Upadek wieloryba – recenzja filmu. Uwięzienie w brzuchu bestii i własnych wspomnień

Radosław Krajewski
2026/10/17 14:00
0
0

W kinach pojawił się nowy film z gwiazdą Resident Evil. Oceniamy, czy w tym oryginalnym thrillerze można się bez reszty zanurzyć.

Jak przetrwać w trzewiach bestii?

Brian Duffield to jeden z najciekawszych współczesnych reżyserów, który ma na koncie zarówno niszowe produkcje, jak i wielkie hity. Duffield pracował jako scenarzysta chociażby przy obu częściach komediowego horroru Opiekunka od Netflixa, czy drugiej części serii Niezgodna, a także docenionego Miłość i potwory. Na jego pierwszy reżyserski projekt musieliśmy jednak poczekać do 2020 roku, kiedy to pojawili się Spontaniczni. Science fiction połączone z teen dramą trafiło w niefortunny okres dla kin, kiedy to filmy debiutowały od razu na streamingu. Mimo to Spontaniczni zostali zauważeni i Duffield zaczął być gorącym nazwiskiem w Hollywood. O wiele gorzej wypadł jego drugi film, czyli science fiction Nie ocali cię nikt, tym razem stworzone dla Disney+ i Hulu. Tym razem produkcja nie została doceniona, ale położyła podwaliny pod kolejny projekt ambitnego twórcy. Reżyser porzucił więc stylistykę sci-fi na rzecz pełnoprawnego thrillera survivalowego, w którym jeden człowiek mierzy się z ogromnym potworem. Upadek wieloryba udowadnia, że Duffield świetnie radzi sobie w tego typu kinie, choć nie zawsze wykorzystuje odpowiednie środki, aby walkę o przetrwanie odpowiednio połączyć z rozliczaniem się z traumatyczną przeszłością. Niemniej fani mocnych wrażeń znajdą tu coś dla siebie.

Upadek wieloryba
Upadek wieloryba

Jay Gardiner (Austin Abrams) powraca na kalifornijskie wybrzeże po śmierci swojego ojca Mitta (Josh Brolin), z którym łączyła go wyjątkowo trudna relacja. Mężczyzna przez lata był dla syna jednocześnie wzorem do naśladowania, jak i źródłem nieustannego strachu oraz poniżenia. Kiedy Mitt nagle umiera, a jego ciało trafia na samo dno oceanu, Jay postanawia odnaleźć jego szczątki i raz na zawsze zamknąć traumatyczny rozdział w swoim życiu. Wyprawa kończy się jednak katastrofą, kiedy podczas nurkowania chłopak doświadcza niebezpiecznej podwodnej konfrontacji między kałamarnicą olbrzymią i kaszalotem. Jay zostaje połknięty przez gigantycznego walenia. Uwięziony we wnętrzu wieloryba, z zapasem tlenu wystarczającym na niecałą godzinę, musi wykorzystać swoją wiedzę, doświadczenie i dostępne zasoby, aby przetrwać i uwolnić się z żywej pułapki. Równocześnie powracają do niego wspomnienia z młodości, które zmuszają go do ponownego przeżycia rodzinnych konfliktów, od których przez wiele lat próbował uciekać.

Już w Nie ocali cię nikt Brian Duffield pokazał, że potrafi zamykać akcję filmu w niewielkich, małych pomieszczeniach, co procentuje w Upadku wieloryba. Mamy więc tu echa z 127 godzin, czy Nie patrz w dół, gdzie reżyser wykorzystuje niewielką przestrzeń do zbudowania napięcia. Jednak w przeciwieństwie do bohaterki Nie ocali cię nikt, Jay nie może po prostu wyjść i ruszyć dalej, oddalając się od zagrożenia. Każdy jego ruch wymaga wysiłku, a najmniejszy błąd może skończyć się fatalnie. Do tego upływający nieuchronnie czas przypomina o zbliżającej się porażce, która oznacza niechybną śmierć. Duffield doskonale rozumie, że taka sytuacja nie wymaga zwrotów akcji, ani też żadnych fabularnych rewolt. Wystarczy odpowiednie wpłynięcie na świadomość widzów, że bohater znajduje się w położeniu, w którym żaden człowiek nie chciałby się znaleźć. Film zdecydowanie nie jest przeznaczony dla osób, które mają klaustrofobię. Oprócz ciasnej, ograniczonej przestrzeni, dochodzi również bezradność głównego bohatera, a także podświadoma walka jego organizmu, której w tej niebezpiecznej sytuacji nie jest w stanie łatwo kontrolować.

Upadek wieloryba
Upadek wieloryba

W Upadku wieloryba imponująca wypada realizacja całego widowiska. Wnętrze tytułowego kaszalota nie jest jedynie ciemną jaskinią, w której Jay musi jedynie przeczekać na dogodną okazję, aby się wydostać. To organiczna, nieustannie zmieniająca się przestrzeń, wypełniona wodą, śluzem i innymi niebezpieczeństwami, które mogą pojawić się w każdym momencie. Napięcie świetnie budowane jest przez zdjęcia, które umiejętnie wykorzystują kontrast między ciasnymi komorami ciała wieloryba a szerokimi ujęciami podwodnego świata. Świetne wrażenie robi także dźwięk, w którym odgłosy sprzętu, wody, czy nawet momenty całkowitej ciszy, potrafią wywoływać ogromny niepokój. Duża w tym zasługa efektów praktycznych, a także fizycznej roli Austina Abramsa.

