Felieton

10 wartych uwagi indyków z E3 2019

Maria Wawrzyniak, 05.07.2019 16:45 1

Podczas tegorocznych targów E3 2019 przedstawiono około 60 nowych gier niezależnych na jednej konferencji. My przedstawimy 10 z nich raz jeszcze, bo zdecydowanie są tego warte.

Z grami niezależnymi jest o tyle problem, że właściwie nie wiadomo, czym tak naprawdę są. Nie istnieje bowiem żadna ogólnie przyjęta definicja, która określałaby ich cechy, bo te przy każdej produkcji mogą być zupełnie inne. Są jednak pewne podobieństwa między grami niezależnymi, które nietrudno zresztą zauważyć - produkcje z tego gatunku zazwyczaj nie są tak rozbudowane, jak wysokobudżetowe tytuły. Tyle że wszystko zależy od tego, co znaczy dla nas pojęcie bycia rozbudowanym. Jest przecież całe mnóstwo indyków na rynku, które spokojnie biłyby na głowę niejedną wielką produkcję, gdyby nie znacznie mniejsza popularność. 

Wiele takich tytułów niezależnych pojawiło się podczas E3 2019, a nienapisanie o nich byłoby grzechem. Dlatego tu jesteśmy. Przyjrzymy się 10 najciekawszym produkcjom, z których większość pojawiła się na konferencji Kinda Funny Games. Na koniec czeka na Was bonusowy tytuł, więc warto dotrwać. Kolejność listy jest alfabetyczna.


12 Minutes

Interaktywny thriller o człowieku uwięzionym w pętli czasu - taki napis pokazuje się na ogromnym ekranie podczas konferencji Microsoftu na targach E3 2019. Spora część widowni pewnie nie miała wówczas najmniejszego pojęcia, co właśnie zobaczyła. Zwiastun trwał niewiele ponad dwie minuty i był chyba jedną z najbardziej niepokojących rzeczy, jakie zobaczyliśmy. 12 Minutes to gra przygodowa w klimacie thrillera, który przypomina bardzo mroczną wersję filmu Dzień Świstaka. Co ciekawe, nad tytułem pracuje między innymi Luis Antonio - ten sam artysta, który zajmował się szatą graficzną gry The Witness. Naszym bohaterem jest zwykły mężczyzna - zwykły przynajmniej na pierwszy rzut oka. Podobnie jest z wieczorem rozpoczynającym zwiastun. Małżeństwo siedzi przy stole, świece są zapalone, wszystko wygląda dokładnie tak, jak powinno - gdyby nie fakt, że cała sytuacja nie dzieje się po raz pierwszy. To zresztą próbuje wytłumaczyć swojej żonie nasz protagonista. Po chwili do mieszkania wpada policjant, dochodzi do rękoczynów, a mężczyzna zostaje zabity. Tyle że po śmierci wcale nie pokazują się napisy końcowe. Bohater budzi się dwanaście minut wcześniej. Po tych dwunastu minutach do mieszkania znów wpada policjant, znów dochodzi do rękoczynów, znów śmierć niby puka do drzwi - i wszystko zatacza koło. Nie potrzeba jednak wiele czasu, aby mężczyzna zorientował się, że został uwięziony w pętli czasu. Nie ma jednak czasu na szukanie przyczyny, dlaczego w ogóle się w niej znalazł. Naszym głównym zadaniem jest więc odkrycie, co tak naprawdę się dzieje oraz wymyślenie sposobu na to, jak uratować zarówno siebie oraz żonę. Mieszkanie, choć dość małe, wyposażone zostało w sporo interaktywnych przedmiotów. Gracz będzie musiał rozgrywać zapętlone fragmenty tak długo, aż nie odnajdzie tej właściwej sekwencji czynności, które zmienią bieg historii. Bronią, choć nie jedyną, aczkolwiek główną i niewątpliwie najsilniejszą, jest tutaj czas.


