Tydzień z Brothers in Arms: Hell's Highway - dzień pierwszy
W 2005 roku na rynku II wojennych shooterów FPP panowała już spora konkurencja. Gracze zagrywali się w kolejne odsłony Call of Duty oraz Medal of Honor, a i leciwy Return to Castle Wolfenstein miał swoich sympatyków. I nagle pojawił się Brothers in Arms.

Seria Brothers in Arms jest w gruncie rzeczy dość nietypowa. I chodzi nam w tym momencie nie tyle o rozważania na temat gatunku czy fabuły, ale fakt, że pierwsza część pojawiła się stosunkowo niedawno. Gdzie Brothers in Arms do takich długowiecznych cykli jak: Tomb Raider, Resident Evil, Prince of Persia czy Silent Hill. Wymienione serie ciągną się latami, dojrzewając wraz ze swoimi fanami i przechodząc ewolucję obejmującą również gatunki (vide: wspomniany Price of Persia właśnie). Tymczasem w przypadku Brothers in Arms jest zupełnie inaczej. Kolejne części czy porty były wydawane w tempie strzałów karabinu maszynowego. Jeszcze człowiek na dobre nie oswoił się z kupioną grą, a już na rynku debiutowała jej kontynuacja. W komputerowym światku debiutant z 2005 roku jest jedynie niewiele znaczącym małolatem, tytułem niemalże bez tradycji, a jednak dziełem... w pełni zasługującym na status „hitu”.
