Recenzja - konsole

F1 2010 - recenzja

Paweł Pochowski, 11 października 2010 19:00 16

Wielu graczy na F1 2010 czekało naprawdę długo. W końcu to już kilka ładnych lat jak na PC zadebiutowała ostatnia, oficjalna część licencjonowanej gry o wyścigach Formuły 1. No i upłynęły już prawie dwa lata od pierwszych wzmianek o tym, że Codemasters weszło w posiadanie licencji na F1. Na szczęście długi okres oczekiwania już za nami. Czy jednak warto było tak długo czekać? Czy F1 2010 nie zawiodło pokładanych w nim nadziei?

Wielu graczy na F1 2010 czekało naprawdę długo. W końcu to już kilka ładnych lat jak na PC zadebiutowała ostatnia, oficjalna część licencjonowanej gry o wyścigach Formuły 1. No i upłynęły już prawie dwa lata od pierwszych wzmianek o tym, że Codemasters weszło w posiadanie licencji na F1. Na szczęście długi okres oczekiwania już za nami. Czy jednak warto było tak długo czekać? Czy F1 2010 nie zawiodło pokładanych w nim nadziei?

Już po kilku chwilach spędzonych z F1 2010 jasne staje się, że warto było czekać. F1 od Codemasters to jak najbardziej udana produkcja, która dostarcza grającemu wiele godzin świetnej zabawy. Ściganie się bolidami zrealizowano po prostu przednio – prowadzi się je bardzo przyjemnie. Dodatkowo gra dysponuje szerokim wachlarzem ustawień, dzięki czemu poziom trudności można mniej więcej dopasować do swoich wymagań. Pochwalić należy także stronę wizualną - wszystko to wygląda po prostu ślicznie. No i te efekty pogodowe! Oczywiście nie jest to produkcja bez wad i Codemasters ma nad czym pracować, jednak po tak długiej nieobecności oficjalnej gry F1, można jej co nie co wybaczyć.

Od amatora aż do legendy

Zdecydowanie największą przedpremierową obawą dotyczącą F1 2010 była ta dotycząca modelu sterowania oraz poziomu trudności. W końcu - szczególnie ostatnimi czasy - Codemasters słynie z tworzenia „zręcznościowych symulacji”. Są to produkcje przeznaczone dla szerokiego grona odbiorców, niepozbawione jednak wielu elementów symulacyjnych. Dzięki temu chociażby np. przy Colin McRae: DiRT 2 w miarę dobrze bawić mogli się zarówno niedzielni gracze, jak i maniacy gier wyścigowych. Czy z F1 2010 jest podobnie?

Można powiedzieć, że tak. Jedyną grupą, która może mieć powody do narzekań są osoby, które zagrywają się w symulatory pokroju rFactora. Dla nich F1 2010 z pewnością będzie produkcją oferującą zbyt mało w kwestii modyfikacji ustawień poszczególnych podzespołów bolidu. Pewnie poziomem trudności także szczególnie zachwyceni nie będą. Wynikać to będzie jednak po części z niezrozumienia rynku – Codemasters w końcu musi na swoich produkcjach zarobić. Nic więc dziwnego, że nie stworzyli drugiego rFactora, tyle że poświęconego Formule 1. Zresztą nie taki był ich zamiar. Cała reszta graczy bawić się będzie przy F1 2010 po prostu pierwszorzędnie.

Co ważne – F1 2010 nie jest grą prostą. Na szczęście poziom trudności w tej produkcji w znaczny sposób da się zmodyfikować pod własne preferencje. Nominalnie twórcy oddali w nasze ręce cztery poziomy złożoności. Najniższym z nich jest amator, natomiast najwyższym legenda. Dodatkowo jednak nie ma problemu, aby samemu ustawić każdy z poszczególnych elementów. Dzięki temu możemy zdecydować o tym, czy chcemy korzystać z ABS-u, kontroli trakcji (może zostać włączona jedynie częściowo), pomocy przy hamowaniu, czy ma wyświetlać się linia sugerująca optymalny tor jazdy, czy chcemy korzystać z automatycznej skrzyni biegów, a także czy zużywać się mają opony oraz paliwo. Co więcej, decydujemy także o tym, czy uszkodzenia bolidu mają być jedynie wizualne, czy także mechaniczne, a także o tym, z jak trudnymi przeciwnikami chcemy się zmierzyć.