Brave Earth: Prologue

Wymagająca i wciągająca dwuwymiarowa platformówka akcji, która mocno czerpie inspirację z serii Castlevania. Trzy lata temu o Brave Earth: Prologue napisał magazyn Destructoid w jednym ze swoim artykułów, nadmieniając między innymi, że tak właściwie po raz pierwszy napisali o niej cztery lata wcześniej. Nie, to nie są żarty. Brzmi to co najmniej śmiesznie, ale taka właśnie jest rzeczywistość - gra, a raczej jej koncept tak naprawdę powstał w 2011 roku. W ciągu ostatnich pięć lat gra rozwijała się pod okiem Michaela O'Reilly'ego o pseudonimie Kayin, który stworzył platformówkę I Wanna Be The Guy. Potem świat w końcu doczekał się zwiastuna produkcji wykonanej w 8-bitowym stylu NES. Twórcy zdają się próbować dostarczyć nam równocześnie wysoce ryzykowną, aczkolwiek metodyczną rozgrywkę, jak i agresywną, szybką akcję. Piękne poziomy są wypełnione wyzwaniami, które wymagają od gracza znacznie więcej, niż by się mogło wydawać, nie mając na celu zwykłej frustracji - gra obiecuje znacznie większą głębię. Historia krzyżuje nasze drogi z trzema bohaterami, z czego każdy z nich ma swoje oryginalne historie, motywy i style. Mamy więc Naomi vos Cruz, młodą, niedoświadczoną wojowniczkę, która została wysłana na prostą misję kurierską, jednakże ta wymknęła się spod kontroli. Naomi odkrywa, że tak naprawdę walczy z potworami i najemnikami w walce o powstrzymanie potężnego rytuału demonicznego kultu. Jej postać nie jest jakoś wybitnie zwinna, ale ma za to kilka specjalnych ataków, które pomagają dziewczynie radzić sobie z napotkanymi przeszkodami. Później jest Sinlen Rothschild, najlepsza przyjaciółka Naomi i jednocześnie jej przeciwieństwo - Sinlen jest potężnym magiem. Została jednak ofiarą zasadzki podczas badania starożytnych ruin. Jej bronią jest szeroki asortyment magii dalekiego zasięgu. Ostatnim bohaterem jest Trevor vos Cruz, czyli starszy brat Noemi i Mistrzowski Łowca Kościoła, cokolwiek by to nie oznaczało. Trevor porusza się wolniej, niż pozostali bohaterowie, bowiem posługuje się swoim ogromnym mieczem, Verbannerem, aczkolwiek celuje z precyzją godną bardzo doświadczonego wojownika. Produkcja oferuje ogromną gamę dopieszczonych poziomów, gdzie doświadczymy walk z bossami, scenek przerywnikowych, a także usłyszymy świetny soundtrack. Na stronie gry w serwisie Steam znajdziemy również wiadomości od deweloperów oraz wydawców gry.


Etherborn

Pierwszy projekt niezależnego hiszpańskiego studia jest trójwymiarową logiczną platformówką, która do tej pory zebrała sporo nagród w środowisku niszowych tytułów indie, między innymi za oryginalny gameplay (wystarczy obejrzeć zwiastun - prawdopodobnie zrozumiecie, o jakiego rodzaju oryginalność chodzi) zaprojektowanie poziomów oraz ogólną szatę graficzną. Projektanci tworzyli prototypy światów za pomocą klocków LEGO, inspirując się przy tym takimi artystami, jak Eduardo Chillida czy bliższy nam Zdzisław Beksiński. Jako gracz wcielamy się w postać istoty, która mocno przypomina człowieka, aczkolwiek prawie na nim nie jest. Postać, poza poruszaniem się, nie robi zbyt wiele, jednakże poruszanie się w Etherborn w zupełności wystarczy. O naszym bohaterze wiemy tyle, że nie pojawił się w tym surrealistycznym świecie bez powodu - został wezwany przez tajemniczy głos i zdecydował się podjąć wędrówki, aby odkryć nie tylko swoją naturę, ale również to, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Skupiamy się więc na eksploracji skomplikowanych poziomów, których budowa i sposób działania niejednego gracza pewnie przyprawi o zawroty głowy. Grawitacja, która wydaje się być w tym przypadku elementem kluczowym - i rzeczywiście nim jest, tyle że działa na zupełnie innych zasadach, niż te, jakie znamy. Zmienia się ona bowiem w zależności od bohatera, zdaje się go słuchać - jeśli chcemy wejść na ścianę, która w jednej sekundzie wydaje się być nieosiągalna, w drugiej cały świat się obraca i nie mamy już tego problemu. Co wcale nie oznacza, że gra jest łatwa, bowiem musimy także brać pod uwagę różne przyciski mogące zmieniać strukturę poziomu, a także poruszać platformami. Nasze zadanie za każdym razem jest dokładnie takie samo - dotrzeć do końca planszy. Twórcy zapewniają jednak, że nudno nie będzie. Najwięcej uwagi poświecono właśnie projektowaniu poziomów, dbając o możliwie jak największą różnorodność, a także o to, aby każdy z nich miał zupełnie inny rodzaj zagadek oraz muzykę.


