Zdarza się, że ze wzruszenia kibice płaczą na stadionach, widzowie w teatrze, melomani na podniosłych koncertach, a (głównie) panie przed telewizorem, pokazującym jeden z seriali na kanale Romantica. W grach temat ten, jeżeli w ogóle istnieje, to na bardzo wąską skalę. Hollywood ma z kolei swego rodzaju patent na doprowadzanie widzów do łez. Tezę tę potwierdza Chris Taylor.

"Hollywood ma przycisk od płaczu. Mogą założyć: "Powinniśmy w tym momencie zmusić ich do płaczu - pstryk!". Hollywood czeka kolejnych siedem minut... "Powinniśmy w tym momencie zmusić ich do płaczu jeszcze raz - pstryk!". To cholernie wyklarowana sztuka" - powiedział Taylor.
Jego zdaniem w grach ten element jest na razie poza zasięgiem i wiele jeszcze kartek z kalendarza trzeba będzie oderwać, by w końcu i tu udało się osiągnąć taki poziom. Jak słusznie zauważa Taylor, przemysł filmowy liczy już sobie ponad 100 lat, a w pierwszych dwudziestu reżyserzy, podobnie jak teraz twórcy gier, nie mieli takiej władzy nad duszą widza, by sterować jego emocjami.
Pewne postępy w omawianej dziedzinie mogą nastąpić wraz z premierą Space Siege'a - RPG-a, nad którym pracuje Taylor. Jednym z najciekawszych elementów gry mają być decyzje użytkowników dotyczące podmiany naturalnych części ciała o wiele bardziej funkcjonalnymi implantami. Te mogą jednak spowodować odczłowieczenie głównego bohatera. Zabieg ten ma według przedstawicieli studia Gas Powered Games wywołać rozterki moralne u graczy.

Zdaniem Taylora trudno jest osiągnąć taki efekt, nie mając w branży praktycznie żadnego doświadczenia w tym temacie. Według niego zdarzały się co prawda przypadki, w których ludzie płakali podczas gry (Taylor wymienił Final Fantasy VII), jednak są one odosobnione.
Dla sympatyków tego rodzaju urozmaiceń pozostaje zatem trzymać kciuki za Space Siege'a. Jeżeli produkcja Gas Powered Games odniosłaby sukces w tym wymiarze, mogłaby z powodzeniem służyć za pierwowzór dla innych firm, chcących podchwycić ten niewątpliwie intrygujący pomysł.