Raz jeszcze Elder Scrolls
Zakład chirurgii plastycznej „Heros”
![]()
Jednak najbardziej rozbudowaną częścią kreacji nie jest bynajmniej ta z arytmetyką atrybutów i umiejętności. Autorzy Obliviona postawili na odlotowy wygląd bohatera. Tak, więc ustalamy nie tylko karnację, kolor włosów i oczu bohatera. Modelujemy dokładnie wszystko – brodę, wysokość kości policzkowych, nosa, rozstawienie oczu itd. To już zabawa sama w sobie i na tym jednym etapie możemy spędzić przy Oblivionie bite pół godziny.
Elementem Obliviona, który pierwszy rzuca się w oczy jest oczywiście grafika. Autorzy gry zrobili wszystko, aby ich produkcja przewyższała inne RPG dostępne na rynku (których między nami mówiąc i tak nie ma zbyt wiele). Grafika w Oblivion zbliża się jakością do tej znanej z najlepszych shooterów FPP. Teren gry jest olbrzymi i zachwyca mnogością detali. Świetnie wyglądają lasy, łąki, pokryte śniegiem górskie doliny i szczyty. A wszystko to dzięki zastosowaniu programu SpeedTree odpowiedzialnemu za generowanie roślinności. Również miasta, jamy, lochy i jaskinie zapadają w pamięć. Ściany w wilgotnych podziemiach skrzą się w świetle pochodni (dzięki mapom specular nadającym im połyskliwość), a oko cieszy mnogość detali cegieł, bruzd i szczelin (tym razem dzięki mapom normal tworzącym iluzję odkształceń). Na uznanie zasługują też militaria. Oczywiście mamy tu miszmasz amerykańskiego fantasy czyli chińskie zbroje, europejskie “dwuraki” i japońskie katany, ale już dawno temu przestało to komukolwiek przeszkadzać. Jednak zarówno pancerze, jak i broń wykonano z dbałością godną mistrzów płatnerstwa – widać każdą sprzączkę, zapinkę, ozdobę. Jedynie twarze Bohaterów Niezależnych zupełnie nie wyszły. Autorzy gry stworzyli tak złożone narzędzie do modelowania twarzy, że policyjni spece od portretów pamięciowych zaśliniliby się na sam widok. Co z tego, jeśli projektantom nie chciało się teraz mozolnie rzeźbić kolejnych postaci. Wynik jest taki, że wszyscy bohaterowie wyglądają jak efekt ustawień domyślnych. Przypominają przy tym posłów do polskiego parlamentu. Chamskie ryje, kartoflane nosy i świńskie oczka. Aż ciężko odróżnić elfa od orka.Iluzję żyjącego świata psuje nieco fakt, że mieszkańcy cesarstwa w obliczu nadchodzącej zagłady, zachowują się jak gdyby nigdy nic. Poza tym nie zobaczysz tu także scen, którymi szczycił się Gothic - ludzi pracujących, kujących broń, warzących strawę, ostrzących narzędzia. Postaci w Oblivionie przez większość czasu spacerują i gadają, gadają, gadają.
Zmian w mechanice w stosunku do poprzedniej części cyklu jest sporo, ale każdy, kto grał w Morrowind od razu poczuje się jak ryba w wodzie. Bohater opisany jest zestawem cech takich jak Szybkość, Zręczność, Siła, Inteligencja etc. Do tego dochodzą umiejętności, między innymi: ostrza (miecze, katany, miecze dwuręczne), obuchy (wszystkie topory, młoty, pałki), parowanie, skradanie się oraz kolejne szkoły zaklęć. Jak zwykle rozwój bohatera wynika z rozwoju umiejętności. Zamiast zwykłych punktów doświadczenia wprawiamy się w walce, bieganiu lub rzucaniu czarów. Im częściej korzystamy z danej biegłości, tym szybciej rośnie. Dopiero, gdy kilka umiejętności “podskoczy”, możemy zyskać nowy poziom doświadczenia. Wtedy otrzymujemy punkty na rozwój głównych atrybutów bohatera.
Nowości i modyfikacje starych zasad zostały wprowadzone głównie po to, aby uprzyjemnić i przyśpieszyć rozgrywkę. Mana (czyli taka ropa napędzająca czary) bardzo szybko regeneruje się, dzięki czemu szybciej możemy się leczyć i miotać zaklęcia. Królestwo zaś możemy przemierzać pieszo, konno lub od razu przeskakiwać do szukanym miejsc. O ile nie gonią nas potwory, wystarczy otworzyć mapę i wskazać punkt docelowy. Tak! Każde miasto, stajnia, loch i ruiny pojawiają się na naszym planie. Dość już żmudnego truchtania tam i z powrotem.