Foregone

Minęło parę lat od rozwiązania niszczycielskiej wojny i potężna organizacja Arbitrów skupia całą swoją uwagę na wyłącznie jednym celu: utrzymać porządek za pomocą wszelkich niezbędnych środków. Kiedy więc nikczemna siła, która w przeszłości pochłonęła zniszczone wojną miasto, nagle grozi ponownym przebudzeniem, jeden z Arbitrów zostaje wysłany na bardzo ważną misję - zająć się sytuacją, by utrzymać pokój. Misja jednak przywołuje i niepotrzebnie pogłębia wspomnienia, które lepiej byłoby pozostawić gdzieś w tyle, jako zapomniane. Naszym zadaniem jest poprowadzić bohatera przez świat pikseli, przechodząc kolejne poziomy i pokonując zastępy zniekształconych potworów w krainie Foregone, czerpiącej inspiracje z platformówek akcji oraz gatunku soulslike. Szata graficzna, bardzo podobna do tej w Dead Cells, niewątpliwie cieszy oko. Mamy również obszerne drzewko umiejętności oraz bogaty arsenał broni - wszystko w zasięgu ręki, jeśli oczywiście zdecydujemy się ją wyciągnąć. Musimy jednak używać wszystkiego w sposób możliwie jak najbardziej strategiczny, wtedy być może uda nam się przetrwać. Jeśli pozwolimy potworom przejąć kontrolę nad sytuacją i zwyczajnie przegramy walkę, będziemy zmuszeni do stawienia im czoła ponownie. I po raz kolejny. I znów.


Looking for Heals

W tej grze wcale nie chodzi o walkę. Gracz dowodzi grupą maksymalnie czterech wojowników, a jego zadaniem jest utrzymać ich przy życiu. Dosłownie - w Looking for Heals ostatnie słowo zawsze należy do uzdrowiciela. Uzdrawiamy więc, bronimy, wskrzeszamy. Krótko mówiąc, robimy wszystko, aby przejść przez świat pełen trudnych decyzji, potężnych przedmiotów oraz skomplikowanych walk z bossami. Intensywna akcja zmusza gracza do spojrzenia na rolę uzdrowiciela w grach z zupełnie innej perspektywy, takiej, gdzie to właśnie support jest najważniejszą postacią. Jednocześnie musimy zmierzyć się z wszelkimi trudnościami, które są z tą rolą związane - co ciekawe, w Looking for Heals twórcy zdecydowali się na narracyjne momenty, utworzone z prawdziwych historii prawdziwych lekarzy. Poznamy całą gamę uczuć - począwszy od satysfakcji towarzyszącej przy uratowaniu czyjegoś życia, a skończywszy na strachu i złości spowodowanych krytycznym błędem. Gra chce pokazać nam prawdziwe znaczenie bycia tym, który leczy. Od nas zależą losy naszych kompanów, od nas zależy również ścieżka, którą podąży zarówno rozgrywka, jak i historia. Będziemy ulepszać swoich bohaterów, znajdując po drodze coraz to mocniejsze przedmioty, drastycznie zmieniając kierunek, w jakim dotychczas produkcja podążała.


Lucifer Within Us

Każdy jest podejrzany. Kłamstwa trzeba zdemaskować. Lucifer Within Us stawia gracza przed nietypowym zadaniem - rozwiązać nieliniowe, bogate w szczegóły tajemnice, używając najsilniejszej broni, jaka istnieje: rozumu. Musimy dokonywać uważnych obserwacji oraz dedukcji w świecie opętanym przez demony, gdzie technologia skanuje ludzkie dusze i prowadzi tylko do jednego - zagłady. Jako cyfrowy egzorcysta pracujący dla Kościoła Inkwizycji Aina Sophia, Twoim obowiązkiem jest odnalezienie grzeszników i zadbanie o harmonię. Możesz przepytywać podejrzanych. Możesz też obserwować ich ruchy i analizować świadectwa - rekonstrukcja wydarzeń nadal może okazać się kłamstwem. Sprzeczności mogą się okazać wskazówkami. Kto kłamie? Dlaczego kłamie? Kto jest opętany? Gracz nie ma zachowywać się jak detektyw, tylko być detektywem. Znalezienie mordercy wymaga bowiem prawdziwego, dogłębnego zrozumienia sprawy, a nie tylko bezmyślnego podążania za historią. Walczymy z cyfrowymi demonami, które pojawiły się w ostatnim ludzkim mieście. Demony wyrządzają szkody w ludzkiej psychice, a my musimy do niej zajrzeć i dowiedzieć się, jak było przed uszkodzeniem. Namawiają ludzi do spełniania swoich tajnych pragnień, do popełniania grzechów. To wszystko brzmi chaotycznie, bo rzeczywiście takie jest - gracz musi po prostu użyć wszystkich możliwych narzędzi, aby znaleźć prawdę, gdziekolwiek ta się ukrywa.


