15 lat temu jeden z najstraszniejszych filmów science fiction doczekał się kolejnej części. Prequel nie był jednak tak udany, jak oryginał sprzed 44 lat

Radosław Krajewski
2026/10/14 16:30
0
0

Widzowie od początku wiedzieli, że nie będzie to kontynuacja, ani tym bardziej reboot kultowego filmu.

Dokładnie 15 lat temu, czyli 14 października 2011 roku, do amerykańskich kin trafił horror science fiction Coś, który zabrał widzów z powrotem na mroźną Antarktydę. Film miał rozbudować historię kultowej produkcji Johna Carpentera, ale ostatecznie nie zdołał powtórzyć jej sukcesu.

Coś
Coś

15 lat temu powrócił jeden z najbardziej przerażających koszmarów science fiction. Coś miało dorównać legendzie Johna Carpentera

W historii kina grozy nie brakuje produkcji, które po latach doczekały się kontynuacji, remake'ów czy rebootów. Szczególne miejsce wśród nich zajmuje jednak Coś z 2011 roku, wyreżyserowane przez Matthijsa van Heijningena Jr. Twórcy zdecydowali się bowiem na nietypowe rozwiązanie, przedstawiając wydarzenia poprzedzające fabułę słynnego horroru Johna Carpentera z 1982 roku. W ten sposób widzowie mogli poznać historię norweskiej placówki badawczej, której tragiczny los stanowił jeden z elementów oryginalnej opowieści.

Akcja filmu rozgrywa się na Antarktydzie, gdzie grupa naukowców dokonuje niezwykłego odkrycia. Pod grubą warstwą lodu znajduje się statek kosmiczny, a niedaleko niego tajemnicza istota, która najprawdopodobniej spędziła w zamarznięciu tysiące lat. Do zespołu badawczego dołącza paleontolożka Kate Lloyd, grana przez Mary Elizabeth Winstead. Początkowa fascynacja odkryciem szybko ustępuje miejsca przerażeniu, kiedy okazuje się, że pozaziemski organizm wciąż żyje i potrafi doskonale naśladować inne formy życia.

W obsadzie znaleźli się również Joel Edgerton, Ulrich Thomsen, Adewale Akinnuoye-Agbaje oraz Eric Christian Olsen. Za scenariusz odpowiadał Eric Heisserer, który kilka lat później zdobył uznanie dzięki pracy nad filmem Nowy początek.

GramTV przedstawia:

Jednym z największych wyzwań stojących przed twórcami było odtworzenie atmosfery nieufności i narastającej paranoi, które uczyniły produkcję Carpentera tak wyjątkową. W filmie z 1982 roku największym zagrożeniem nie była bowiem wyłącznie potworna istota, ale również świadomość, że każdy z członków załogi mógł zostać przez nią przejęty. Prequel starał się wykorzystać podobny pomysł, jednocześnie oferując bardziej widowiskowe sceny oraz współczesne efekty specjalne.

To właśnie efekty specjalne stały się jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów filmu. Początkowo przygotowano wiele praktycznych efektów, w tym animatroniczne konstrukcje i modele potworów. Ostatecznie jednak zdecydowano się zastąpić znaczną część tych rozwiązań grafiką komputerową. Decyzja spotkała się z krytyką, szczególnie ze strony miłośników oryginału, którzy cenili fizyczne efekty wykorzystane w produkcji Carpentera.

Również wyniki finansowe nie spełniły oczekiwań. Przy budżecie wynoszącym 38 milionów dolarów film zarobił na całym świecie jedynie 31,5 milionów dolarów. Krytycy przyjęli produkcję chłodno, a jednym z najczęściej pojawiających się zarzutów było zbyt mocne poleganie na sprawdzonych rozwiązaniach znanych z wcześniejszego filmu.

Mimo tych problemów Coś z 2011 roku pozostaje interesującym uzupełnieniem historii przedstawionej przez Johna Carpentera. Twórcy zadbali o liczne nawiązania do wydarzeń z oryginału, a zakończenie bezpośrednio łączy obie produkcje. Dzięki temu widzowie mogą obejrzeć je w kolejności chronologicznej, rozpoczynając od prequela, a następnie przechodząc do filmu z Kurtem Russellem.

Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!