Dotąd zdjęcia zaginionych były umieszczane na plakatach i kartonowych opakowaniach na mleko. Jednak, jak stwierdza profesor Goodman, pomysłodawczyni projektu: "Gdy pijesz rano mleko, na opakowaniu zawsze jest czyjaś twarz. Ale kto ją zapamięta po całym dniu ciężkiej pracy"? Dlatego też, po kilku latach pracy, udało jej się stworzyć grę, która ma za zadanie wspomóc działania publicznych służb.
Lost & Found, bo tak owy program się zwie, wykorzystuje GPS i technologię mapowania terenu zaimplementowaną w telefonach komórkowych. Gdy dana osoba rozpozna poszukiwane dziecko, zgłasza to, wysyłając w odpowiednie miejsce zrobione własnym telefonem zdjęcie. Co więcej, aplikacja będzie zachęcała ludzi do organizowania ewentualnych blokad dróg i prowadzenia poszukiwań w terenie.

Spytano panią profesor, dlaczego określa Lost & Found mianem gry: Nawet jeśli projekt wygląda na warty zainteresowania, to jeżeli miesza się do niego policję i operowanie danymi osobowymi, ludzie tracą doń zaufanie i są niechętni do współpracy. Ale jak tylko pozwolimy im na używanie awatarów, ochoczo przyłączają się do współpracy.
Partnerami projektu Lost & Found są obecnie BBC R&D, Microsoft Research, UK Serious Crimes Unit i National Center for Missing and Exploited Children (USA).
Cóż, jak widać gry nie tylko trenują nasz zmysł zabójcy, ale mogą realnie przyczynić się do czynienia dobra. Oby więcej takich inicjatyw.