Recenzja - konsole

Gems of War - recenzja

Adam Berlik, 20 stycznia 2016 16:00 0

Sprawdzamy, czy łączenie kilku tych samych elementów w Gems of War bawi tak samo, jak niegdyś w Puzzle Quest.

Wydawać by się mogło, że studio Infinite Interactive, które znane jest z serii Puzzle Quest, miało bardzo ciekawe pomysły na urozmaicenie rozgrywki w swojej najnowszej grze, Gems of War. Pozornie mamy do czynienia z kolejnym przedstawicielem gatunku match-3, w którym naprzeciwko siebie stają dwie drużyny złożone z potężnych bohaterów. Całość została okraszona także wątkiem fabularnym, systemem rozwoju postaci i możliwością zdobywania coraz lepszych kart bohaterów, którzy biorą udział w kolejnych starciach.

Każda postać w Gems of War jest opisana szeregiem statystyk (siła, życie, magia, pancerz) - możemy je ulepszać "w locie" łącząc ze sobą kilka (najczęściej trzy) takich samych ikonek widocznych na planszy. Przeciwnikowi zadajemy natomiast obrażenia w momencie, kiedy obok siebie umieścimy co najmniej trzy czaszki. Za wygrywanie kolejnych bitew otrzymujemy złoto, dzięki któremu możemy nabyć chociażby skrzynki z przedmiotami czy też odblokować dostęp do kolejnych lokacji. Wirtualną walutą są również klejnoty niezbędne do osiągania progresu w grze. W związku z tym nie mogło obyć się bez mikropłatności.

W jednej bitwie mogą wziąć udział maksymalnie cztery postacie (w tym główny bohater), które wybieramy spośród dostępnych kart - w tym aspekcie Gems of War naprawdę sprawia dobre wrażenie. Kompletowanie zespołu poprzez dobieranie kolejnych członków ekipy może się podobać. Bardzo ważne jest także to, który z nich będzie stał na czele stawki - to właśnie on jako pierwszy zajmie się atakowaniem wrogów, a kiedy zginie, na jego miejsce wejdzie następny. Poza tym istotne jest także wybranie odpowiedniej broni dla naszego herosa i odpowiednie wykorzystywanie posiadanych bonusów (np. zwiększających liczbę many).

Gems of War można pobrać za darmo, ale chcąc przyśpieszyć rozgrywkę, należy sięgnąć do portfela. Początkowo stopień trudności jest bardzo niski, więc nie trzeba płacić, ale z czasem okazuje się, że jest to nieuniknione, bo poziom wyzwania drastycznie wzrasta, a osiąganie postępów jest niesamowicie wolne (dokładnie po to, byśmy skorzystali z mikropłatności). Satysfakcję z zabawy psuje nie tylko fakt, że z czasem produkcja z free-to-play zmienia się w pay-to-win. Irytują także podpowiedzi. Wystarczy, że przez krótką chwilę nie wykonamy żadnej akcji, gra natychmiast wskaże nam, jakie ikonki powinniśmy ze sobą połączyć.

Wspomniałem już, że w Gems of War pojawia się także fabuła przedstawiająca losy poszczególnych królestw, w których walczymy z napotkanymi wrogami. Napisać, że historia jest po prostu niekoniecznie interesująca to za mało - już od samego początku można odnieść wrażenie, że została dołączona na siłę, a twórcy nie mieli pomysłu na ciekawą opowieść. Próbowałem zrozumieć, o co w niej chodzi; poznać bohaterów i dowiedzieć się więcej o świecie, w którym toczy się akcja, ale dialogi są tak oklepane i nieciekawe, że przewijałem je już po kilku minutach rozgrywki.

Docelowym trybem zabawy w Gems of War jest kampania. Na mapie świata umieszczono królestwa, które odblokowujemy wraz z postępami w rozgrywce. W każdym z nich, oprócz standardowych bitew, znajdziemy również wyzwania i arenę. Możemy zatem przetestować swoje umiejętności z trudniejszymi wrogami, jak również wziąć udział w dodatkowych pojedynkach, by zdobyć rozmaite nagrody. Dla fanów multiplayera przygotowano również możliwość rywalizacji z innymi graczami przez sieć.

Gems of War stara się nie tylko oddać do dyspozycji to, co najlepsze w match-3 (ale wychodzi mu to wyjątkowo nieudolnie), ale i naśladować Hearthstone: Heroes of Warcraft. Wystarczy spojrzeć na karty postaci, by zauważyć inspirację bijącą rekordy popularności karcianką Blizzarda. Połączenie tych dwóch gatunków wydaje się być ciekawym, ale niezbyt dobrze zrealizowanym pomysłem. Rozgrywka staje się przez to niezwykle chaotyczna, a momentami ciężko stwierdzić, za co odpowiadają poszczególne statystyki bohaterów.

Sporym minusem Gems of War jest także oprawa wizualna. Chciałem napisać, że produkcja została wydana pierwotnie na urządzeniach przenośnych i gdyby na nich pozostała, to można by przymknąć oko na niezbyt udaną grafikę, ale potem przypomniałem sobie, że twórcy gier na platformy mobilne już dawno temu zawiesili poprzeczkę bardzo wysoko. Świetnym przykładem niech będzie chociażby przytoczone już Hearthstone: Heroes of Warcraft z bajecznymi wręcz, niesamowicie klimatycznymi planszami i bardzo szczegółowymi kartami postaci. Przy nim gra studia Infinite Interactive wygląda po prostu słabo. Twórcy mieszają różne style (mamy trochę anime, horroru, a także ikonki rodem z gier dla najmłodszych), które ewidentnie do siebie nie pasują.

Warto także dodać, że Gems of War wymaga stałego połączenia z internetem. Nawet jeśli chcemy przejść kolejne bitwy w kampanii, musimy być dostępni w sieci - inaczej możemy zapomnieć o uruchomieniu gry. Wynika to zapewne z faktu, że gra jest dostępna w wersji free-to-play, który sprawia, iż autorzy nieustannie (czasem dyskretnie, innym razem wręcz bezczelnie) zachęcają do tego, by gracz sięgnął do portfela.

Gems of War można określić mianem niewykorzystanego potencjału. Grze brakuje ewidentnie głębi, która sprawiłaby, że oczekiwałbym na kolejną sesję z utęsknieniem. Jak już napisałem, na papierze idea prezentuje się wręcz wyśmienicie. Ale dobry pomysł to nie wszystko - liczy się przede wszystkim odpowiednia realizacja. Tej niestety zabrakło, przez co rozgrywka jest chaotyczna, fabuła nieciekawa, a wprowadzone mechaniki zamiast przyciągać graczy do zabawy na długie godziny, wręcz zniechęcają do ponownego uruchomienia produkcji.

Gems of War PS4

  • kompletowanie drużyny
  • free-to-play
  • bitwy z udziałem kilku bohaterów
  • fabuła
  • system podpowiedzi
  • oprawa graficzna
  • z czasem staje się pay-to-win
  • wymaga stałego połączenia z siecią
Choć grze nie brakuje zalet, wad jest znacznie więcej. Słowem - szkoda czasu. 5.0
Nawet na Early Access byłoby za wcześnie - recenzja Underworld Ascendant
Z kilofem (i mieczem) przez świat - recenzja gry Portal Knights
Wciągająca przygoda - recenzja gry Ember
Brothers: A Tale of Two Sons - recenzja
najnowsze