No i właśnie w tym aspekcie występuje mały zgrzyt. Okazuje się bowiem, że jazda z przeciwnikami ustawionymi na drugim (średnim) poziomie jest bajecznie łatwa. Już w pierwszym wyścigu (w bolidzie Toro Rosso!) udało mi się wywalczyć zarówno Pole Position, jak i wygrać cały wyścig. Przełączenie jednak poziomu na trzeci w kolejności (profesjonalista) powoduje zbyt znaczne podniesienie trudności rozgrywki. Nagle osiągnięcie w kwalifikacjach czasu powyżej 20 miejsca okazało się niemożliwe, a i ukończenie wyścigu na wyższej pozycji było nie lada wyzwaniem. Osobiście nie mam nic przeciwko spędzeniu dwóch godzin na perfekcyjnej nauce toru i kolejnej godzinie na próbie zakwalifikowania się do q2 (drugiej części kwalifikacji). Ale zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim tak duży skok poziomu trudności może odpowiadać. Wtedy staną przed trudnym dylematem – rozgrywka zbyt trudna, albo też zbyt łatwa. Oczywiście opisana tutaj sytuacja odnosi się do słabszych bolidów. Czym bowiem dysponujemy szybszym bolidem, tym łatwiej nam nawiązać walkę z konkurencją. Jeżeli jednak Toro Rosso "na średnim" wygrywa wyścig i to ze znaczną przewagą, a jeden poziom trudności wyżej nie nadąża za konkurencją - no to coś tu do końca nie gra.

Witalij na prowadzeniu?

Zresztą z kwalifikacjami jest osobna historia. Codemasters przyznało się, że poszczególne czasy dla każdego z kierowców w kwalifikacjach nie powstają jakoby „na torze”, a są symulowane przez konsolę. Symulacja uwzględnia ponoć wiele parametrów takich jak bolid, umiejętności kierowcy, pogoda itp. Wywołało to niemałe poruszenie wśród graczy, którym takie rozwiązanie się nie spodobało. Tak naprawdę nie ma w nim nic złego, aczkolwiek niektórzy poczuli się poniekąd oszukani. Swoją drogą losy wyścigu układają się często w dziwny sposób. Często można zobaczyć Buttona jadącego gdzieś pod koniec pierwszej dwudziestki, Pietrowa przed Kubicą czy nawet Sebastiena Buemiego kończącego wyścig w pierwszej dziesiątce. A to przecież niezbyt normalne. Twórcy chyba zbyt mocno wzięli sobie do serca „nieprzewidywalność” Formuły 1. Ale nie jest to jakąś poważną wadą.

Model sterowania bolidem w F1 2010 jest naprawdę dobry. Oczywiście najlepsze wrażenia zapewnia dopiero wtedy, gdy do konsoli lub peceta podłączona zostanie kierownica. Klawiatura nie jest kontrolerem do żadnych wyścigów, z kolei pad (a dokładniej rzecz biorąc gałki analogowe) nie pozwala na zbyt dokładne kierowanie bolidem. Kierownica w tym wypadku jest po prostu niezastąpiona. Zapewnia ogromną precyzję, która w przypadku bolidu F1 jest wprost niezbędna. Inną niezbędną rzeczą jest skupienie i cierpliwość kierowcy. Jeżeli już opanujemy tor i walczymy o jak najlepszy wynik, całość tak jak w prawdziwej Formule 1 rozgrywa się o dziesiętne części sekundy, a popełnienie jednego błędu niszczy nam całe okrążenie oraz może zdecydować o niepowodzeniu w wyścigu. Rozgrywka wymaga dużego skupienia. Jadąc z prędkością ponad 250 kilometrów na godzinę wystarczy o momencik spóźnić się ze skrętem, by bardzo dokładnie zwiedzić tereny poza torem – a w najgorszym wypadku także i bandę. Wyścigi wymagają od nas maksimum koncentracji przez co najmniej kilkanaście okrążeń pod rząd. Dzięki temu czujemy się jakbyśmy naprawdę prowadzili bolid F1.

