InformacjeRecenzja - konsole

Pamiętniki z wakacji - recenzja Go Vacation

... Jakub Zagalski

Wyspa Kawawii znowu zaprasza wszystkich sportowych zapaleńców. A także psiarzy, fotografów i dekoratorów wnętrz. Serio.

Jako posiadacz Switcha już dawno przywykłem do grania w remastery z Wii U. Go Vacation to kolejna gra z przeszłości, ale tym razem cofamy się aż o siedem lat do epoki pierwszego Wii. Trudno mi w to uwierzyć, ale premiera oryginału, który miałem okazję recenzować dla innego portalu, faktycznie miała miejsce w 2011 roku. Czy po tylu latach warto było odświeżać zbiór sportowych minigier od Bandai Namco?

Jeżeli słyszycie hasło "zbiór sportowych minigier" w kontekście konsoli Nintendo, z pewnością macie przed oczyma Wii Sports czy Wii Sports Resort. Bandai Namco wykorzystało wiele pomysłów z tych szlagierów, jednak Go Vacation nie jest zwykłym klonem, jakich pojawiło się mnóstwo na przestrzeni lat.

Podstawowym wyróżnikiem Go Vacation jest ponad pięćdziesiąt dyscyplin i aktywności sportowych. Mamy więc rozmaite wyścigi (konne, skuterów wodnych, quadów, narciarskie), gry zespołowe i sporo egzotycznych zajęć w stylu paralotniarstwa czy skoku ze spadochronem i łapaniu w powietrzu różnych figur. Na Switchu doszło również wędkarstwo górskie i morskie, pozwalające złowić ponad 30 różnych gatunków ryb.

Ponad pół setki różnych sportów robi wrażenie, jednak od razu zaznaczam, że Bandai Namco postawiło na ilość, a nie na jakość. Mnóstwo dyscyplin to po prostu ten sam mechanizm ubrany w inną skórkę, więc uczucie deja vu towarzyszy nam bardzo często. Z drugiej strony cieszy fakt, że twórcy nie ograniczyli się do np. jednego rodzaju wyścigów, bo dodanie innego klimatu czy pojazdu to po prostu fajne urozmaicenie.

Ta różnorodność to z resztą główna zaleta Go Vacation, które wysyła gracza na wyspę Kawawii podzieloną na cztery odmienne sektory. Zaczynamy od rajskiej plaży (Marine), gdzie możemy wędkować, pływać skuterem wodnym, grać w siatkówkę itp., ale "za rogiem" czeka nas masa innych atrakcji w resortach oznaczonych wymownymi nazwami City, Snow i Mountain. Poruszanie się po Kawawii jest niemal nieograniczone i przypomina rozgrywkę typową dla sandboksów. Wszędzie kręcą się NPC-e (niestety niezbyt interaktywni), zwierzęta do sfotografowania i skrzynie ze skarbami do odnalezienia, a przede wszystkim miejsca rozgrywania kolejnych dyscyplin.

Sportowe minigry to paradoksalnie tylko jeden z elementów Go Vacation, które angażuje gracza w szereg pobocznych aktywności. Oprócz wyżej wymienionych można urządzać swój dom, zdobywać kolejne meble, ciuchy do modyfikowania awatara (jest też opcja wykorzystania Mii), zajmować się pieskiem. Krótko mówiąc, nie samym sportem żyje człowiek na Kawawii Island.

Myśląc o zakupie Go Vacation trzeba więc pamiętać, że bliżej tej grze do uproszczonego symulatora życia bazującego na sportowych minigrach niż do klona Wii Sports. Odkrywając sekrety Kawawii Island można spędzić naprawdę dużo czasu, co dla wielu odbiorców będzie ogromną zaletą. A co, jeśli chcemy się skupić na samych dyscyplinach?

W tym temacie Go Vacation nie wprowadza żadnych rewolucji i zgodnie z gatunkowym standardem rozgrywka sprowadza się do operowania jednym, góra dwoma przyciskami i wychyleniami kontrolera. Mam na myśli domyślne sterowanie, bowiem przed każdą grą można pozmieniać opcje, wyłączając np. automatyczne poruszanie się awatara po boisku (vide siatkówka plażowa). Rozgrywka jest prosta i w większości przypadków intuicyjna, dzięki czemu do zabawy można zaprosić osobę w każdym wieku i bez jakiegokolwiek doświadczenia z grami. Nauka wciskania jednego przycisku i wychylania joy-cona nie zajmuje zbyt wiele czasu.

W ponad 50 dyscyplinach każdy na pewno znajdzie coś dla siebie. Minusem jest wspomniana powtarzalność schematu (w wiele sportów gra się po prostu tak samo), ale nawet zawężając listę ulubionych zajęć do 10-15, to i tak otrzymujemy całkiem przyzwoity wynik. Pamiętając, że ganianie za piłką czy w kierunku mety to tylko część zabawy oferowanej przez Go Vacation. Grać można oczywiście solo, jednak największą frajdę sprawia rywalizacja lub kooperacja 2-4 graczy na jednej konsoli (różne konfiguracje padów) lub lokalnie z innym posiadaczem Switcha.

Na koniec pozostaje pytanie, jak bardzo zestarzało się Go Vacation pod względem technicznym? Siedem lat to dla gry wideo mnóstwo czasu (szczególnie, że mówimy o przeskoczeniu dwóch generacji konsol) i żaden posiadacz Switcha nie da się nabrać, że to zupełnie nowa produkcja. Porównując to wydanie z oryginałem z Wii nie zmieniło się praktycznie nic poza zwiększeniem rozdzielczości. Tekstury są ostrzejsze i wyraźniejsze, jednak w dalszym ciągu przykrywają bardzo proste modele postaci i elementy otoczenia. Na dodatek nie udało się pozbyć ząbkowanych krawędzi, przez co Go Vacation wygląda na Switchu bardzo archaicznie. Do tego dochodzi zupełnie nijaka (a momentami wręcz nieobecna) ścieżka dźwiękowa, którą można komuś puszczać za karę.

Mimo wspomnianych wad, uproszczeń i powtarzalności, warto rozważyć zakup Go Vacation, gdy potrzebujemy gry dla każdego. Wiele dyscyplin sprawia masę frajdy i wierzę, że na liście dostępnych sportów i aktywności każdy znajdzie przynajmniej kilkunastu faworytów. Do tego dochodzi cała otoczka sandboksowa nastawiona na symulator życia, więc kiedy przeje nam się śrubowanie wyników i rywalizacja ze znajomymi, to i tak nie będzie czasu na nudę.

WiiGo Vacation

  • Z ponad 50 dyscyplin każdy znajdzie coś dla siebie
  • cztery resorty
  • odkrywanie sekretów Kawawii
  • mnóstwo aktywności pobocznych
  • multiplayer dla 2-4 graczy
  • Wiele dyscyplin to kopiuj-wklej z inną skórką
  • niektórym sportom przydałoby się więcej głębi
  • ścieżka dźwiękowa
  • graficznie nie dało się ukryć 7 lat na karku

Wakacyjny symulator sportowego życia

Najnowsze
Lubisz nas?