![]()
W ten sposób dochodzimy do walki. Jak zwykle bójki rozgrywają się w czasie rzeczywistym i wymagają nieco zręczności. Teoretycznie gra nie wykonuje żadnych testów trafienia. Jeśli ty, drogi graczu, trafisz kursorem w przeciwnika to i cios pójdzie gdzie trzeba. Ale tu zaczynają się schody. W walce można zadać kilka różnych uderzeń. Inaczej atakujemy podczas biegu, inaczej odskakując na boki, jeszcze inaczej, gdy przytrzymamy dłużej przycisk myszy. Do tego dochodzą jeszcze parowania tarczą, trafienia krytyczne (współczynnik Szczęście zaczyna być ważny) oraz ciosy specjalne, wynikające z poziomu umiejętności we władaniu bronią. Oznacza to, że walka, jak prawdziwy pojedynek, składa się z wymian ciosów, zasłon, uników i odskoków. Starcie jeden na jeden jest widowiskowe i satysfakcjonujące, zwłaszcza, że rozsądny gracz może z niego wyjść bez jednej rany. Specjalne ciosy, wspomniane przed chwilą, poznajemy automatycznie wraz z rozwojem bohatera. Pozwalają nam one rozbroić przeciwnika, ogłuszyć go, podciąć, odepchnąć na kilka kroków i tym podobne. Gorzej jest w zbiorowych burdach. Chaos, zgroza i częste ładowanie...
Dosyć już tego zwodzenia. Czas wyłożyć kawę na ławę. W Oblivionie zostajemy wplątani w intrygę mającą na celu odsunięcie od władzy panującą w cesarstwie dynastię i zmianę oblicza całego świata. Na naszych oczach nieznani zamachowcy mordują panującego Uriela Septima VII. Dowiadujemy się także, że już zgładzono wszystkich legalnych następców tronu. Naszym zadaniem jest odnaleźć ostatniego pretendenta do korony i uchronić go przed podobnym losem. Musimy także odzyskać cesarskie regalia, które, jakże by inaczej, mają magiczną moc. No i trzeba nam odkryć tożsamość spiskowców, przejrzeć ich plany i powstrzymać diabelską inwazję królestwa Deadr. Główny wątek gry, choć zwięzły, jest niezwykle klimatyczny. Szybko z nieznanego przybłędy awansujemy na szanowanego męża opatrznościowego, który ma ratować największe państwo na świecie.
Nużące są także podziemia. Wszystkie loszki i pieczary tworzone są z gotowych segmentów. Czyli jeśli zwiedziłeś już jedne lub dwie ruiny, to kolejne cię nie zaskoczą. W kółko to samo.
![]()
Podsumowując, Oblivion to gra raczej dla młodszych graczy lub takich, którzy dopiero co zasmakowali w RPG. Starzy wyjadacze znudzą się prędko i cisną go w kąt. Może go później z tego kąta wygrzebią. Komputerowych gier fabularnych ostatnio jak na lekarstwo.
Smutno to przyznać, ale Morrowind, choć starszy i co za tym idzie słabszy graficznie, w dalszym ciągu jest ciekawszy i dużo bardziej wciągający. Dlaczego niby? Bo tam był zaskakujący świat, i smak egzotyki. Niezwykłe miasta wykute w piaskowcu lub zbudowane w skorupach pradawnych stworów, folklor Mrocznych Elfów. Dzicy Popielni mieszkający jak Mongołowie w jurtach, uzbrojeni w chitynowe strzały i pancerze. Tutaj mamy klasyczne, plastykowe fantasy made in U.S.A. I jeszcze ta broń! Technicznie doskonale to wszystko przedstawiono, ale i tak miecze przypominają tandetne rekwizyty z Xeny. Na sieci jest film z cyklu „Making of...” Uśmiać się można... Jakiś facet stoi przed lustrem i macha mieczem od lewa, do prawa, jak cepem. I on to tworzył animacje walki. Kolejny gość robi fotki na XIX-wiecznych, amerykańskich cmentarzach, aby mieć dobre wzory cegieł do zamków, lochów i twierdz. Co? Do Anglii nie mogli pojechać? Mieli by tam i zamki, i dokumentacje, i ze sto bractw rycerskich lub historycznych, które pokazałyby jak się robi dawną bronią. Ale może dobrze zrobili? Zaoszczędzili sobie kosztów, a głupi gracz i tak kupi, bo nic innego nie ma.Tytuł: The Elder Scrolls IV: Oblivion Gatunek: cRPG Wymagania: CPU 2 GHz, 512MB RAM, grafika 128 MB Plusy: + wielki i piękny świat + doskonałe questy + S.I. postaci Minusy: - nużąca rozgrywka - wysokie wymagania sprzętowe Czas na opanowanie: 30 min Poziom trudności: średni Producent: Bethesda Softworks Wydawca: Take 2 Polski wydawca: Cenega Cena: 139,90 PLN Wersja: Angielska (w przygotowaniu lokalizacja kinowa) Strona www: http://www.elderscrolls.com