Recenzja - PC

Sniper Elite III: Afryka - recenzja

Sławek Serafin, 07 lipca 2014 10:39 14

Jak wygląda pustynia widziana przez celownik optyczny karabinu wyborowego?

Twórcom Sniper Elite III: Afryka udało się rozbawić mnie do łez. Wątpię, czy takie było ich zamierzenie, bo gra uderza w ton dość poważny, humorem bynajmniej nie tryska i trzyma się mocno wojennej konwencji. Mocno, ale niekoniecznie wiernie, co mnie właśnie rozbawiło. Otóż w ramach kampanii podróżujemy sobie po snajpersku to tu, to tam, wykonując nasze strzelająco wyborowe zadania. Żeby było historycznie, autorzy większość z tych misji umiejscowili w znanych z afrykańskiej kampanii lokacjach. Odwiedzamy więc Tobruk, przełęcz Halfaya, oazę Siwa i tak dalej. Wszystko zaś gdzieś na początku 1942 roku w czasie ofensywy Afrika Korps, w której Rommlowi udało się w końcu zdobyć Tobruk i wedrzeć się do Egiptu aż do rubieży obronnej pod El Alamein. I to jest w porządku, takie akcje za liniami wroga i w ogóle. Tyle, że w swojej pogoni za miejscami ze słynnymi bitwami panowie z Rebellion zdrowo przesadzili. Po misji we wspomnianej oazie Siwa, czyli w Egipcie, okazuje się, że musimy się udać do bazy wroga, gdzie kryje się nasz główny szwarzcharakter. Niby wszystko w porządku, tylko ta baza znajduje sie na przełęczy Kasserine. W Tunezji. Tysiące kilometrów dalej. Owszem, rozegrała się tam ważna bitwa, ale w lutym 1943 roku, a akcja Sniper Elite III rozgrywa się rok wcześniej, kiedy jeszcze żadnych alianckich żołnierzy nie miało prawa tam być. Co więcej, na miejscu okazuje się, że przełęcz usiana jest wrakami brytyjskich czołgów, co jest o tyle zabawne, że na przełęczy Kasserine z Afrika Korps bili się Amerykanie. Popłakałem się ze śmiechu, gdy to zobaczyłem. Nie wiem czy to taki zamierzony żart twórców, czy pokaz ignorancji z ich strony, ale pośmiać się zawsze można.

Szczerze mówiąc, jeśli chodzi o realia i historię to spodziewałem się po Sniper Elite III o wiele więcej. Kampanię afrykańską znam dobrze, także wirtualnie, bo walczyłem z brytyjską 8. Armią od fortu Capuzzo aż do Mareth Line. I wiem jak duży potencjał growy ma ten teatr wojenny, ile można z niego wycisnąć naprawdę pierwszorzędnego interaktywnego widowiska. Tyle, że Rebellion mają widoczne problemy z wyciskaniem, bo poza niemrawą próbą pokazania szturmu na Tobruk w pierwszej misji szkoleniowej nie ma w Sniper Elite III nic, co mogłoby być uznane za próbę odtworzenia jakichś historycznych wydarzeń. Nawet taki perfekcyjny materiał, jak próba zamachu na Rommla, przeprowadzona przez brytyjskich komandosów w Beda Littoria, nie został wykorzystany na potrzeby gry, czego kompletnie nie rozumiem. Taka fantastyczna okazja zmarnowana. I to nie ta jedna, bo prawdę mówiąc można by całą akcję gry umieścić w czasie samego pierwszego oblężenia Tobruku, a i tak byłby nadmiar materiału, na którym można zbudować kapitalne, emocjonujące misje dla snajpera. Ale nie, Rebellion postanowili zaserwować nam drętwą, zmyśloną historyjkę, która przestaje nas interesować w jakieś siedemnaście sekund od pierwszego nakreślenia sytuacji. Żeby przypadkiem nie było autentycznie i z rozmachem, bo jeszcze komuś by się to spodobało. I tak, wiem, że Sniper Elite III nie miał budżetu takiego jak Call of Duty i że nie należało się tu spodziewać porywającego obrazu wojennego. Ale mimo to jestem wybitnie rozczarowany tym, co gra oferuje jeśli chodzi o nawiązania do historii, bo nawet nie udało się uniknąć kompletnego blamażu z tą przełęczą Kasserine. Co ciekawe, sama gra wcale nie jest zła. Mogę psioczyć na zmarnowany potencjał fabularny, ale na samą grę już... mniej.