Na szczęście by nie było zbyt trudno, a jeden błąd nie zawsze niweczył całkowicie nasze wysiłki, twórcy F1 2010 nie zapomnieli o wprowadzeniu do rozgrywki popularnych flashbacków – czyli najprościej mówiąc cofnięć czasu umożliwiających nam poprawę błędnego wejścia w zakręt czy też uniknięcia zderzenia. Maksymalnie na jeden taki wyścig, trening lub kwalifikacje przypadają nam cztery flashbacki. Ogólnie są bardzo przydatne i dobrze się spisują. Czasem jednak jest z nimi mały problem – gra pozwala nam cofnąć czas o marne dwie czy trzy sekundy, co oczywiście jest okresem zbyt krótkim, aby naprawić nasz błąd. Jeżeli jednak wszystko zadziała jak trzeba, to możemy cofnąć czas o kilkanaście sekund bez żadnego problemu. Z reguły to zdecydowanie wystarcza.

Od Lotusa aż po szczyt

Głównym trybem rozgrywki w F1 2010 jest kariera. W zależności od naszych preferencji można ona trwać trzy, pięć lub siedem sezonów. Jeżeli zdecydujemy się na najdłuższy wariant, to będziemy mogli wybrać jedynie najsłabsze ekipy jak np. Lotus. Sezon pięcioletni pozwoli nam już od samego początku zasiąść chociażby za sterami Toro Rosso. Z kolei najkrótsza z opcji – sezon trzyletni – umożliwia nam jeżdżenie dla np. BMW Sauber już w pierwszym Grand Prix. Jednak na reprezentowanie barw Ferrari, Red Bulla czy Renault trzeba sobie po prostu zapracować. Jako ciekawostkę dodamy także, że F1 2010 to niezła skarbnica wiedzy na temat zespołów, kierowców czy poszczególnych torów. Twórcy o każdym z tych aspektów przygotowali po kilka zdań, dzięki czemu możemy poznać historię każdej z ekip, zerknąć na statystyki zwycięstw poszczególnych kierowców czy dowiedzieć się kiedy wybudowano dany tor. A wszystko to w naszym ojczystym języku. Bomba!

Obojętnie od tego w jakim jeździmy zespole jego właściciele stawiają przed nami pewne cele. Oczekują tego byśmy zajęli np. co najmniej piętnastą pozycję w kwalifikacjach, czy ukończyli wyścig w pierwszej dziesiątce. Czym lepszy zespół, tym wyższe wymagania - wiadomo. Spełnianie ich oczekiwań to prosta droga do zostania pierwszym kierowcą w zespole, choć oczywiście ważna jest także bezpośrednia rywalizacja z naszym "partnerem". Kierowca numer jeden każdego zespołu decyduje o kierunku rozwoju prac nad bolidem oraz szybciej dostaje pakiety ulepszenia pojazdu. Dlatego właśnie z nikim tak nie rywalizujemy, jak właśnie z kolegą reprezentującym te same barwy. Swoją drogą jeżeli zespół nie będzie zadowolony z naszej postawy, to nie możemy liczyć na przedłużenie kontraktu. Na szczęście szefowie poszczególnych zespołów okazują się być bardzo wyrozumiali.