Stoneshard

Grę zaczynamy jako zwykły najemnik, który przemierza średniowieczną krainę o nazwie Aldor. Królestwo jest na skraju upadku, kiedy nagle spotykamy na swojej drodze tajemniczego nieznajomego, który proponuje nam ofertę nie do odmówienia. Wyruszyć w niebezpieczną podróż, zwiedzić przepiękne krainy jako przywódca karawany, werbować nowych sojuszników do swojej drużyny i walczyć z hordami potworów - mimo dużego ryzyka, oferta wciąż wydała się być znacznie ciekawsza niż czekanie na smierć w podupadającym królestwie. Podróż nie należy do łatwych - gracz, poza zwykłymi przeciwnikami,  zmierzy się również z chorobami, psychologicznymi traumami i rozterkami, które jedynie utrudnią życie zarówno nam, jak i naszym towarzyszom. Będziemy zwiedzać nowe lokacje, eksplorować niebezpieczne lochy, nieznajome miasta oraz lasy. Jako przywódca karawany, spoczywa na nas obowiązek niesienia przykładu - decyzje w grze należy podejmować tak, aby zdobyć zaufanie sojuszników i utrzymać morale na możliwie jak najwyższym poziomie. Dostaniemy również możliwość dołączenia do różnych frakcji walczących o Aldor. A jakby tego wszystkiego było mało, musimy również nieustannie zwracać uwagę na stan psychiczny naszego bohatera, starając się utrzymać go przy zdrowych zmysłach. Niestraszna jednak powinna być nawet śmierć - jeśli heros upadnie, inny powstanie i zajmie jego miejsceStoneshard to gra z gatunku RPG, gdzie rozgrywka jest turowa, a każdy ruch może skończyć się drastycznie. Lepiej być ostrożnym.


The Gardens Between

Jeśli zastanawiasz się, czy to przypadkiem nie jest to samo The Gardens Between, które pojawiło się na rynku w ubiegłym roku - tak, to jest dokładnie ten sam tytuł. Podczas tegorocznych targów E3 ogłoszono jedynie wersję pudełkową gry, jednakże sporo graczy nadal może nie mieć pojęcia, o czym właściwie mowa, więc postanowiłam tę produkcję uwzględnić w tekście. The Gardens Between to nietypowa gra logiczna z elementami przygodówki, stworzoną przez niezależne studio The Voxel Agents. Głównymi bohaterami jest dwójka przyjaciół: Arina i Frendt. Podstawowym elementem gry jest ich przyjaźń, zwłaszcza, że trafiają do surrealistycznego świata zbudowanego na bazie ich wspólnych wspomnień oraz związanych z tymi wspomnieniami przedmiotów. Naszym zadaniem jest odkrycie tajemnic tego świata. Wszystko przedstawione zostało z bocznej perspektywy, natomiast rozgrywka polega na rozwiązywaniu zagadek zarówno logicznych, jak i środowiskowych, a całości towarzyszy spokojna, powolna eksploracja kolejnych lokacji. Tytułowe Ogrody, czyli światy gry zbudowane są z obiektów związanych z przeszłością dwójki bohaterów, co oznacza, że możemy mieć do czynienia z praktycznie czymkolwiek. Dodatkowo, ciekawie została rozwiązana kwestia czasoprzestrzeni w grze - kiedy bohaterowie idą przed siebie, czas płynie, a kiedy się cofają, robi to samo, co oni. Na tej mechanice oparte są łamigłówki. Kontrastując do bardzo prostej oprawy graficznej, niektóre zagadki mogą się okazać dość trudne. Gra wygląda jednak niezwykle przyjemnie.


