Jakby nie patrzeć, Chiny są nadal rządzone twardą, czerwona ręką. Ta najszybciej rozwijająca się gospodarka świata staje jednak przed poważnym problemem uzależnienia młodej części społeczeństwa od gier wideo.
Regulacje, które zostały nałożone na developerów gier, mają wejść przed 16 czerwca, jednak niektóre studia już wprowadziły odpowiednie "poprawki". Teraz miliony młodych Chińczyków mogą pograć normalnie w ulubione sieciówki przez góra 3 godziny dziennie. Po tym czasie ilość punktów doświadczenia, które zdobywają, zmniejsza się o połowę, a po pięciu już nie ma po co grać. Do specjalnego programu kontrolującego dostęp, gracz rejestruje się za pomocą swojego numeru identyfikacyjnego (odpowiednik PESELu).

Jednak lud żyjący nad Huang He nie jest w ciemię bity i radzić sobie potrafi. Otóż w sieci pojawiła się oferta człowieka, który jest w posiadaniu numerów identyfikacyjnych 2 milionów Chińczyków. Naturalnie, ich sprzedaż ruszyła pełną parą. Co więcej, kafejki internetowe organizują promocje, w ramach których, niepełnoletni Chińczyk może otrzymać "dorosłe" (czyli bez ograniczeń) konto, o ile tylko wykupi karnet na cały miesiąc.
Ciekawe - gdyby rząd Chiński zbanował całkowicie gry MMO, to może milionom uzależnionych i wkurzonych graczy w końcu udałoby się obalić władzę?