Schwarzenegger zamienił się w tym filmie w istną maszynę do zabijania.
4 października 1985 roku do kin trafiło Commando, jeden z najsłynniejszych filmów akcji w dorobku legendarnego aktora Arnolda Schwarzeneggera. Mijają 41 lat, a to jeden z nielicznych przykładów hitu, który nie doczekał się sequela.
Commando
Commando – bez tego filmu i tego bohatera, nie byłoby współczesnego kina akcji
Schwarzenegger wcielił się w filmie w Johna Matrixa. To były pułkownik amerykańskich sił specjalnych. Jak pokazał później John Wick, udowadniając, że pewne składniki kina akcji są niezmienne, najlepszą motywacją dla specjalistów od zabijania jest chęć odwetu. W Commando zostaje porwana córka głównego bohatera. Na skutek tego Matrix otrzymuje zlecenie, którego nie może odmówić. Ma dokonać politycznego zabójstwa i doprowadzić do zamachu stanu.
Film kosztował 10 mln dolarów, co dziś wydaje się kwotą śmieszną, biorąc pod uwagę, jak silne jest jego oddziaływanie nawet po latach. Wtedy w kinach zarobił 57,5 mln dolarów, ale trzeba pamiętać, że drugim życiem była dla niego era VHS i telewizji. Warto dodać, że do dziś cieszy się uznaniem krytyków – jego wynik na Rotten Tomatoes to przyzwoite 70% pozytywnych recenzji.
GramTV przedstawia:
Arnold Schwarzenegger jest dziś kojarzony ze znacznie większymi filmami. To on był twarzą serii Terminator, a także zapoczątkował serię Predator. We wczesnych latach kariery wcielił się też w Conana, do której to roli wkrótce powróci. Do tego można dodać tak mocne tytuły jak Pamięć absolutna, Uciekinier, Egzekutor czy Prawdziwe kłamstwa. Ale to Commando wydaje się najczystszym przykładem kina akcji w wykonaniu Schwarzeneggera – z czytelnym motywem bohatera i narracją prowadzącą do finalnego efektu katharsis.
John Matrix po latach jawi się jako archetypiczna postać kina akcji, typowego dla lat 80. – argumentem do rozwiązania problemów jest brutalna siła, mierzona wielkimi spluwami i sianiem zniszczenia. Dość powiedzieć, że w Commando z rąk Matrixa pada 81 osób, co czyni go jednym z bardziej krwawych bohaterów tego gatunku. Pewnie dzisiaj wspominany John Wick zdołał już pobić ten wynik, ale wtedy, w 1985 roku, robiło to piorunujące wrażenie.
Bez Matrixa nie tylko nie byłoby Wicka, ale nie byłoby też Reachera. To typ samotnego i zabójczo skutecznego bohatera. 41 lat później wciąż warto ponownie po niego sięgnąć. Jak wspominacie ten tytuł? Dajcie znać w komentarzach.
Dziennikarz filmowy, krytyk. Lubi otwarte podejście do kina i popkultury. Fantastykę w każdej postaci przeplata seansami klasyki. Gdy akurat nie gra w Diablo 4, nie pogardzi dobrym komiksem i książką.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!