Niestety gra nie jest już dostępna w cyfrowych sklepach.
W czasach, gdy wiele wysokobudżetowych produkcji stawia na bezpieczne rozwiązania, warto przypomnieć sobie o jednej z najbardziej niedocenionych gier w historii. Lair, opracowany przez Factor 5 i wydany przez Sony Interactive Entertainment, zadebiutował w 2007 roku wyłącznie na PlayStation 3. Mimo fatalnego startu i wielu krytycznych recenzji, po niemal dwóch dekadach pozostaje produkcją, która wciąż potrafi zrobić ogromne wrażenie swoim rozmachem.
Lair
Lair – zapomniana perełka z konsoli PlayStation 3
Lair oddawał graczom możliwość dosiadania smoków i uczestniczenia w gigantycznych bitwach toczących się nad miastami, fortecami i polami walki. Widowiskowe starcia, podniebne pojedynki oraz możliwość ziania ogniem na setki przeciwników sprawiały, że był to jeden z najbardziej ambitnych projektów swojej epoki.
Niestety, premiera gry została przyćmiona przez kontrowersyjny system sterowania. Produkcja korzystała wyłącznie z technologii Sixaxis, czyli sterowania ruchowego za pomocą kontrolera. Rozwiązanie okazało się mało precyzyjne i dla wielu graczy wręcz frustrujące. Problemy techniczne dodatkowo pogarszały odbiór, a Sony Interactive Entertainment rozesłało recenzentom aż 21-stronicowy poradnik wyjaśniający sposób obsługi gry.
Kilka miesięcy po premierze Factor 5 udostępniło aktualizację, która dodała klasyczne sterowanie analogowe. Twórcy twierdzili, że taka opcja była planowana od początku, lecz nie została wdrożona na czas. Dzięki temu Lair stał się znacznie bardziej przystępny i pozwolił graczom docenić to, co od początku było jego największą zaletą, czyli ogromny rozmach i unikalny pomysł.
GramTV przedstawia:
Na szczególne uznanie zasługuje ścieżka dźwiękowa autorstwa Johna Debney’a, która do dziś uznawana jest przez wielu graczy za jedną z najlepszych w historii gier. Monumentalne kompozycje idealnie podkreślały skalę konfliktu i wzmacniały epicki charakter przygody.
Według dostępnych informacji produkcja kosztowała około 25 milionów dolarów. Dla porównania jest to zaledwie ułamek budżetu współczesnych superprodukcji, które nierzadko pochłaniają setki milionów dolarów. Właśnie dlatego Lair może być dzisiaj przywoływane jako przykład czasów, gdy twórcy mogli realizować odważne pomysły bez konieczności inwestowania astronomicznych kwot.
Obecnie gra dostępna jest wyłącznie na PlayStation 3, co sprawia, że dla wielu graczy pozostaje niemal zapomnianą częścią historii. Mimo niedoskonałości Lair nadal oferuje doświadczenie, którego trudno szukać we współczesnych produkcjach.
A tak szczerze, to dobre... 13 lat temu, gdy jeszcze działaliśmy społecznościowo ze strony użytkowników z Zośkiem też na pewne rzeczy patrzyliśmy inaczej. Po tym czasie stwierdzam, mimo mojej nadal mocno rebelianckiej natury i stawania okoniem jak tylko można, że tak trzeba.
Trochę nawiązując do tego, co napisał Sirufok - więcej tematów popkulturowych wynika nie z tego, że nam się podoba, a z tego, że gracz nie czyta już tylko o grach, a ogólnie chłonie różne elementy kultury geekowskiej jako takiej. Dlatego jest więcej filmów, seriali, planszówek, czasami i muzyki (chociaż tutaj chciałbym zdecydowanie więcej muzyki z gier itp.). Nadal jest dużo gier, ale innych tematów również.
To też wynika poniekąd z ewolucji medium jako takiego. Kto nie ewoluuje ten niestety ginie... i kilka przykładów tego również się pojawiło. W czasach, gdy niektóre redakcje są wchłaniane przez większe podmioty wydawnicze my nadal jesteśmy, jakby nie patrzeć, niezależni i prowadzimy tę nierówną walkę podjazdową.
I co najlepsze - nadal żyjemy, umierać nie zamierzamy, a i perspektywy na przyszłość są całkiem pozytywne. Źle nie jest ;)
Akurat tematy popkulturowe mi nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie. Jedyne, co mi wadzi to wspomniana ekstremalność w nagłówkach.
Ja to rozumiem, ale po prostu jestem po stronie odbiorcy i liczę na to, że jednak uda się znaleźć złoty środek.
Uwierz mi, staramy się ile można.
A tak szczerze, to dobre... 13 lat temu, gdy jeszcze działaliśmy społecznościowo ze strony użytkowników z Zośkiem też na pewne rzeczy patrzyliśmy inaczej. Po tym czasie stwierdzam, mimo mojej nadal mocno rebelianckiej natury i stawania okoniem jak tylko można, że tak trzeba.
Trochę nawiązując do tego, co napisał Sirufok - więcej tematów popkulturowych wynika nie z tego, że nam się podoba, a z tego, że gracz nie czyta już tylko o grach, a ogólnie chłonie różne elementy kultury geekowskiej jako takiej. Dlatego jest więcej filmów, seriali, planszówek, czasami i muzyki (chociaż tutaj chciałbym zdecydowanie więcej muzyki z gier itp.). Nadal jest dużo gier, ale innych tematów również.
To też wynika poniekąd z ewolucji medium jako takiego. Kto nie ewoluuje ten niestety ginie... i kilka przykładów tego również się pojawiło. W czasach, gdy niektóre redakcje są wchłaniane przez większe podmioty wydawnicze my nadal jesteśmy, jakby nie patrzeć, niezależni i prowadzimy tę nierówną walkę podjazdową.
I co najlepsze - nadal żyjemy, umierać nie zamierzamy, a i perspektywy na przyszłość są całkiem pozytywne. Źle nie jest ;)
Silverburg
Gramowicz
12/05/2026 09:05
Muradin_07 napisał:
Z drugiej strony, tak już totalnie wchodząc w temat tak po prostu - są jakieś wyznaczniki, po których różne agregaty treści uważają je za interesujące dla czytelnika. I niestety również są takie momenty, kiedy z tym nie wygrasz. Możesz próbować iść pod prąd, ale liczysz się z tym, że wyrwie z butów i zakopie żywcem.
Tak, wiem co teraz może ktoś napisać: "ale nie musicie być wszyscy".
Problem w tym, że na koniec dnia niestety ktoś sprawdza wyniki i patrzy na tabelki. To trochę jak z reklamami - fajnie, aby ich nie było, ale trzeba również zarabiać. Jeśli nie tak, to mogłaby to być subskrypcja. Wtedy można byłoby zwyczajnie olać treści pasujące pod algorytmy, jeśli kasa z tego byłaby dobra. Jak możemy się domyślać w wielu przypadkach jest tak, że część powie, że nie będzie płaciła (bo w internecie jest wszystko za darmo), albo będzie to bardzo mały procent wszystkich użytkowników. Koniec końców i tak źle, i tak nie dobrze.
Jak to kiedyś powiedział jeden z naczelnych portalu, który już niestety nie istnieje (to znaczy istnieje, ale jako strona z reklamami środków prawie na potencję): "Ja chętnie bym robił ambitne treści, ale przeczyta je kilkanaście osób maksymalnie - na tym się nie zarabia".
I miał niestety rację.
Ja to rozumiem, ale po prostu jestem po stronie odbiorcy i liczę na to, że jednak uda się znaleźć złoty środek.