InformacjeFelieton

Bezlitosny, czyli o-esu jakie dobre koreańskie kino akcji

... Kamil Ostrowski

Kiedy zdrada goni zdradę, a intryga intrygę, łatwo jest się pogubić. Wtedy warto uciec się do prostych rozwiązań, na przykład dania komuś w mordę.

Na początku krótka informacja, a właściwie ostrzeżenie. Jeżeli tylko Wam się uda, nie czytajcie nic w sieci na temat Bezlitosnego. Wiele recenzji zawiera spojlery, na które na szczęście natknąłem się dopiero po seansie. Gdybyście po przeczytaniu tekstu wahali się, to bez obaw możecie natomiast obejrzeć zwiastun, który zamieszczony jest na dole recenzji.

Dawno nie było porządnego gangsterskiego kina. Wszędzie tylko ci superbohaterowie, wyprawy w kosmos z fantastyką naukową, albo wszelkie możliwe wariacje na temat fantasy i Tolkiena. Tymczasem równie tajemniczy świat, po poddaniu obróbce przez scenografów zobowiązanych do wyidealizowania rzeczywistości, czai się tuż pod naszym nosem. Mafie, przestępczość, walka na linii złoczyńcy-policja to grunt, na którym można wyhodować naprawdę fantastyczną historię. Takiego zadania podjęli się twórcy Bezlitosnego. Efekt? Całkiem niezły.

Po pół godziny oczywistym staje się, że reżyser czerpie pełnymi garściami zarówno z własnego podwórka, jak i od twórców Zachodnich. Niektóre sceny inspirowane są wyraźnie sznytem Quentina Tarantino, innym razem mamy wrażenie oglądania Infiltracji Martina Scorsese w wersji light. Wszystko to podlane sosem z dalekowschodniej wrażliwości, z nutką azjatyckiego kolorytu. Całość może zdawać się dziwaczna, ale o dziwo – składniki współgrają ze sobą.

Film spodoba się tym widzom, których nie zniechęca niemalże dwugodzinny seans, naładowany fabułą, zwrotami akcji i postaciami. Jeżeli nie będziecie uważnie śledzić filmu, łatwo jest się pogubić w kolejnych wątkach, wymianach zdań i utarczkach, w tym tych niewypowiedzianych. Dlatego do Bezlitosnego najlepiej jest usiąść ze szklaneczką, albo lepiej buteleczką, czegoś ulubionego pod ręką, z dala od towarzystwa, bądź w gronie osób o podobnej wrażliwości – aby mieć pewność, że wszyscy będą śledzić historię równie uważnie.

Żeby nie było, nie jest to film przesadnie inteligencki. Najlepszym dowodem na to niech będzie chociażby fakt, że trup, a przynajmniej obite mordy ścielą się gęsto. Chociaż o lekko nietypowej wadze, Bezlitosny pozostaje gangsterską naparzanką klasy B, a nie przeplatanką intryg i podstępów. Taką, w której bohaterowie maszerują od opuszczonego doku, do ekskluzywnego tajnego klubu, w którym urzędują mafiosi rozmaitego kalibru i pochodzenia, a czas umilają im luksusowe rosyjskie prostytutki.

Kręcący nosem będą wytykać Bezlitosnemu dziury w scenariuszu, niewiarygodne momentami zwroty akcji czy plątaninę charakterologiczną. Jestem pewien, że dobry psychoanalityk wypunktowałby scenariusz jeszcze lepiej, dowodząc niewiarygodności całej historii na płaszczyźnie relacji międzyludzkich. Tylko jakie to ma znaczenie, gdy film ogląda się po prostu przyjemnie? Gdy jest właściwie wyważony, pomiędzy nawalanką, melancholią, kryminałem i dramatem z grą o władzę w tle?

Jedną z niezaprzeczalnych, obiektywnych zalet filmu są wizualia. Bezlitosny jest po prostu śliczny – poszczególne ujęcia, montaż, kolory, kompozycja to miód lany na oczy widza. Choreografia walk to bardzo wysoka liga, nawet jeżeli nie mistrzostwo świata. Jeżeli chodzi o grę aktorską, to lekko się waham pomiędzy powiedzeniem, że jest dobra, a stwierdzeniem jedynie, że pasuje idealnie do filmu. Ciężko mi było stwierdzić ile samoświadomości w swojej przerysowanej, topornej grze prezentują dwaj główni bohaterowie: Kyung-gu Sol jako Jeo-ho Han i Im Si Wan w roli Hyeon-soo Jo. Resztę aktorów pomijam – nawet gdy coś mówili, trudno traktować ich inaczej niż statystów z uwagi na zerową rolę w fabule.

Bezlitosny to nie tylko koreańskie kino akcji w bardzo dobrych wydaniu. Bez dwóch zdań jest to jeden z moich ulubionych filmów mafijno-kryminalnych ostatnich lat, przynajmniej z tych o mniejszej ciężkości gatunkowej. Po pierwsze, wymaga od widza sporej uwagi, po drugie dzięki bardzo ciekawej dynamice pomiędzy głównymi bohaterami. Weźcie tylko poprawkę na to, aby nie traktować Bezlitosnego śmiertelnie poważnie. To wciąż bardziej kryminalna bajka, niż śmiertelnie poważny obraz koreańskiego podziemnego światka.

Bezlitosny dostępny jest w wybranych kinach studyjnych. Jeżeli uda Wam się dorwać seans, to nie wahajcie się ani chwili. Dla fanów Yakuzy, ale też Maxa Payne’a będzie to rozrywka jak znalazł.

Najnowsze
Lubisz nas?