Niestety, F1 2010 trapiony jest przez wiele niedociągnięć. Gra jest niczym nowe auto prosto z salonu, które już podczas pierwszej przejażdżki zostało ubłocone od kół, aż po dach. Jedną z ewidentnie popsutych rzeczy są pit stopy. Podczas nich bolid kierowany jest automatycznie przez konsolę, natomiast rola kierowcy w najlepszym wypadku ogranicza się do wciśnięcia przycisku ogranicznika prędkości oraz wyhamowania bolidu tuż przed mechanikami. Za szybki wjazd kończy się potrąceniem "pana z podnośnikiem", co oczywiście kosztuje nas kilka cennych sekund. Ponadto w grze znajduje się pewien feler – mianowicie nasi mechanicy zanim pozwolą nam wyruszyć z powrotem na tor, przepuszczą najpierw wszystkich innych kierowców znajdujących się w pit lane. Oczywiście najczęściej tracimy na tym sporo czasu i kilka pozycji. Fail. A skoro już mowa o niedociągnięciach w F1 2010 – musimy wspomnieć o tym, że w grze nie ma samochodu bezpieczeństwa. Jeżeli dochodzi do wypadku wywieszona zostaje jedynie żółta flaga. Szkoda, bowiem na pewno wyjazd safety caru podniósłby atrakcyjność wyścigów. Mamy nadzieję, że zostanie to poprawione przy okazji następnej części. Podobnie jak i słabe wyświetlanie osiąganych czasów w poszczególnych sektorach. I brak telemetrii. No i nasz inżynier, który najczęściej powtarza w kółko te same komunikaty, a dodatkowo zdarza mu się często mylić. No i jeszcze inna wada techniczna - nie wiedzieć czemu, ale raz na jakiś czas gra się potrafi przyciąć. Trwa to około sekundę, po czym wszystko wraca do normy. Ale mimo wszystko nieźle to denerwuje. Jak widać Codemasters ma nad czym pracować.

Każdy z wyścigów w trybach kariery oraz Mistrzostw może zostać rozegrany na zasadzie krótkiego lub długiego weekendu wyścigowego. Długi weekend składa się z trzech treningów, trzech tur kwalifikacji oraz wyścigu. Krótki natomiast ogranicza się do jednego treningu oraz jednej tury kwalifikacyjnej. Dodatkowo sami określamy ilość okrążeń w każdym wyścigu. Minimalna długość to 20 procent ilości okrążeń, która przejeżdżana jest w prawdziwym Grand Prix na danym torze. W praktyce najczęściej przekłada się to na kilkanaście okrążeń toru. Bardzo dobrze ze strony twórców, że pozwolili na to, aby decyzje dotyczące długości danego wyścigu dokonywać każdorazowo, a nie np. raz na cały sezon. Dzięki temu możemy jeździć dłużej na swoich ulubionych torach, a krócej na tych, których nie lubimy.

Test na wytrzymałość

Po każdym wyścigu w karierze czeka na nas rozmowa z przedstawicielami mediów – w zależności od tego jak dobrze nam poszło może to być konferencja prasowa po wyścigu (na którą zapraszana jest zawsze pierwsza trójka), lub też krótki wywiad z dziennikarzami czekającymi na nas przed naszym wyścigowym centrum. Niestety, ten aspekt panom z Codemasters najzwyczajniej w świecie nie wyszedł. Założenie było dobre. Nasze wypowiedzi miały odbijać się na kontaktach z zespołem oraz rywalami na torze. W praktyce pytania są zbyt proste i zbyt do siebie podobne, także od razu wyczuwamy która z odpowiedzi będzie odebrana w pozytywny, a która w negatywny sposób. A niby jaki mielibyśmy mieć cel w psuciu sobie kontaktów z zespołem?

Oprócz kariery w F1 2010 są także inne tryby rozgrywki: Grand Prix w którym możemy od razu ścigać się o mistrzostwo reprezentując barwy wybranego przez siebie zespołu, Czasówka w której śrubujemy czasy na danej trasie (także w trybie hot seat!) oraz oczywiście rozgrywka wieloosobowa. Odnośnie multiplayera także istniało wiele przedpremierowych obaw. W końcu gracze obeznani z tematem wyścigówek doskonale pamiętają co działo się podczas zmagań w GRID’a i raczej nikt nie chciał powtórki tego typu zachowań. W F1 2010 jest troszkę lepiej. Wszystko zależy od tego jaki wybierzemy sobie tryb rozgrywki. Są cztery:

  • Szybki wyścig – szybkie GP na dystansie trzech okrążeń
  • Pole Position - jedynie sesja kwalifikacyjna. Zwycięży ten kto wykręci najlepszy czas jednego okrążenia
  • Test na wytrzymałość - wyścig o długości 20 procent okrążeń prawdziwego GP na danym torze
  • Grand Prix - 15 minutowe kwalifikacje plus wyścig na dystansie siedmiu okrążeń

