W zasadzie nie jest to też tytuł, który można polecić komukolwiek. Czujcie się ostrzeżeni. Nie oznacza to jednak, że Samson nie ma plusów, ale minusy - niestety - mocno je przysłaniają.
Na pewno jest aż tak źle?
Samson to trzecioosobowa gra akcji z otwartym światem od Liquid Swords, czyli firmy założonej przez byłych pracowników Avalanche Studios odpowiedzialnego za popularną serię Just Cause. Produkcja ukazała się 8 kwietnia tego roku na PC, a 21 września zadebiutowała na konsolach Xbox Series X/S i PlayStation 5. Jako że średnia jej ocen w serwisie Metacritic oscyluje w granicach 50 procent, byłem niezwykle ciekaw, co poszło nie tak, więc postanowiłem sprawdzić, co dokładnie do zaoferowania ma Samson. I było to co najmniej dziwne doświadczenie. Koniec końców czułem ulgę w momencie, gdy na ekranie pojawiło się ogromne logo gry, a później lista twórców.
O co chodzi w grze Samson?
Po nieudanym napadzie główny bohater opowieści, Samson McCray, wraca do Tyndalston z miasta St. Louis, by spłacić 100 tysięcy dolarów długu. Mężczyzna dowiaduje się, że jego siostra została porwana, więc musi uratować ją, wywiązując się z zobowiązania. To niezwykle ciekawe założenie, które napędza zarazem jedną z kluczowych mechanik rozgrywki. Oto bowiem każdego dnia musimy zarobić pieniądze, a następnie dostarczyć je wierzycielom. Proste? Proste. Ciekawe. A jakże. Przynajmniej na papierze, bo szybko orientujemy się, że coś tu ewidentnie poszło nie tak. Choć nasz protagonista nie ma z tym nic wspólnego - to wyłącznie wina Liquid Swords, które nie dysponowało albo środkami, albo nie miało zwyczajnie chęci, by odpowiednio rozbudować swoje dzieło.
Samo rozwiązanie historii nietrudno przewidzieć, lecz jest tu jeszcze jeden zwrot akcji, który nie do końca mnie przekonuje. Tak czy owak nie śledzi się tej opowieści z przyjemnością, bo dialogi są kiepsko napisane, jeszcze gorzej zagrane, a misje fabularne, o których przeczytacie nieco więcej za chwilę, często kończą się w momencie, gdy powinny się na dobre rozpocząć. Poza tym jest tu kilka momentów, w których aż prosiło się o jakiekolwiek przerywniki filmowe albo bardziej rozbudowane cut-scenki, ale twórcy stwierdzili, że lepiej ograniczyć się do rozmów telefonicznych lub krótkiej wymiany zdań na mieście.
Samson - edycja budżetowa
Samson oferuje kampanię składającą się z 14 głównych misji. W trakcie tychże na ekranie pojawia się znikoma liczba NPC-ów, wszak kierowana przez nas postać z większością komunikuje się przez telefon. To kolejny dowód na to, że twórcy nie dysponowali wielkim budżetem. A może raczej inaczej. Może i dysponowali, lecz nietrudno zauważyć, co kosztowało najwięcej - Samson, pod względem oprawy wizualnej, to ewidentnie inna jakość. Gra prezentuje się naprawdę dobrze. W mieście panuje świetny klimat, który może budzić skojarzenia z ponurą atmosferą zaserwowaną nam przez Rockstar Games w… Grand Theft Auto IV. Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że to właśnie autorzy recenzowanej produkcji powinni odpowiadać za remake przygód Nico Bellica. Przynajmniej jeśli chodzi o grafikę.
