InformacjeFelieton

Poradnik giełdowy: Jak zacząć inwestować w producentów gier wideo (strategia)

... Mateusz Mucharzewski

Znając podstawy można zacząć inwestowanie. Jak więc wybrać spółkę, aby na niej zarobić? Kiedy kupić, a kiedy sprzedać?

W pierwszej części poradnika giełdowego pisałem o podstawach - wyborze maklera, zakładaniu konta czy zdobywaniu informacji. Teraz chciałbym więcej miejsca poświęcić na strategie inwestycyjne. W końcu to od tego zależy czy ostatecznie zarobisz czy stracisz pieniądze. Warto to wiedzieć, aby uniknąć nieprzyjemnych niespodzianek.

Często różne, głośne newsy powodują niezrozumiałą dla graczy reakcję giełdowych inwestorów. Aby długo nie szukać spójrzmy na CI Games. Po niedawnym ogłoszeniu masowych zwolnień kurs akcji zaliczył imponujący wzrost. Wielu dziwiło się i pytało jak negatywne informacje mogą zwiększać wartość spółki. Sprawa jest dosyć prosta - CI Games był od dawna w trendzie spadkowym. Inwestorzy sprzedawali akcje widząc coraz gorszą kondycję finansową spółki i brak perspektyw na poprawę. Ogłoszeniu zwolnień towarzyszyła jednak informacja o zmianie strategii - zamiast samemu robić gry CI Games będzie zlecać prace zewnętrznym studiom. Inwestorzy odebrali to pozytywnie uznając, że to lepszy plan niż dotychczasowy. Oczywiście żadne decyzje nie spowodowały nagle, że CI Games zaczęło zarabiać duże pieniądze. Na tym jednak polega inwestowanie - ono zawsze wiąże się z czasem (nic nie dzieje się z dnia na dzień) i ryzykiem (przyszłości nigdy nie da się perfekcyjnie przewidzieć).

Postanowiłem, że opisując strategie inwestycyjne najlepiej będzie przedstawić kilka sytuacji, w której może znaleźć się spółka. Przy każdej z nich należy podejmować decyzje nieco inaczej. Przykłady rodzimych ekip pozwolą to dobrze wyjaśnić.

Małe, dopiero zaczynające spółki

Na początek najbardziej ryzykowne spółki. W tym jednak wypadku inwestycje mogą się bardzo opłacić - to właśnie na nich można zarobić najwięcej. Obecnie te ekipy to iFun4All, QubicGames czy Fat Dog Games. W przeszłości do ich grona można było zaliczyć 11 bit Studios czy Bloober Team.

Sytuacja w takich firmach jest prosta - wyniki finansowe nie powalają, ponieważ spółki zazwyczaj nie mają żadnych gier na koncie, albo są to pojedyncze, małe tytuły. Pozyskane z giełdy pieniądze idą na stworzenie nowych, większych produkcji. Wystarczy, że jedna okaże się wielkim hitem, a firma znacząco poprawi swoje wyniki finansowe, co przełoży się na wielkie zyski dla akcjonariuszy. Kiedy więc kupować akcje?

To jest najtrudniejsza sytuacja, ponieważ przy mniejszych, często debiutujących na rynku studiach nie jest łatwo ocenić potencjał komercyjny. Weźmy za przykład dwie spółki, w przypadku których kurs w analogicznym okresie wyglądał zupełnie inaczej - iFun4All przed premierą Serial Cleaner oraz 11 bit Studios przed premierą This War of Mine. Jak widać w pierwszym przypadku kurs rósł systematycznie przez kilka miesięcy przed premierą, w drugim możemy zaobserwować wielki pik tuż po debiucie gry i pierwszych informacjach o imponującej sprzedaży.

