Felieton

Książę Persji: Piaski Czasu - wrażenia z filmu

Łukasz Wiśniewski, 19 maja 2010 19:00 41

Już za pół godziny przeczytacie recenzję gry Prince of Persia: Zapomniane Piaski. Najpierw jednak małą niespodzianka - wrażenia na gorąco z filmu Książę Persji: Piaski Czasu.

Już za pół godziny przeczytacie recenzję gry Prince of Persia: Zapomniane Piaski. Najpierw jednak małą niespodzianka - wrażenia na gorąco z filmu Książę Persji: Piaski Czasu.

Właśnie wróciłem do domu z pokazu prasowego filmu Książę Persji: Piaski Czasu. Wróciłem zadowolony, co zaznaczę na początku. Na gorąco zasiadłem do klawiatury i postaram się Was przekonać, że warto pojutrze wybrać się do kina. Zwłaszcza, że tym razem premiera w Polsce jest jedną z najszybszych - w USA na przykład film wchodzi na ekrany tydzień później! Co za cudowna odmiana po oglądaniu obrazów, mających już kilka miesięcy, lub wręcz dostępnych gdzieś na świecie na DVD...

Adaptacje filmowe gier mają już utartą (i w sumie zasłużoną) złą reputację. Albo za mało w nich z oryginału, albo po prostu są słabym kinem. Książę Persji: Piaski Czasu ma szansę zmienić obiegową opinię. Fani gier o Księciu Persji nie poczują się urażeni, bo twórcy nie starali się na siłę forsować pomysłów nijak nie pasujących do oryginału. Na zapalonych graczy czekają dodatkowo dwie sceny, których rodowodem jest ewidentnie Assassin's Creed. Na osoby, które nie miały okazji grać w cokolwiek z tej serii, czekają zaś dwie godziny wysokokalorycznej rozrywki w stylu Piratów z Karaibów (w obu przypadkach producentem jest Jerry Bruckheimer).

Scenariusz filmu Książę Persji: Piaski Czasu (przy którym współpracował ojciec gier o Księciu - Jordan Mechner), nawiązuje do Piasków Czasu, co chyba oczywiste. Jest jednak w stosunku do pierwowzoru zmieniony i rozbudowany - kino posługuje się przecież inną poetyką. Oczywiście fabuły zręcznościowych, przygodowych gier nie wystarczyłoby na obraz kinowy, więc całe tło przedstawione jest znacznie bogaciej. Dowiadujemy się o motywach wezyra - królewskiego brata. Poznajemy też imię Księcia (nazywa się Dastan, co po persku znaczy... baśń) i jego niezbyt książęcą historię.

Reżyserię powierzono nie byle komu - zabrał się za to Mike Newell (Cztery wesela i pogrzeb, Donnie Brasco, Harry Potter i Czara Ognia), twórca wszechstronny, nie bojący się wyzwań. Do tego otwarty na rzeczy dziejące się na planie. Film planowany - siłą rzeczy - jako wielki fajerwerk akcji, dorobił się po drodze całkiem solidnie zarysowanych postaci - właśnie za sprawą reżysera i aktorów.

W rolę Dastana wcielił się Jake Gyllenhaal (Donnie Darko, Jarhead: Żołnierz piechoty morskiej, Tajemnica Brokeback Mountain, Zodiak), dla którego była to pierwsza okazja by na planie zabłysnąć kondycją fizyczną i... talentem komediowym. Spisał się na medal, lepszego księcia nie jestem w stanie sobie teraz wyobrazić. U jego boku jako Tamina wystąpiła Gemma Arterton - obiecująca brytyjska aktorka o charakterystycznej urodzie. Razem stanowią świetny duet, a ich wzajemne pochody i kłótnie dostarczają mnóstwa zabawy widzom.

Jednakże aktorem dominującym w filmie Książę Persji: Piaski Czasu jest sir Ben Kingsley (Sexy Beast, Sprawca Zero, Zabójczy numer, Wyspa tajemnic). Nieprzypadkowo wcielił się w rolę Nizama, królewskiego brata. Tworząc na potrzeby swych gier Wezyra, Jordan Mechner miał przed oczami właśnie tego charakterystycznego aktora. W pewnym sensie więc czas zatoczył koło i sir Ben Kingsley odegrał postać, do której był niegdyś inspiracją. Odegrał brawurowo, całkowicie przyćmiewając w wielu ujęciach młodszych aktorów.

Cała ekipa aktorska spisała się naprawdę nieźle, a spośród odtwórców ról drugoplanowych najbardziej w pamięć zapadają Alfred Molina i Steve Toussaint. Pierwszy wcielił się w rolę szejka Amara, absolutnie postmodernistycznego przedsiębiorcy rozrywkowego. Kolejne jego wypowiedzi o systemie podatkowym i prowadzeniu biznesu wywoływały na sali wybuchy śmiechu. Drugi z wymienionych aktorów mówi znacznie mniej - jest przybocznym szejka Amara, nubijskim nożownikiem.

Kosmiczny budżet filmu Książę Persji: Piaski Czasu (zbliżony do 200 milionów dolarów) wylewa się z ekranu przez cały czas. Wielkie miasta, rozległe pejzaże baśniowej Persji (prawdziwą przecież nigdy w zamierzeniu nie była, skrzętnie pomijane są też detale religijne), fantastyczne stroje i zapierające dech w piersiach efekty specjalne - nie oszczędzano na niczym. No, w zasadzie może na jednym: nie zatrudniono do żadnej z ról aktorów z najwyższej półki cenowej, lecz osoby najlepiej wpasowujące się w role.

Fabuła filmu Książę Persji: Piaski Czasujest epicka, choć przewidywalna. Mamy w niej zdradę i żądzę władzy, skontrastowane z wizją oświeconych rządów. Mamy miłość braterską, przyjaźń i poświęcenie. No i mamy oczywiście ratowanie świata tudzież romans. Z tych klasycznych elementów sklejono wartką fabułę, pozbawioną dłużyzn i trzymającą w napięciu przez cały czas. Po prostu Jerry Bruckheimer wyprodukował coś, co wychodzi mu najlepiej: solidne kino przygodowe z charakterystycznymi kreacjami aktorskimi, skrzące się humorem i naładowane po brzegi drogimi efektami specjalnymi. Wstyd nie obejrzeć na wielkim ekranie.

najnowsze