I tak jak do szybkiego wyścigu najłatwiej jest znaleźć graczy, tak jednocześnie podczas niego ma miejsce największa rzeźnia – pierwszy zakręt to zwykle co najmniej kilka stłuczek. A dalej wcale nie jest lepiej. Ludzie się zderzają, co chwila wylatują poza tor lub w perfidny sposób ścinają zakręty. Jednak jeżeli zdecydujemy się na wyścig bardziej czasochłonny, to łatwiej będzie nam znaleźć do niego „porządnych” graczy. Dodatkowo jak ktoś się za bardzo rozpycha szybko zostaje z serwera wyrzucony za sprawą głosowania. Osobną kwestią jest fakt, że tak czy siak musimy przygotować się na dość twarde zmagania i sporo kontaktu między bolidami. Dobrym pomysłem twórców było wprowadzenie punktów doświadczenia za wyścigi w sieci. Dzięki temu możemy wyszukać serwer z graczami powyżej pewnego poziomu i ominąć początkujących. Czym mamy wyższy poziom, tym lepszym bolidem się ścigamy.

Oczywiście nie można pominąć tematu grafiki. Ta jest po prostu świetna. Wyścigówki od „Codies” słyną z bardzo dobrej strony wizualnej, ale w F1 2010 twórcy wspinają się na wyżyny swoich umiejętności. Tory są śliczne i oddane po prostu wzorowo. Aż czasami chciałoby się zatrzymać i je podziwiać. Podobnie bolidy – każdy z nich wykonany jest z ogromną dokładnością, która po prostu cieszy oko. Gra wygląda jednym słowem pięknie. Wszystko oczywiście ładnie się świeci oraz błyszczy pozostając jednak w stonowanych barwach w typowy dla silnika Ego sposób (chociaż to akurat nie każdy lubi). Zastrzeżeń za to chyba nikt nie będzie mieć do dynamicznie zmieniającej się pogody: widoku schnącego z okrążenie na okrążenie toru czy efektywnej jazdy w deszczu, kiedy to jedyne co widzimy przed sobą to rozmazany kształt bolidu przed nami i wielka chmura wody unosząca się dookoła naprawdę robi wrażenie. Tak świetne efekty pogodowe Codemasters zrobili po raz pierwszy i należą im się za to ogromne brawa.

Reasumując, Formuła 1 powraca i to w chwale. Codemasters stworzyli kawał porządnej ścigałki, która świetnie wygląda, dysponuje zaawansowanymi i dynamicznymi efektami pogodowymi, jest grywalna, dostarcza sporo emocji i zapewnia dobrą zabawę na długo – czy to w trybie jedno czy wieloosobowym. Owszem, nie jest to gra pozbawiona wad, ale przy tak mocnych plusach można na nie przymknąć oko. Liczymy na poprawę niedociągnięć przy okazji F1 2011, a wszystkich fanów wyścigów oraz F1 zachęcamy do kupna gry. Nie będą żałować. Jednym słowem: POLECAMY!

F1 2010 X360

  • wreszcie oficjalna gra Formuły 1
  • wysoka grywalność
  • świetna grafika
  • dynamiczny system pogodowy
  • ciekawy system kariery
  • dobra fizyka
  • przystępna dla amatorów jak i graczy zaawansowanych
  • słabo zrealizowane pit-stopy
  • brak safety caru
  • naiwne wywiady
  • czasem zbyt krótkie "flashbacki"
  • gra potrafi się przyciąć
F1 2010 jest niczym bolid Renault. Do mistrzostwa trochę brakuje, ale i tak jest bardzo dobrze 8.5
najnowsze

Co nowego w PlayLink?

Recenzja gier: Frantics, Wiedza to Potęga: Dekady, Szymparty i Planet of the Apes: Last Frontier.

Chwała Wodzowi! - recenzja Beholder 2

W Beholder 2 przenosimy się do totalitarnego państwa i zaczynamy karierę w Ministerstwie na samym dole urzędniczej drabiny - dokąd zajdziemy?