Gargantuiczny problem

Historia mogłaby być jednak zbyt nudna, gdyby chodziło wyłącznie o walkę o przetrwanie, dlatego Duffield dodał rozbudowany wątek dotyczący przeszłości Jaya i relacji z jego ojcem, który poznajemy za sprawą retrospekcji. Mitt był surowym, wymagającym człowiekiem, który nie okazywał żadnych uczuć swojemu synowi. Był również świetnym nurkiem, którego syn naprawdę podziwiał. Jay całe życie starał się zasłużyć na uznanie, a przy tym miłość, od ojca, a jednocześnie chciał odciąć się od jego toksycznego wpływu. Uwięzienie we wnętrzu wieloryba nabiera więc symbolicznego znaczenia i bohater dosłownie znajduje się w brzuchu bestii, który symbolizuje dominację nad jego życiem. Tym samym wieloryb jest niejako ucieleśnieniem jego skomplikowanych relacji z ojcem. Niestety retrospekcje, które mają widza do tej konkluzji prowadzić, nie są aż tak dobre, jak być powinny. Jay zbyt często przypomina sobie lekcje ojca, które akurat pomagają mu rozwiązywać kolejne problemy na drodze do wolności. I chociaż nie brakuje w nich bardziej emocjonalnych scen, to miejscami sprawiają wrażenie zbyt wygodnych i naiwnych zbiegów okoliczności.

Upadek wieloryba
Upadek wieloryba

GramTV przedstawia:

Film chce jednocześnie opowiadać o żałobie, poczuciu winy i potrzebie znalezienia ukojenia, ale momentami podkreśla swoje przesłanie zbyt mocno. Dlatego też finał może dla niektórych przekreślić tę produkcję i pozostawić widzów z poczuciem niedosytu. W trzecim akcje Upadek wieloryba odchodzi do konwencji survivalowej, aby opierać swoją historię na surrealizmie i symbolicznych wizjach. W tym momencie granica między fizyczną walką Jaya a jego wewnętrznym rozliczeniem z ojcem zaczyna się zacierać. Duffield podjął ryzykowny ruch, który jednak może znaleźć więcej przeciwników, niż zwolenników. Nie wszystkie rozwiązania fabularne zaproponowane przez film wypadają przekonująco, niektórym brakuje logicznych podstaw, a inne są zwyczajnie naiwne. Reżyser pozostaje jednak wierny swojej wizji do samego końca.

Po Resident Evil Austin Abrams otrzymał kolejną rolę, którą musi ponieść niemal cały film i znów wywiązał się ze swojego zadania w wielkim stylu. Tym razem jednak aktor musiał jeszcze bardziej zagrać mimiką i gestami. Abrams świetnie potrafi oddać narastającą panikę Jaya, ale również dobrze wypada we wspólnych scenach z Joshem Brolinem. Dla tego aktora to kolejna rola, w której musiał wcielić się w twardego, pewnego siebie mężczyznę. W Upadku wieloryba jest jednak o wiele bardziej autorytarny, czy okrutny, ale dzięki Brolinowi Mitt nie staje się przez to potworem i aktor potrafi zachować ludzką twarz swojego bohatera. Pozostali aktorzy, w tym znana z The Boys Elisabeth Shue, czy gwiazda One Piece, Emily Rudd, mają niestety zbyt mało czasu ekranowego, aby jakkolwiek się zaznaczyć.

Upadek wieloryba to specyficzny thriller, który zamyka jednego bohatera w ciasnej przestrzeni i nie tylko każe mu się wydostać ze śmiertelnej pułapki, ale również spojrzeć w głąb siebie i przepracować swoje traumy. Jeżeli tylko lubicie tego typu kino, to Brian Duffield dostarczył jedną z najlepszych takich produkcji w ostatnich latach. Reżyser potrafi budować napięcie poprzez samą klaustrofobiczną przestrzeń, ale równie dobrze radzi sobie w ukazywaniu skomplikowanych relacji na linii ojciec-syn. Szkoda jedynie, że w trzecim akcie film skręca w surrealistyczne tony, co nie każdemu przypadnie do gustu. Mimo to Austin Abrams do samego końca staje na wysokości zdania, dzięki czemu zalicza kolejny udany film w swojej karierze po niedawnym Resident Evil.

7,0
Upadek wieloryba imponuje wizualnie, a klaustrofobiczna atmosfera potrafi podnieść ciśnienie w wielu scenach. To udany survivalowy thriller.
Plusy
  • Świetnie wykorzystuje klaustrofobiczną przestrzeń do budowania napięcia
  • Imponuje pod względem realizacyjnym
  • Praktyczne efekty specjalne robią wrażenie
  • Doskonały dźwięk
  • Wątek relacji Jaya z ojcem
  • Świetna rola Austina Abramsa
  • Josh Brolin również spisał się bez zarzutów
Minusy
  • Zbyt surrealistyczny finał
  • Niektóre retrospekcje spowalniają akcje
  • Bywa zbyt dosłowny w swojej symbolice
  • Czasami historia jest naiwna
Komentarze
0



Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!