Godzilla Minus One – recenzja filmu. Totalna destrukcja w atomowym stylu

Radosław Krajewski
2023/12/02 19:00
4
1

Nowa japońska Godzilla zadebiutowała na ekranach kin. Oceniamy, czy to lepsza produkcja od ostatnich amerykańskich prób z Królem Potworów.

Godzilla w służbie historii

Premiera każdego kolejnego japońskiego filmu o Godzilli jest nie tylko wielkim świętem w tym kraju, ale również wśród fanów Króla Potworów. Chociaż w ostatnich latach Amerykanie przejęli potężnego, atomowego kaiju, to nikt tak dobrze nie rozumie tej jaszczuropodobnej bestii, jak właśnie Japończycy. W MonsterVerse doczekaliśmy się już trzech filmów, w których Godzilla była głównym bohaterem, ale dopiero, gdy dzieliła czas ekranowy wraz z Kongiem, film wyszedł zaskakująco dobrze. Tego problemu nie mają japońscy twórcy, którzy w 2016 roku wypuścili świetną Godzillę Resurgence, a teraz do kin, po siedmiu latach trafiła kolejna produkcja o Królu Potworów, tym razem w reżyserii Takashiego Yamazakiego. Godzilla Minus One powraca do korzeni serii, prezentując znajome oblicze wielkiej bestii, ale z nowymi kontekstami, osadzając całą historię tuż po II wojnie światowej. To zdecydowanie jeden z najlepszych filmów o Godzilli, jaki kiedykolwiek powstała.

Godzilla w służbie historii, Godzilla Minus One – recenzja filmu. Totalna destrukcja w atomowym stylu

Zbliża się koniec wojny, w której Japończycy ponieśli sromotną porażkę. Szkolony na kamikaze pilot Koichi Shikishima (Ryûnosuke Kamiki) udaje się na niewielką wyspę, gdzie stacjonują mechanicy, których zadaniem jest naprawa zepsutych samolotów. Lider zespołu Tachibana (Munetaka Aoki) oskarża młodego Koichiego o tchórzostwo, jako że jego pojazd jest całkowicie sprawny. Konflikt między mężczyznami zostaje przerwany przez nagłe pojawienie się wielkiego stwora, który zabija większość znajdujących na wyspie osób. Shikishimie udaje się uciec i wrócić do rodzimego Tokio, które zostało zniszczone przez amerykańskie naloty bombowe. Na miejscu dowiaduje się, że jego siostra straciła swoje dzieci, a ich rodzice nie żyją. Niedługo później chłopak spotyka na swej drodze młodą Noriko Oishi (Minami Hamabe), opiekującą się małą dziewczynką Akiko (Sae Nagatani). Dziewczyna wprasza się do domu Koichiego, w którym zostaje na dłużej. Kilka lat później para żyje w nieformalnej relacji, pomagając sobie w odbudowaniu życia po wojnie. Chociaż cała Japonia pogrążona jest w kryzysie, będąc pod wpływem amerykańskiego rządu, ich kraj nawiedza bestia zwana przez niektórych Godzillą. Koichi będzie miał kolejną okazję, aby wypełnić swoje przeznaczenie i nawet za cenę życia pokonać straszliwego potwora i dokonać zemsty za swoich bliskich.

Godzilla Minus One najbliżej do pierwszej, klasycznej odsłony serii z 1954 roku, ale pod każdym względem ulepszonej i dostosowanej do współczesnych standardów. Oprócz tytułowego potwora, który sieje pożogę i zniszczenia wszędzie tam, gdzie tylko się pojawi, otrzymujemy również wciągający wątek młodego żołnierza, za pomocą którego Japończycy ponownie rozliczają się ze swoją trudną, wojenną przeszłością. Historia Koichiego jest o tyle ciekawa, że nawet bez większego kontekstu można zrozumieć, jak wielką hańbą, nie tylko dla młodego mężczyzny, ale również dla jego rodziny, jest przetrwanie wojny, pomimo zostania pilotem kamikadze. Japońska armia celowo szkoliła pilotów, aby poświęcali swoje życie w imieniu całego kraju, zabijając przy tym jak najwięcej przeciwników. Dla wielu główny bohater filmu jest zwykłym tchórzem, który doprowadził do śmierci ich najbliższych, a on sam odczuwa gniew i rozczarowanie, chociaż wcześniej zwyciężyła u niego naturalna chęć życia.

Jest to mroczny rozdział historii Japonii, który rzadko jest podejmowany przez filmowców. Cieszy więc, że Godzilla Minus One dodaje ten kontekst, mogąc przedstawić nieco inne spojrzenie na II wojnę światową toczoną na Pacyfiku, jak i samego Króla Potworów, który okazuje się metaforą powojennych traum, monstrualnym wręcz zespołem stresu pourazowego. To już nie tylko strach przed samym atomem i bombami zdolnymi zniszczyć całe miasta, ale wojny jako takiej, ze wszystkimi jej skutkami i przykrymi doświadczeniami, które naznaczają kolejne pokolenia. Na pozór ta prosta historia o walce z gigantyczną bestią skrywa więc większą opowieść, która odpowiednio rezonuje z tym, czym pierwotnie miała być Godzilla, zanim stała się jedną z wielu maskotek popkultury zawłaszczonych i przetworzonych przez Hollywood.