W przypadku 11 bit Studios widać, że inwestorzy nie wierzyli w sukces This War of Mine. Dopiero pierwsze informacje dot. sprzedaży sprawiły, że zaczęli masowo kupować papiery warszawskiej spółki. W przypadku iFun4All było inaczej. Wszystko miało miejsce później, inwestorzy już lepiej znali branżę. Za krakowską ekipą stał też ceniony na giełdzie Bloober Team. Inwestorzy zaczęli wierzyć w sukces gry. Wielu jednak stracił sporo pieniędzy, ponieważ gra ostatecznie nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań, przez co kurs mocno spadł.

W przypadku mniejszych spółek należy więc intensywnie obserwować kurs. Jeśli studio ma zapowiedziany ważny tytuł sama ocena jego potencjału to za mało. Możliwe, że podobne zdanie co ty ma więcej inwestorów, co przekłada się na wycenę. Jest to tzw. dyskontowanie, czyli uwzględnianie w obecnych wycenach przyszłych zdarzeń. W takiej sytuacji premiera oraz dobra sprzedaż raczej nie zaowocują wielkimi wzrostami. Po prostu ten sukces został już wcześniej wyceniony i uwzględniony w cenie akcji. Ba, w takiej sytuacji wielu inwestorów może chcieć realizować zyski i sprzedawać papiery. Wtedy kurs, mimo bardzo dobrego wyniku gry, może iść w dół.

Obecnie ładnie widać to na kursie Jujubee. Od debiutu inwestorzy wierzą w sukces gry Kursk, przez co kurs rośnie. Po drodze sukces Realpolitiks tylko wzmocnił fundamenty wzrostu. Z drugiej strony wycena Fat Dog Games stoi w miejscu. Mimo zapowiedzi wielu tytułów inwestorzy w żadnym nie widzą komercyjnego hitu. W co więc inwestować? Jujubee jest napompowane, sam Kursk, nawet jeśli sprzeda się dobrze, nie spowoduje dużych wzrostów. Długookresowe inwestowanie opłaci się więc jeśli gra okaże się większym niż przypuszczano hitem sprzedażowym oraz szybko pojawią się nowe, perspektywistyczne projekty. Kiedy z kolei zarobią posiadacze akcji Fat Dog Games? Na przykład jak któraś z produkcji wydawcy niespodziewanie osiągnie dobry wynik. Wtedy możliwe, że spółka zacznie mocno rosnąć. Zyski mogą więc być bardzo duże, proporcjonalne do potencjalnej straty. Tak działa giełda - to tzw. premia za ryzyko. Im jest ono większe tym większych dochodów można oczekiwać.

Średniej wielkości spółki z pierwszym sukcesem

Jest na rodzimej giełdzie kilka spółek, które mają już na koncie pierwsze sukcesy. 11 bit Studios czy Bloober Team dzięki odpowiednio This War of Mine i Layers of Fear już teraz zarabiają ogromne pieniądze. Od nich oczekuje się więc czegoś innego - powtarzalności i skalowania biznesu.

Spójrzmy na Bloober Team. Spółka do tej pory zarabiała głównie na Layers of Fear. Po zapowiedzi Observera oczekiwania były duże. To oczywiste, nikogo nie zadowoli powtórzenie sukcesu. Kolejna gra ma znaleźć jeszcze więcej nabywców. Jak to przekłada się na kurs? Spójrzmy na poniższy wykres. Pierwsza czerwona linia to moment premiery Layers of Fear. Spółka wychodzi z finansowego dołka i zaczyna zarabiać duże pieniądze. Następuje więc regularny wzrost kursu akcji - wspierają go kolejne dobre dane sprzedażowe oraz zapowiedź nowej gry. Gdzieś jednak zawsze jest sufit. W przypadku Bloober Team miał on miejsce na poziomie 125 zł (zielona linia). Jest to tzw. punkt oporu. Jak widać raz akcje doszły do tego poziomu i spadły. Po kilku dniach rynek wykonał kolejną próbę przebicia linii oporu i ponownie się nie udało. Gdyby było inaczej, spółka jeszcze by podrożała. Zamiast tego widzieliśmy spore spadki. W tym momencie wchodzimy w temat analizy technicznej. To jednak zupełnie inna kwestia do omówienia w osobnym tekście. Dla nas w tym momencie ważny jest jeden wniosek - kurs nie przebił linii oporu, a to oznacza że rynek wycenia spółkę na nieco mniejszą kwotę.