Po takiej grze, jak Samson, można oczekiwać różnorodnych misji. W praktyce jednak okazuje się, że dzień w dzień robimy dokładnie to samo. Zmieniają się tylko samochody, ludzie i miejsca. Ale za każdym razem albo bierzemy udział w pościgach, albo w wyścigach, albo uciekamy przed policją. Dodatkowo musimy kogoś śledzić, czasem spuścić innym łomot. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że cała rozgrywka opiera się na walce wręcz lub jeżdżeniu autem. Nie ma tu mowy o strzelaniu z broni palnej. Same misje są wyjątkowo nieciekawe i ewidentnie znalazły się tu po to, by wydłużyć - a i tak dość krótki (do napisów końcowych dotarłem w 9 godzin) czas rozgrywki.
Tyle tylko, że jest też druga strona medalu, która pokazuje, że autorzy ze studia Liquid Swords mają ciekawe pomysły. Każdy dzień w grze Samson podzielony jest na części: popołudnie, wieczór i noc. I każdego dnia dysponujemy określoną liczbą punktów akcji. A jedna misja wykorzystuje na przykład dwie. Wiemy doskonale, ile pieniędzy zdołamy zarobić, realizując takie zadanie. Musimy zatem kalkulować, co się nam najbardziej opłaca. Początkowo myślimy wyłącznie o długu bohatera, ale niedługo później tylko o tym, by wykonać tych pobocznych (a jednak głównych) misji w otwartym świecie (nie jest on zbyt wielki) jak najmniej, co pozwoli nam na odblokowanie kolejnych rozdziałów fabularnych po prostu szybciej.
GramTV przedstawia:
Rodzi się jednak zasadnicze pytanie - a co jeśli przestaniemy płacić? Za pierwszym razem otrzymamy ostrzeżenie, za drugim - również. Oczywiście nie tylko takie w teorii, bo przed blokiem, nieopodal auta będą czekać na nas smutni panowie w garniturach. A potem już przy drzwiach wejściowych do mieszkania. Kiedy jednak wykorzystamy dwie szanse i nadal nie uiścimy części długi, konieczne będzie powtórzenie ostatniego dnia w taki sposób, aby jednak zarobić odpowiednią sumę (już wraz z niewielkimi odsetkami). Nie ukrywam, że takie postawienie sprawy przypadło mi do gustu. Mam nadzieję, że ktoś wykorzysta to w bardziej zróżnicowanej i bardziej dopracowanej grze niż Samson.
Wydawać by się mogło, że skoro w Samsonie mechanik rozgrywki jest jak na lekarstwo, to są one maksymalnie dopracowane. Niestety. Sam model jazdy początkowo sprawia wrażenie przyjemnego, o ile jedziemy wolno (na przykład taksówką, bo pieniądze możemy także zarabiać, wożąc pasażerów po mieście), lecz gdy przyspieszamy w trakcie ucieczki przed policją czy też podczas wyścigów, nie mamy pełnej kontroli nad samochodem. A może i mamy, lecz wrażenie jest zupełnie inne, bo ciężko tu wejść płynnie w zakręt. Czasem nasze cztery kółka jadą po prostu swoje, nie reagując na to, co wciskamy na padzie.
Początkowo dysponujemy jedynie własnym, przypisanym nam pojazdem, który stoi na parkingu przed domem, ale w razie potrzeby możemy go - niczym konia w Wiedźminie 3 - wezwać jednym przyciskiem. Zdaje się, że podobne rozwiązanie znalazło się także w trzeciej Mafii. Z czasem możemy ukraść jakieś auto zaparkowane przy drodze, ale nie ma możliwości - jak w GTA - kradzieży pojazdów w trakcie jazdy poprzez wyrzucanie z nich kierowców (w drugą stronę to działa - gangusy mogą “wyprosić” nas zza kierownicy). Co do samej maszyny należy odnotować, że w Samsonie zaimplementowano opcję ulepszania i modyfikowania pojazdu. Wymaga to jednak ogromnego grindu, bo zamiast spłacać dług moglibyśmy ulepszać furę, wykonując wspomniane już, delikatnie rzecz ujmując, niezbyt angażuję zadania. Już samo naprawianie auta potrafi nadszarpnąć budżet, o ile nie chcemy spędzić z grą więcej czasu niż to absolutnie konieczne.