Król Japonii

Nie brakuje więc długich momentów, w których Króla Potworów nie ma na ekranie. To zupełnie inny rodzaj filmu od amerykańskich produkcji o Godzilli, które bardziej celowały w kino katastroficzne, niż czysto dramatyczne. W Godzilla Minus One poznajemy więc ciekawych bohaterów, których łatwo zrozumieć i im kibicować, nie tylko w walce z uwielbianym, choć dewastującym wszystko potworem, co w walce o przetrwanie. A nie jest to łatwe zadanie, gdy bestia bez żadnego wyraźnego powodu atakuje całą Japonię, ochoczo korzystając ze swojego straszliwego atomowego oddechu. To wielki sukces produkcji Takashiego Yamazakiego, w której Król Potworów nie wydaje się przesadzony, jak ma to miejsce w amerykańskich pozycjach, dysponując jedynie swoją atomową potęgą, którą prezentuje w wielu momentach filmu. Ciekawym zabiegiem jest również wprowadzenie u Godzilli możliwości autoregeneracji, która pozwala na odważniejsze próby zgładzenia potwora przez ludzkich bohaterów.

Król Japonii, Godzilla Minus One – recenzja filmu. Totalna destrukcja w atomowym stylu

GramTV przedstawia:

Oglądając Godzillę Minus One ciężko uwierzyć, że to film kosztujący zaledwie 15 mln dolarów. Za taką kwotę w Hollywood nie udałoby się nakręcić nawet 20 minut metrażu z wielkim potworem, a co dopiero niemal dwugodzinną produkcję, która wygląda bardzo dobrze. Ciężko powiedzieć choć jedno złe słowo o efektach specjalnych, które miejscami nawet zapierając dech w piersi (atomowy oddech Godzilli oddaje na dużym ekranie), a sceny akcji są dynamiczne i widowiskowe. Film wygląda i brzmi jak wysokobudżetowa amerykańska produkcja, co w tym przypadku jest zaletą. Widać, że Yamazaki nie stworzył filmu jedynie dla swojej rodzimej publiczności, ale również jako towar eksportowy.

Chociaż to Godzilla jest najważniejszą postacią swojego filmu, to bardzo dobrze wypadli też ludzcy bohaterowie. Ryûnosuke Kamiki potrafi ukazać wątpliwości targającego jego bohatera, który nie potrafi poradzić sobie z trudną przeszłością. Z kolei Minami Hamabe nadaje wielu scenom potrzebnego uroku. Nie mogę również nie wspomnieć o zaledwie kilkuletniej Sae Nagatani, która wcielił się w Akiko. Wolę nawet nie myśleć, ile dubli było potrzebnych w niektórych scenach, ale mała aktorka, jak na dziecięcą postać, wypadła niezwykle przekonująco.

Godzilla Minus One jest miłym orzeźwieniem po mniej lub bardziej udanych ostatnich amerykańskich próbach wykorzystania Króla Potworów. Japończycy najlepiej rozumieją postać Godzilli, potrafiąc nadać jej potrzebnego znaczenia, aby nawet bez wdrażania się w meandry genezy wielkiej bestii, śledzić losy bohaterów z zapartym tchem. Takashi Yamazaki stworzył blockbuster z prawdziwego zdarzenia, który może stanowić za wzór dla innych twórców, jak tworzyć widowiskowe, ale przy tym bardzo przyziemne kino, opowiadające konkretną, ale wielowarstwową historię. Godzilla Minus One zachwyca, stając się jedną z najlepszych produkcji o Królu Potworów w historii.

8,0
Godzilla Minus One ma wszystko to, co powinien mieć film o Królu Potworów.
Plusy
  • Świetna, trzymająca w napięciu historia
  • Osadzenie filmu po II wojnie światowej było strzałem w dziesiątkę
  • Niezwykle ciekawy wątek głównego bohatera
  • Godzilla jest fenomenalna…
  • …a przy tym nie jest przerośnięta i niepotrzebnie przesadzona
  • Doskonałe efekty specjalne
  • Trzymające wysoki poziom aktorstwo
  • To japoński blockbuster, który zawstydza amerykańskie produkcje
Minusy
  • Jest kilka nudniejszych fragmentów w połowie
  • Nieco za dużo patosu pod koniec
Komentarze
4
wolff01
Gramowicz
03/12/2023 12:23
Myszasty napisał:

Bo nie musieli wydać jego wielokrotności, by opłacić absurdalne gaże holyuckich gwiazd i gwiazdeczek. :)

dariuszp napisał:

Ja jestem pod wrażeniem tego że budżet filmu to zaledwie 15 milionów dolarów.

Tak to jest po prostu żałosne jakie koszty produkcji (i koszty marketingu które nierzadko zwiększają je o +100%) mają obecne Hollywoodzkie gnioty, z Disneyem na czele (zwykle oscylują wokół 200-300 mln). Wyliczanki ile np. Disney stracił na swoim szambie robią wrażenie (np. https://www.forbes.com/sites/carolinereid/2023/08/04/the-four-flops-of-2023-that-cost-disney-1-billion/ - i to stan na sierpień, a teraz doszły jeszcze Wish, The Marvels, parę innych gniotów i starty na subskrybentach Disney+ xD, jeśli dobrze kojarze to obecnie jakieś 1.7 biliona)

Myszasty
Redaktor Naczelny
03/12/2023 11:49
dariuszp napisał:

Ja jestem pod wrażeniem tego że budżet filmu to zaledwie 15 milionów dolarów.

Bo nie musieli wydać jego wielokrotności, by opłacić absurdalne gaże holyuckich gwiazd i gwiazdeczek. :)

dariuszp
Gramowicz
02/12/2023 22:51

Ok tam rozumieją. Tych filmów jest ponad 30 i wiele z nich jest kiepskich. Dlatego co jakiś czas robią reset. I podoba mi się że czasem robią eksperymenty jak np. z Shin Godzilla.

Ja jestem pod wrażeniem tego że budżet filmu to zaledwie 15 milionów dolarów.




Trwa Wczytywanie