Podobny los spotkał już analogiczne przepisy w Michigan i Illinois, ciężko się więc było w tym przypadku spodziewać innego rezultatu. Nie skomentował go ani autor ustawy - Leland Yee, ani Arnold Schwarzenegger. Swojego zadowolenia nie kryli za to przedstawiciele organizacji ESA, zrzeszającej firmy growej branży. To z ich inicjatywy sąd zainteresował się nowymi przepisami i właśnie takiego rezultatu postępowania oczekiwali.
Czy oznacza to koniec odgórnych prób walki ze złym wpływem elektronicznej rozrywki na młodzież? W żadnym wypadku. Do kolejnej ofensywy - tym razem w skali całego kraju - szykuje się Hillary Clinton (pisaliśmy o tym w tej wiadomości). Czy jej propozycjom uda się uniknąć losów wcześniejszych ustaw? Jest na to szansa, bo żona dawnego prezydenta nie bawi się przynajmniej w samodzielne ocenianie co dobre a co złe (a to właśnie o to poszło głównie w sprawie ustawy z Kalifornii i podobnych - jej autorzy proponowali własne definicje niedozwolonych dla dzieci produkcji).
Ustawa, podpisana niedawno przez gubernatora Kalifornii, Arnolda Schwarzeneggera, miała utrudniać dostęp nieletnich do niedozwolonych dla nich gier. Jak? Przez nakładanie surowych kar na nieprzestrzegających przepisów sprzedawców. A dlaczego "miała"? Bo nie utrudni - została przez sąd federalny uznana za niezgodną z konstytucją.