The Sinking City

Jesteśmy w Stanach Zjednoczonych, gdzieś w latach dwudziestych XX wieku. Ponure, mroczne miasteczko Oakmont w stanie Massachusetts dotknęła okropna powódź, spowodowana siłami nadprzyrodzonymi, o których nikt nie ma najmniejszego pojęcia. Dlatego sprawą postanawia zająć się ktoś bardziej profesjonalni, niż zwykli mieszkańcy - gracz wciela się w postać detektywa Charlesa W. Reeda, który podczas swojej dziwacznej podróży poznaje nie tylko przyczyny wspomnianego zjawiska, ale również staje oko w oko z prawdziwym szaleństwem, powoli ogarniającym całe miasteczko oraz - co jest w tym wszystkim największym niebezpieczeństwem - jego własny umysł. The Sinking City to inspirowana twórczością H.P. Lovecrafta trzecioosobowa przygodowa gra akcji, utrzymana w konwencji typowego horroru mocno zmieszanego z thrillerem. Miasteczko w grze składa się z kilku dzielnic i chociaż nie jest jakoś szczególnie ogromne, tak wiemy, że świat The Sinking City jest największym ze wszystkich, które przyszło stworzyć studiu Frogwares. Poruszamy się po nim albo na piechotę, albo korzystając z łodzi lub skafandra do nurkowania. Cała zabawa polega na śledztwach zlecanych przez NPC-ów, gdzie często musimy dokonywać ważnych wyborów, wpływających finalnie na fabułę. Nasz bohater posiada bardzo ciekawą umiejętność, dzięki której jest w stanie odtwarzać wydarzenia z przeszłości z udziałem widm. Przeciwnicy przypominają trochę tych, z którymi musimy zmierzyć się w grze Prey - wyglądają, jakby wzięto je prosto z koszmaru. Bronimy się przed nimi dzięki pokaźnemu arsenałowi broni, który obejmuje między innymi rewolwer czy karabin. Ponadto możemy zastawiać pułapki. Gra w żadnym wypadku nie prowadzi nas za rękę - sami musimy decydować o dalszych krokach, bardzo często ucząc się na błędach. Ciekawostka: The Sinking City początkowo powstawało tak naprawdę jako Call of Cthulhu, jednak twórcy po przejściu do firmy Bigben Interactive musieli prawie całkowicie przebudować produkcję.


Undying

Dni Anling są policzone - zarażona przez ugryzienie zombie, kobieta musi teraz walczyć o przetrwanie za wszelką cenę, bo w istocie nie chodzi tylko o nią, ale również o jej syna, Cody'ego. Naszym zadaniem jest więc zapewnić chłopcu bezpieczeństwo w świecie pełnym żywych umarłych, zapewniając mu opiekę, szukając kryjówek oraz ucząc go przydatnych umiejętności. Wszystko to robiąc niezależnie od tego, jaki będzie koszt. Przejmujemy kontrolę nad postacią Anling, która musi znaleźć miejsce dla swojego syna, gdzie będzie mógł żyć, zanim kobieta całkowicie podda się infekcji. Możemy spowolnić ten proces, jednocześnie dbając o podstawowe potrzeby naszych bohaterów, takie, jak głód czy pragnienie. Do tego musimy nauczyć syna rzeczy, które przydadzą mu się w okrutnym świecie - począwszy od walki, a skończywszy na gotowaniu. Chłopiec ma znać podstawy przetrwania jeszcze zanim będzie za późno. Gra przypomina tykającą bombę - Anling jest zarażona i dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że nie zostało jej dużo czasu. Gracz zostaje więc z niewielką ilością czasu, którym musi zarządzać tak, aby poradzić sobie ze wszystkim przed dniem, kiedy kobieta przegra walkę. Bo przegra ją na pewno. Tyle że nie wiemy, kiedy.


BONUS: RAWMEN

To jest tak dziwna produkcja, że nie za bardzo wiem, co powinnam tutaj napisać. Zwiastun był wszystkim i niczym zarazem - jacyś goście w gaciach latający po chaotycznej mapie i rzucający się zupą...? Trzecioosobowa walka o jedzenie w cyfrowym wydaniu? Coś w tym stylu. Na pewno RAWMEN może się okazać po prostu sympatyczną produkcją na wieczory przy piwie ze znajomymi - głównie po to, żeby się pośmiać.


Koniecznie dajcie znać w komentarzach, czy zagracie w któryś z tych tytułów! A może spodobała się Wam gra, której tu nie wymieniliśmy? Chętnie ją poznamy.

najnowsze