Dzień czwarty - Zielonoskórzy
Ty być gupia snota jak myśleć że móc pić z łorka. One być wielkie i złe i snota mieć na zakonska do palonca napitka. Ja ci mówić ty tam nie iść... No gupia poszedł...

Ruszać siem, przeklęte, leniwe, tchórzackie łajzy!!! Zebrać siem i raz jeszcze do ataku!!! Gorbutz! Zbiesz chopakuf i zdobyć mi tem brame!!! Że nie mogom łazić...?! To bedom pełzać! /odgłosy ciosów/ Nogi wam z zadów powyrywam!!! Jak nie możecie łazić, to po co wam som kulasy?! Do niczego jesteś, ty i ta twoja łajdacka zbieranina!! Tfu, niech Gork i Mork was trafi! Prendzej zdobyłbym tę pokurczową twierdzę z bandom chorych, zafajdanych snotlingów!!! Sprowadzić mi tu migiem szamana, bo przysiengam, że jak za dwa momenty siem nie ruszycie, to sam się za was wezme własnoręcznie, a to bendzie mniej miłe niż to, co mogom wam zrobić te ich szczelające maszynki... Że co...? Że planu nam trzeba...??? No, gdyby mi nie uwalili łapy, to bym cie chyba udusił gołymi renkami...! Ja mam plan! Prze-Da-Plan! Tylko wykonać go nie umiecie, śmierdząca zgrajo żałosnych szumowin! Czy to takie trudne??? Plan jest prosty! Czasnąć ich mocno, a potem, jak siem zachwiejom, to czasnąć ich mocniej. Że już próbowaliśmy...? No właśnie, bo to tylko pirsza czenść Prze-Da-Planu. Teraz jest ostatnia. Trza czasnąć ich po raz czeci, najmocniej jak można, wtedy penknom.