Sniper Elite III: Afryka to niezła skradanka z wyraźnym odchyłem w kierunku zabijania ludzi z karabinu wyborowego. Jeśli chodzi o samą mechanikę przemykania i pozostawania niezauważonym, to do Splinter Cell, Metal Gear Solid i Thief oczywiście startu nie ma, ale naprawdę nie jest źle, głównie dzięki otwartej konstrukcji map. Nie są one szczególnie duże i tak naprawdę nie mamy aż takiej swobody ruchów i wyboru jeśli chodzi o wykonanie następnego zadania i zaliczenie celu, ale wolności jest wystarczająco dużo, by dobrze się bawić bez możliwości zbaczania na jakieś manowce. Dużą przyjemność sprawiało mi wgapianie się w mapy, planowanie kolejnych ruchów i wdrapywanie się jak najwyżej w celu zlustrowania okolicy za pomocą lornetki. Wypatrywanie celów, obserwacja tras patroli, wyszukiwanie jak najlepszych miejscówek, skąd można by oczyścić sobie drogę do następnego celu - to jest w Sniper Elite III bardzo fajne. Gra jest po trosze taką łamigłówką, w której kombinowanie wzbogacone jest strzałami w głowę tudzież sztyletem wbitym pod szczękę. I przyjemnie się tu łamie głowę, nawet jeśli twórcom nie udało się zbudować atmosfery i pozwolić graczowi zanurzyć się w świat gry.

Na jakąś immersję tutaj nie liczcie, bo Sniper Elite III jest taki sztuczny, że powinien być z plastiku. I w całości jest to zasługa sztucznej inteligencji zawiadującej włoskimi i niemieckimi żołnierzami. Ich zachowanie bazuje na sztywnych schematach i po prostu nie da się przez to zawiesić niewiary na tyle, by choć na chwilę poczuć na twarzy afrykańskie słońce, a między zębami wszędobylski pył pustyni. Wykorzystywanie tych schematów do swoich celów jest jednak ciekawe i oferuje wystarczająco wiele wyzwań by dobrze się tym bawić, co mnie w sumie chyba trochę zdziwiło. Niby wszystkie misje są podobne, niby tempo jest jednostajne, niby żadnej dynamiki nie ma - a nie nudziłem się. Fajnie się przemykało chyłkiem od kryjówki do kryjówki, szukało różnorakich źródeł hałasu, które pozwolą zamaskować wystrzały z karabinu, oraz rozkminiało trasy patroli i pola widzenia wartowników tak, by odstrzeliwując ich w odpowiedniej kolejności, nie wzbudzić podejrzeć pozostałych przy życiu.

I nawet tych kilka momentów, w których trzeba wyjść z cienia i wdać się w strzelaninę z przeważającymi siłami wroga, nie było złych. Ba, chciało mi się szperać po różnorakich zakamarkach po to, by zaliczyć opcjonalne zadania w kolejnych misjach, co jest tak całkowicie nieobowiązkowe, że aż strach - owszem, są za to jakieś tam punkty, które przekładają się na awans na jakieś tam poziomy, ale szczerze mówiąc cały system "levelowania" jest dodany jakby na siłę i moim zdaniem zbędny. Zamiast odblokowywać w ten sposób sprzęt, można by nowe zabawki znajdować po prostu w grze - o wiele większą satysfakcję sprawiłoby mi wyrwanie jakiegoś odpicowanego snajperskiego mausera ze sztywniejących rąk szwabskiego strzelca, którego sam własnoręcznie ubiłem, niż po prostu otrzymanie nowej broni, bo przekroczyłem jakiś tam sztuczny poziom. Ale, jak już mówiłem, Sniper Elite III jest sztuczny, jak silikonowy cycek... co wcale nie znaczy, że takowy nie jest całkiem przyjemny w dotyku, prawda?

