W oczekiwaniu na Mass Effect 2 wielu graczy wraca do zabawy w pierwszą część gry. Okazuje się, że warto zachować stany gry, gdyż będą miały niebagatelne znaczenie w kontynuacji. Początkowo sądzono, że będą miały wpływ na wygląd postaci, być może ekwipunek i poziom bohatera. Niestety ten ostatni prawdopodobnie zostanie ustalony na stałym poziomie dla wszystkich bez względu na wcześniejsze dokonania. Jednak stany gry przydadzą się do czegoś zgoła innego.

Casey Hudson, główny producent tytułu, w wywiadzie dla PC World ujawnił prawdziwe znaczenie stanów gry. Otóż podejmowane w trakcie zabawy decyzje, a tych jak pamiętamy były setki, mają mieć wpływ na to co będzie się działo w kontynuacji. Dla przykładu wymieniono postać największego fana Sheparda, niejakiego Conrada Vernera. W zależności od naszej reakcji na jego namolne zaczepki (można było rozdawać autografy, przepędzić natręta czy po prostu go zignorować) doczekamy się innej jego wersji. Takich elementów w grze mają być setki, powodując, że będziemy mieli uczucie ciągłość wydarzeń.
Pozostaje kwestia, jak twórcom uda się zaimplementować te elementy, i które uznają za warte kontynuacji w drugiej części gry. Po tej informacji wiele osób z pewnością przejdzie grę jeszcze raz, starając się ustawić relacje z postaciami niezależnymi pod kątem dalszych przygód Sheparda. Twórcom pozostaje życzyć powodzenia. O tym, jak udało się zrealizować zamierzenia przekonamy się w przyszłym roku.