Recenzja - PC

Przygoda na małą skalę - recenzja Away: Journey to the Unexpected

Jakub Zagalski, 11 marca 2019 10:00 0

Away: Journey to the Unexpected niektórymi elementami wbija w fotel. W innych widać, że to dzieło niewielkiego studia z ograniczonymi możliwościami.

Do Away: Journey to the Unexpected podszedłem zupełnie na świeżo, nie mając pojęcia, czego się spodziewać. Gdy przejąłem stery nad młodym bohaterem, który wyrusza w świat uzbrojony w patyk i widok FPP, od razu pomyślałem o klonie Minecrafta. Ale to tylko pozory, bo nie ma tu ani sześcianów, ani craftingu, ani nieograniczonych możliwości w kreowaniu własnej przygody. Jest za to rozgrywka charakterystyczna dla rogue-lite, losowo generowane lochy i bardzo ciekawy system tworzenia drużyny w oparciu o "rozmowy rekrutacyjne".

Zabawa w Away: Journey to the Unexpected zaczyna się w rodzinnym domu głównego bohatera. Chłopak przebywa pod opieką dziadków (nieobecność rodziców jest wpisana w fabułę) i pewnego dnia dowiaduje się o dziwnym zdarzeniu w piwnicy. Okazuje się, że ktoś lub coś wywaliło dziurę w ścianie, za którą czyha wiele niebezpieczeństw. Aby się z nimi uporać, gadający pies wręcza nam śmiercionośny patyk. Tzn. zwykły kawałek drewna, który jest zaskakująco skuteczny w bezpośredniej walce z dziwnymi stworami.

Trzy serca (działają podobnie jak w The Legend of Zelda) i jeden patyk – tyle mamy ze sobą po wyjściu z domu. Z takim wyposażeniem nie ma co marzyć o eksplorowaniu pobliskich lochów. Na szczęście w tytułowej wyprawie ku nieoczekiwanemu może nam towarzyszyć i aktywnie pomagać kilku dziwacznych jegomościów.

W pierwszej leśnej lokacji natkniemy się na trzech dziwacznych NPC-ów, m.in. gadające drzewo i zmutowanego pracownika fabryki, których można zamienić w grywalne postacie. Aby namówić ich do wspólnej podróży, trzeba spełnić dwa warunki. Po pierwsze, potrzebna jest specjalna kostka (do znalezienia w okolicy), która daje napotkanej postaci miejsce w drużynie. Gdy spełnimy pierwszy warunek, rozpoczyna się rozmowa.

Rekrutowanie postaci odbywa się poprzez słuchanie ich wypowiedzi, napisanych z dużą dawką często niepoprawnego humoru. Jeżeli rozmówcy spodobają się nasze odpowiedzi (do wyboru kilka wariantów), w lewym-górnym rogu ekranu pojawia się ikonka z jego licem.

Między postaciami przełączamy się w dowolnym momencie za pomocą klawiszy numerycznych (grałem na PC). Po to, by skorzystać z ich wyjątkowych ataków. Ograniczenia drewnianej broni głównego bohatera szybko dają się we znaki, i wtedy z pomocą przychodzi dziad strzelający z dystansu czy lód na patyku zamrażający wrogów.

Takich pomocników jest w całej grze ośmiu. I choć nie trzeba korzystać z mocy każdego z nich, to zrekrutowanie wszystkich jest konieczne do walki z ostatnim bossem. Za każde zwerbowanie dostajemy bowiem gwiazdkę, które odblokowują kolejne lokacje (cztery światy) lub pokoje w domu dziadków.

Pierwsze dwie lokacje składają się z otwartej przestrzeni (niezbyt dużej), trzech losowo generowanych jaskiń i lochu z bossem. Aby się do niego dostać, trzeba we wspomnianych jaskiniach przełączyć trzy wajchy. W dwóch kolejnych krainach jest podobnie, z tą różnicą, że przełączników nie trzeba szukać w podziemiach.

Każdy świat ma odmienną scenerię, przyjaciół do zwerbowania i przeciwników do ubicia. Wszędzie chodzi jednak o to samo. Away: Journey to the Unexpected to rogue-lite, w którym każdy zgon oznacza powrót do punktu wyjścia, ale bez straty gwiazdek odblokowujących przejścia. Kręcimy się więc po lokacjach, zbieramy "monety", werbujemy pomocników, by rzucić wyzwanie kolejnemu bossowi. Walka patykiem bardzo szybko się nudzi, dlatego dodanie ośmiu umiejętności innych postaci było bardzo dobrym pomysłem. Trzeba jednak uważać na pasek energii, który uszczupla się przy każdym otrzymanym obrażeniu, jak i wtedy, gdy zadajemy cios. Dotyczy to wyłącznie pomocników, gdyż główny bohater ma standardowe trzy serduszka życia, a kijkiem może machać do woli.

Po każdej śmierci gra zlicza zdobyte punkty doświadczenia i obdarowuje nas ulepszeniami. Nie należy się jednak spodziewać rozbudowanych drzewek umiejętności itp. Away: Journey to the Unexpected to prosta gra stworzona przez niewielki zespół (więcej osób zajmowało się muzyką niż właściwym kodem), która po 5-6 godzinach nie ma przed graczem praktycznie żadnych tajemnic.

Losowo generowane jaskinie brzmią fajnie, ale zmiany są kosmetyczne i naprawdę nie ma sensu, by do nich wracać. Nie oznacza to jednak, że Away: Journey to the Unexpected nie jest warta uwagi. Od pierwszego kontaktu można się w tej grze zakochać, oglądając intro stylizowane na żywcem wyjęte z jakiegoś anime. W samej grze mamy trójwymiarowy świat (silnik Unity), który zamieszkują pięknie narysowane dwuwymiarowe postacie. Bardzo mocną stroną Away… jest humor. Widać, że twórcy świetnie się bawili przy wymyślaniu otoczki fabularnej, dialogów i osobowości poszczególnych istot.

Zauroczenie oprawą audio-wizualną i humorystycznym stylem nie sprawia jednak, że można Away: Journey to the Unexpected wybaczyć wszystkie wady. A przynajmniej nie na dłuższą metę, bo jak wspomniałem - po maksymalnie dwóch kilkugodzinnych posiedzeniach zabawa traci blask. Należy jednak pamiętać, że to dzieło małego zespołu developerskiego sprzedawane za ok. 60 zł (Steam, konsole). Pełne miłości, fantazji i uroku.

AWAY: Journey to the Unexpected PC

  • Styl graficzny
  • humor
  • werbowanie pomocników
  • premierowa cena
  • Krótka
  • powtarzalna
  • uboga w zawartość
Urocza, zabawna gra na dwa wieczory 6.0
Przepiękne widoki, dziwna historia - recenzja Trüberbrook
Dobranocka dla dorosłych - recenzja Love, Death & Robots
Opinia: Steam chce coś zrobić z recenzjami użytkowników. Najlepiej niech je usunie
Rape Day to papierek lakmusowy stanu debaty o granicach w grach wideo
najnowsze