Pozostaje jeszcze kwestia walki wręcz, bo w recenzowanym tytule spędzamy na eliminowaniu wrogów pięściami naprawdę sporo czasu. Tym bardziej, że w Samsonie niekiedy konfrontujemy się jedynie z kilkoma przeciwnikami, ale nie brakuje tu momentów, w których gra aktywuje zadania wymagające pozbycia się kilkunastu wrogów ciągiem. I w tym aspekcie także całość traci przy bliższym poznaniu, bo pierwsza czy druga tego typu misja nie jest taka zła, ale kiedy po raz kolejny musimy po prostu atakować, parować i unikać ciosów, zwyczajnie odechciewa się to robić. Zwłaszcza, że sztuczna inteligencja oponentów pozostawia wiele do życzenia. Czasem gra ma problem z wczytywaniem kolejnych modeli przy falach wrogów. Niemilcy potrafią gubić ścieżkę, zacinać się na obiektach otoczenia i zasadniczo zachowywać po prostu głupio.
Samson - jak działa na konsoli?
W testowanej przeze mnie wersji na Xbox Series X Samson przez większość czasu działał bez zarzutu (sprawdzałem głównie tryb wydajności, choć dostępny jest także tryb jakości). Niekiedy dochodziło jednak do zauważalnego spadku płynności animacji w losowych momentach, a więc zarówno podczas jazdy po mieście, jak i w trakcie walki z przeciwnikami. Raz, z niewiadomych przyczyn, gra po prostu się wyłączyła. Samson miewał problemy z generowaniem ruchu ulicznego, bo - już mniejsza o armię klonów na ulicach - znajdujące się obok siebie samochody dziwnie podskakiwały.
Czy warto zagrać w Samson?
Samson powstał tak w zasadzie nie wiadomo po co. To gra, która ma ciekawe w założeniach rozwiązania, jak system długu i punkty akcji do wykorzystania w ciągu dnia. Podobać się może także sam klimat miasta i jakość oprawy wizualnej, choć warto pamiętać, że po metropolii nieustannie poruszają się głównie te same pojazdy, co nie robi dobrego wrażenia. Ale sama gra jest wyjątkowo płytka pod względem fabularnym. Misje są krótkie i powtarzalne, a obecny grind sprawia, że ma się ochotę odejść od ekranu już po kilkudziesięciu minutach rozgrywki, gdy ogarniemy, o co w tym wszystkim chodzi. Model jazdy także wymaga poprawek, tak samo jak system walki wręcz. Można to podsumować krótko - Samson potrzebowałby… remake’u, w którym naprawiono by wszystkie bolączki tytułu i odpowiednio go rozbudowano, bo w takiej formie gra studia Liquid Swords jest po prostu nie do przyjęcia.
4,0
Nie róbcie sobie tego, nie grajcie w Samson
Plusy
system długu ciekawie wygląda na papierze
tak samo jak punkty akcji do wykorzystania w ciągu dnia
gra zasadniczo wymaga kombinowania, jakie misje warto robić, a które lepiej odpuścić
oprawa wizualna może się podobać - Samson ma ciekawy, ponury klimat
Minusy
mało ciekawe, powtarzalne misje
kiepsko zrealizowane zadania fabularne
niektóre etapy kończą się w momencie, gdy powinny się na dobre zacząć
kiepski model jazdy
walka wręcz pozostawia wiele do życzenia
przewidywalna, niezbyt interesująca fabuła z przewidywalnym (choć nie do końca) zakończeniem
kiepsko napisane i kiepsko zagrane dialogi z nieciekawymi bohaterami
W gram.pl od 2008 roku, w giereczkowie od 2002. Redaktor, recenzent. Podobno dużo gra w Soulsy, choć sam twierdzi, że to nieprawda. To znaczy gra, ale nie aż tak dużo.
Nie ma jeszcze żadnych komentarzy. Napisz komentarz jako pierwszy!