Samo strzelanie jest trochę rozczarowujące. Na wszystkich poziomach trudności poza najwyższym nie jest w ogóle wyzwaniem, bo usłużna ikonka pokazuje nam gdzie poleci kula i cała sztuka polega na odpowiednim zgraniu wszystkiego w czasie i przestrzeni, a nie oddaniu dobrego strzału. Najwyższy poziom trudności jest trochę zbyt sadystyczny moim zdaniem, z tym brakiem jakichkolwiek pomocy i nieludzko bystrookimi wrogami. Cała zabawa w jego ramach sprowadza się do bezlitosnego wykorzystywania skryptów sztucznej inteligencji, bo nawet strzelanie bez wspomagania trudne nie jest z racji tego, że bardzo rzadko zdarza nam się mieć cel na odległość większą niż sto czy dwieście metrów.

Liczyliście na prawdziwą snajperską robotę i piękne headshoty z pół kilometra? Cóż, ja liczyłem. I takowych nie uświadczyłem, bo mapy choć mają otwartą konstrukcję, to takich faktycznych otwartych przestrzeni na nich nie ma - akcja rozgrywa się nieustannie w całkiem malowniczych, ale zdecydowanie nie nadających się do prawdziwego strzelania wyborowego ruinach i innych ograniczających pole widzenia okolicznościach przyrody. Do bardziej oddalonych celów strzelałem z enfielda w afrykańskim modzie do Battlefield 2 i to bez fikuśnych przyrządów optycznych, z muszką i szczerbinką, jak prawdziwi faceci. Pod tym względem nominalnie snajperska i na dodatek elitarna gra zawodzi. Posmak takich porządnych pojedynków strzelców wyborowych oferuje jeden z trybów sieciowych Sniper Elite III, w którym drużyny kryją się po dwóch stronach nieprzekraczalnej ziemi niczyjej, ale ta zabawa się nudzi, bo jest całkowicie pozbawiona dynamiki i jej urok wietrzeje tak szybko, jak piwo rozlane na piaski Sahary. A to i tak najciekawsza część multiplayera w tej grze.

Mimo to Sniper Elite III to całkiem porządny kawałek kodu. Można się wciągnąć, można się wkręcić w to planowe oczyszczanie map z niemiecko-włoskiej zarazy. Przyjemnie się przekrada mnogimi dostępnymi ścieżkami, miło się wyszukuje jak najlepsze miejsca do siania ołowianej śmierci w takt huku dział, grzmotu gromów czy ryku silników przelatujących samolotów. Sniper Elite III to naprawdę nie najgorsza skradanka i choć do wyższej półki tego typu gier jej sporo brakuje, to nadrabia dużą ilością przyjemnego strzelania.

Tylko naprawdę nie wiem, po co te makabryczne ujęcia roztrzaskiwanych czaszek, wyłupianych oczu, przebijanych płuc czy pękających jąder. Rentgenowska śmierć miała być w zamyśle satysfakcjonująca, ale nawet jeśli nie potraktujemy jej jako taniego, niesmacznego efekciarstwa, to i tak powszednieje bardzo szybko i pewnie gdzieś już od trzeciej misji będziemy pomijać te scenki. Można to było zrobić inaczej, mniej krwiożerczo, z jakimiś ciekawszymi, kontekstowymi ujęciami i dynamiczną pracą kamery, żeby przynajmniej nudno nie było. No, ale w przypadku Sniper Elite III "można było" to taka mantra przewijająca się przez wszystko od początku do końca. Bo naprawdę można było tę grę zrobić o wiele, wiele lepiej. Na całe szczęście nie wyszła aż tak źle, ale zapamiętam ją głównie za niezrealizowany potencjał... i za czaszki rozsadzane w zwolnionym tempie. Pierwszy Sniper Elite, mimo toporności, nadal jest najlepszą, najbardziej klimatyczną częścią całej tej serii. Może czwarta odsłona to zmieni? Cóż, trzymajmy kciuki. A na razie, z braku prawdziwego snajperskiego laku...

Sniper Elite III: Afrika PC

  • solidne misje o otwartej konstrukcji
  • nieźle zrealizowane skradanie
  • wciągające kombinowanie ze strzelaniem
  • ładne lokacje
  • słabizna fabularna
  • niezrealizowany potencjał kampanii afrykańskiej
  • sztuczność i schematy SI
  • brak prawdziwego snajperskiego strzelania
  • rentgenowska makabra
  • słaby tryb sieciowy
Jak to na Saharze - sucho i drapie w gardle, ale warto zobaczyć 7.0
najnowsze

Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2

W Beholder 2 przenosimy się do totalitarnego państwa i zaczynamy karierę w Ministerstwie na samym dole urzędniczej drabiny - dokąd zajdziemy?