Recenzja

O jedną kadencję za późno? Recenzja gry Saints Row IV: Re-Elected (Switch)

Adam "Harpen" Berlik, 26.03.2020 12:10 0

Podziwiać można rozgrywkę, ale na pewno nie grafikę...

Pod względem oprawy wizualnej Saints Row IV: Re-Elected pozostawia wiele do życzenia. Mimo kiepskiej grafiki to wciąż bardzo miodna gra, w którą warto zagrać na Switchu nawet dziś, niemal siedem lat po premierze na PC, Xbox 360 i PlayStation 3 (w 2015 roku produkcja zadebiutowała także na Xbox One i PlayStation 4). Decydując się na zakup warto pamiętać, że w pakiecie znajdziemy nie tylko „podstawkę”, ale i wszystkie oficjalne rozszerzenia, w tym fabularne Saints Row: Gat out of Hell.

Saints Row IV pierwotnie ukazało się w sierpniu 2013 roku i jak na tamte czasy prezentowało się może nie rewelacyjnie, ale przyzwoicie. Oczywiście nie tak samo dobrze, jak wydane miesiąc później Grand Theft Auto V, ale mimo wszystko ciężko było wpisać grafikę do tabelki z minusami. Z edycją “na pstryczka” jest zupełnie inaczej, bo na hybrydowej konsoli firmy Nintendo recenzowana produkcja wygląda po prostu słabo. Autorzy opisywanego remastera musieli pójść na sporo kompromisów w kwestii oprawy wizualnej. Przez to Saints Row IV: Re-Elected znacznie bliżej do wersji na PlayStation 3 i Xboksa 360 niż edycji na PlayStation 4 i Xbox One.

Chcąc jednak bawić się znacznie lepiej warto uruchomić Saints Row IV: Re-Elected w trybie mobilnym, gdzie ze względu na mniejszy wyświetlacz mamy większe zagęszczenie pikseli, więc oprawa wizualna nie prezentuje się aż tak źle. Tego samego nie można powiedzieć o edycji stacjonarnej. Odpalcie grę na większym telewizorze, by przekonać się, o czym piszę - Saints Row IV: Re-Elected lepiej zabrać ze sobą w podróż (oczywiście nie teraz! #zostanwdomu), do ogrodu, do łóżka lub gdziekolwiek indziej zamiast garbić się przy biurku czy też siedzieć na kanapie przed wielkim ekranem.

Co prawda Saints Row IV: Re-Elected postarzało się graficznie, ale sama rozgrywka nadal sprawia ogromną frajdę. To naprawdę świetnie zaprojektowana gra, która – wbrew temu, co sugeruje wielu – wcale nie jest klonem Grand Theft Auto. Owszem, znajdziemy tu wiele elementów z serii Rockstara, ale Volition podchodzi do tematu na znacznie większym luzie, oferując chociażby super moce. Kiedy biegłem sprintem przez miasto mijając kolejne auta przypomniałem sobie internetowy dowcip: zamiast wody zalałem kawę redbullem i jadąc autostradą gdzieś na piętnastym kilometrze przypomniałem sobie, że zapomniałem samochodu…

https://www.youtube.com/watch?v=Oz0Q9-fG9Wk

Poza tym jest tu wiele momentów, podczas których trudno nie uśmiechnąć się pod nosem, nie wspominając już o pokazywaniu humorystycznych scen innym domownikom. Wspinanie się po wielkiej rakiecie jądrowej, kiedy w tle leci I Don’t Wanna Close My Eyes zespołu Aerosmith, czy też pilotowanie statku kosmicznego i strzelanie do najeźdźców przy wydobywającym się z głośników What is Love Haddawaya to istny majstersztyk. Aha, wspomniałem, że wcześniej nasza bohaterka lub bohater biega po stacji kosmicznej nago? No dobra, nie do końca, bo w chuście i okularach przeciwsłonecznych…

Saints Row IV: Re-Elected nie posiada systemu wspomagania celowania, przez co strzelanie za pomocą joy-conów, czy to w trybie stacjonarnym, czy też przenośnym, praktycznie uniemożliwia skończenie gry na najwyższym poziomie trudności, zmuszając odbiorcę do wybrania któregoś z niższych pułapów. Sterowanie prawą gałką odpowiedzialną za ruch kamery jest nieprecyzyjne, co sprawia, że wielokrotnie nie strzelamy w kierunku przeciwników, ale w powietrze, jednocześnie mocno obrywając. Z podobnym problemem spotkałem się w Dark Souls: Remastered „na pstryczku”, gdzie najzwyczajniej w świecie nie radziłem sobie z trudniejszymi bossami w kolejnych przejściach New Game Plus. Czy to czas na zakup Pro Controllera?

Trudno powiedzieć, że konwersja Saints Row IV: Re-Elected na Switcha jest idealna. Choć autorzy starali się zrobić wszystko, by gra działała jak najlepiej, co widać w ubytkach graficznych, to i tak momentami zdarza się jej „chrupnąć”. Dzieje się tak wtedy, gdy na ekranie pojawia się zbyt duża liczba przeciwników, których pokonujemy za pomocą palnej, albo też w chwilach, kiedy przeprowadzamy masową destrukcję otoczenia, na przykład wysadzając w powietrze samochody.

Saints Row IV: Re-Elected i tak polecam, o ile – rzecz jasna – przymkniecie oko na fakt, że gra „nie wyrabia” już technologicznie i przydałby się jej raczej remake z prawdziwego zdarzenia, a nie zaledwie remaster. Wszystko inne działa jednak bez zarzutu. Misje są różnorodne, arsenał niezwykle bogaty, a dodatkowe umiejętności, które odblokowujemy w kolejnych etapach rozgrywki skutecznie urozmaicają przebieg kampanii, oferując mnóstwo frajdy niezależnie od tego, czy akurat po prostu jedziemy przez miasto, strzelamy do przeciwników, wspinamy się po ogromnym wieżowcu, czy też wykonujemy akrobacje uliczne, by zdobyć jak najwięcej punktów. No i ten humor… Wszędobylski, czasem trochę przesadzony, ale rzadko – zwykle trafiające w sedno żarty także skutecznie zatrzymują przed ekranem.

Saints Row IV: Re-Elected

  • zawiera podstawową wersję Saints Row IV i wszystkie oficjalne dodatki
  • pomimo upływu lat to wciąż kawał świetnej gry
  • kiepska oprawa graficzna (przede wszystkim w trybie stacjonarnym)
  • okazjonalne spowolnienia podczas bardziej wymagających scen
  • przydałoby się wspomaganie celowania, bo sterowanie na joy-conach nie jest precyzyjne
Tej grze przydałby się remake, a nie remaster 6.0
najnowsze