John Dahl – "Mokra robota"
Historia płatnego zabójcy z ciągotami do alkoholu wydaje się doskonała nie tylko na dramat, ale i czarną komedię. Szkoda, że autorzy nie potrafili zrobić ani jednego, ani drugiego...
W naszej redakcji istnieje nieformalny fanklub sir Bena Kingsleya - aktora charakterystycznego i nietuzinkowego. Dlatego musieliśmy jak najszybciej zobaczyć nowy film z jego udziałem - zwłaszcza, że tematyka wydawała się nośna i potencjalnie atrakcyjna dla polskich widzów...
Historia płatnego zabójcy z ciągotami do alkoholu wydaje się doskonała nie tylko na dramat, ale i czarną komedię. Szkoda, że autorzy nie potrafili zrobić ani jednego, ani drugiego...
Generalnie na tak zwanej czarnej komedii nie wybucha się śmiechem, ale raczej podśmiewa się z widocznym na twarzy wyrazem drwiny i szyderstwa. Wszak wiele elementów tego gatunku podanych jest na opak. Gorzej, gdy śmiać się nie ma z czego, a film jest po prostu przegadany... Z kolei dramat – wiadomo: śledzimy trudne życiowe koleje losu bohatera, często gęsto mu współczując, a nawet utożsamiając się z nim, przeżywając przy tym swoiste katharsis. Przykłady znakomitych dramatów o alkoholikach można by mnożyć, poczynając od "Mistrza", przez "Zostawić Las Vegas", aż na polskim "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" skończywszy. Sęk w tym, że "Mokra robota" nie do końca może się zdecydować, czy woli być typowym dramatem (mniej), czy może czarną komedią (bardziej, ale w sumie też nie za bardzo). Aż boimy się to stwierdzić, ale wychodzi zatem, że to film... nijaki.
Pełen tekst znajdziecie tutaj