpremierowych postanowiło dorzucić również remaster Ace Combat Zero: The Belkan War.
Sytuacja jest bowiem bardzo podobna do tej, jaka była w przypadku Ace Combat 7: Skies Unknown. Wtedy gracze, którzy skusili się na zamówienia przedpremierowe, dostawali w zależności od platformy albo Ace Combat 5: The Unsung War (jeśli to było PlayStation), albo Ace Combat 6: Fires of Liberation (jeśli to był Xbox). Problem jest podobny, a jest nim… licencje. Dlatego też sama gra może być podobno dystrybuowana w ten sposób i nie da się tego zbytnio obejść. Szkoda, bo prawdę mówiąc, na tyle, na ile pograłem w Zero, to gra sama w sobie nadal trzyma się dobrze, choć nadal uważam wersję na PlayStation Portable za najlepszą i najlepiej wykorzystującą możliwości tej kieszonsolki.
Inną kwestią jest to, że obie gry również dobitnie pokazują, jak dużo czasu minęło i jak mocno seria ewoluowała przez te lata. Biorąc pod uwagę, że Zero (podobnie jak „piątka”) ma osobny zestaw pucharków do kolekcji, tym bardziej szkoda, że pewne założenia licencyjne nie pozwalają jej sprzedawać jako osobny remaster nawet w systemie PlayStation 2/PSP Classics.
Dlatego też, jeśli wam naprawdę zależy, aby jeszcze raz ograć Zero w całkiem dobrej jakości obrazu, to można zainwestować. Natomiast szkoda, że Bandai Namco nie przycisnęło tematu mocniej, aby gracze mogli nadrobić zaległości w tej serii.
Jest lepiej niż poprzednio, a to już naprawdę bardzo dużo!
Ace Combat 8: Wings of Theve – recenzja gry na PlayStation 5
Najważniejszym pytaniem, na które próbowałem znaleźć odpowiedź przez ostatnie dni grając w Ace Combat 8: Wings of Theve było takie – czy to najlepszy Ace Combat w historii? I wszystko zależy od punktu widzenia.
Zdecydowanie od strony czysto technicznej to prawdopodobnie najbardziej złożona odsłona serii, ponieważ jeśli weźmiemy pod uwagę wszelkie mechaniki, na czele z rozszerzonym działaniem chmur, ciężarem maszyn czy też działaniem niektórych systemów, to jest to zdecydowanie ulepszona wersja Ace Combat 7: Skies Unknown w połączeniu z Ace Combat 5: The Unsung War od strony zarządzania naszym zespołem, wydawania komend czy też ciężaru całej historii skupionej właśnie na Joker Squadron. Trzydzieści misji o różnej długości, w połączeniu z kilkoma będącymi naturalną kontynuacją zabawy, a także późniejsze możliwości maksowania wyników pod ewentualne platynowe trofeum, to wystarczający dystans, aby mówić o dziesiątkach godzin dobrej zabawy.
Ace Combat 8: Wings of Theve – recenzja gry na PlayStation 5
Również Ace Combat Online zapowiada się świetnie nie tylko jako tryb dla fanów starć PvP, ale także jako rywalizacja w stylu PvE. Właściwie dla każdego znajdzie się tutaj coś dobrego, a jedynym elementem, który tak naprawdę będzie wymagał sprawdzenia po premierze gry, będzie dalszy system rozwoju tego modułu oraz ewentualna monetyzacja, która, nie oszukujmy się… będzie na pewno.
Czy można było oczekiwać o wiele więcej? Również myślę, że tak. Przydałoby się o wiele więcej opcji rozkazów (czyli czegoś na kształt Ace Combat: Zero) czy też głębsza personalizacja uzbrojenia naszych towarzyszy. Ewentualnie z elementów, które w tym całym obrazku były zbędne, to interaktywne cutscenki – po prostu nie widzę powodu, aby zmuszać gracza po intensywnej walce (czasami długiej) do naciskania jednego przycisku tylko po to, by popchnąć filmik dalej. Jednakże i tak doceniam chęć eksperymentowania z formułą zabawy, bo czasami pomysły mogą trafiać bądź nie. Największym problemem w przypadku Ace Combat 8: Wings of Theve jest fakt, że jakby nie patrzeć, to jest to nadal nisza. Stosunkowo niedawno również seria Project Aces zaczęła wracać do formy po wielu latach różnych kolei losu, ale cieszy fakt, że po świetnie odebranej „siódemce” oraz siedmiu latach od premiery kolejna gra podnosi tę poprzeczkę nieco wyżej.
Niemniej jednak w Ace Combat 8: Wings of Theve zagrać warto… i tak, mówię to już z trudem, ponieważ ostatnie tygodnie to same hity.
8,5
Jest tak, jak tego oczekiwaliśmy po Ace Combat... i obyśmy nie musieli czekać kolejnych siedem lat na kolejną grę!
Plusy
Nieco bardziej przyziemna historia o jedności w zespole, przyjaźni i propagandzie.
Pod względem rozgrywki jedna z bardziej zaawansowanych odsłon serii Ace Combat - wykorzystanie chmur, ciężaru samolotów oraz ich możliwości bojowych wraz z wydawaniem rozkazów.
Długość samej gry - 30 misji, w sam raz jeśli chodzi o ponowne przechodzenie gry na wyższych poziomach trudnosci.
Ace Combat Online, które powinno wciągnąć fanów latania na długie godziny tym razem również dając szansę graczom typowo PvE.
Mistrzostwo świata pod względem udźwiękowienia oraz tego, jak prezentuje się gra w ruchu - czuć rozmach.
Minusy
Miejscami graficznie widać charakterystyczne dla Unreal Engine 5 skoki.
Niepotrzebnie dodane QTE w cutscenkach.
Personalizacja oddziału jest ok, choć można byłoby wymagać odrobinę więcej możliwości.
Z-ca Redaktora Naczelnego Gram.pl. Wielbiciel wyścigów, bijatyk i tych gier, które zasadniczo nikogo. To ja zacząłem ruch #GrajciewYakuzę. Po godzinach fan muzyki niezależnej i kuchni koreańskiej.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!