
W mediach i na politycznej scenie mówi sie o poprawności politycznej, ale Ares Wandal wiedział swoje. Jego matka była mulatką a ojciec meksykańskim imigrantem. W zasadzie, z góry był skreślony w jakimkolwiek amerykańskim społeczeństwie, zbyt czarny, by uczyć się w dobrych szkołach, zbyt biały, by zrobić karierę na scenie czy w NBA, nie miał czarnych braci ani białych funfli. Po prostu przechlapane.
Jednak tych, których nie kocha Bóg hołubi diabeł. To, czego nie mógł dostać z urodzenia, brał pięściami. Silniejszy, szybszy i wredniejszy od innych, tylko tak mógł coś znaczyć. Szczęście w nieszczęściu polegało na tym, że jedną z rozrób wszczął, nie z własnej winy oczywiście, w klubie gościa z klasą i kasą. Kiedy po wszystkim został poproszony przez dwóch typów o udanie się z nimi, myślał że już po nim. Ale nie, dostał propozycję nie do odrzucenia, szansę na jaką czekał.
Pełen tekst znajdziecie tutaj.