Druga czerwona linia to moment premiery Observera. Gra okazała się sukcesem artystycznym i zebrała lepsze noty niż Layers of Fear. Mimo wszystko świat nie oszalał na punkcie cyberpunkowego horroru z Krakowa tak jak rynek tego oczekiwał. To przekłada się na niższą sprzedaż, czyli mniejsze niż oczekiwano zyski. Dynamiczny rozwój spółki mocno hamuje, co musi przełożyć się na kurs akcji. Obecnie Bloober Team po ogromnych przecenach powoli wraca do trendu wzrostowego. Ten będzie jednak zależał od “amunicji” jakiej dostarczy spółka. Pierwszą była zapowiedź współpracy z Gun Media i rozpoczęcia prac nad projektem Meliese.

Przed premierą swojej drugiej dużej gry jest 11 bit Studios. W tym przypadku jest podobnie - w ostatnim czasie kurs rósł ze względu na niesłabnącą popularność This War of Mine oraz zapowiedź kolejnego projektu. Frostpunk będzie miał premierę już w kwietniu i wtedy na giełdzie wiele może się wydarzyć. Spora część sukcesu komercyjnego gry jest już uwzględniona w cenie akcji. Jeśli więc od pierwszego dnia nowy projekt 11 bit Studios nie będzie podbijać rankingów sprzedaży, cena będzie tylko spadać. Obecnie rynkowo analitycy prognozują wycenę na poziomie nawet 230 zł i 250 zł (obecnie 217 zł). Trzeba mieć jednak na uwadze, że inwestując dzisiaj daje to wzrost odpowiednio 6% i 16%. Nie jest to więc moment na spektakularne zyski. Mimo wszystko kilkanaście procent to przyzwoita stopa zwrotu.

Na koniec warto jeszcze pokazać dwa inne przykłady. Pierwszy to spółka Cherrypick Games, jeden z krajowych liderów rynku mobilnego. Studio na giełdę wchodziło przy bardzo wysokiej wycenie wynikającej ze świetnych wyników sprzedaży gry My Hospital. Drugi to Artifex Mundi, polscy mistrzowie HOPA. To również spółka, która na giełdzie debiutowała przy wysokiej wycenie. Spójrzmy jak obie firmy radziły sobie w kolejnych miesiącach.

Jak widać przy obu spółkach sytuacja była zupełnie inna. Dlaczego? Cherrypick Games dopiero zaczyna podbój rynku mobilnego. W momencie debiutu My Hospital już było hitem, ale nie osiągnęło jeszcze swojego maksimum. Po wejściu na giełdę spółka raportowała kolejne dane, które pokazywały coraz lepsze wyniki. Oprócz tego Cherrypick Games pracuje nad kolejnymi produkcjami, które mają wykorzystać sprawdzone mechanizmy. Ekipa znalazła patent na stworzenie wciągającej gry mobilnej, która gwarantuje monetyzację na wysokim poziomie. Kolejne produkcje powinny więc przynajmniej dorównać popularności My Hospital. To zapewni skokowy wzrost wyników finansowych.

Artifex Mundi z kolei wszedł na giełdę w momencie zmiany modelu biznesowego. Spółka na rynku HOPA osiągnęła wszystko co się da i szuka dla siebie nowego miejsca. Od momentu wejścia na giełdę następuje więc stopniowe odchodzenie od dotychczasowych produkcji na rzecz rynku mobilnego. Tam o sukcesy ciężko. Na razie tylko Bladebound doczekał się pełnej premiery. Kilka projektów zostało porzuconych przez kiepskie wyniki po soft launchu. Spółka miała więc problemy, które odbijały się na kursie. Jeśli jednak któraś z nowych gier “zaskoczy”, Artifex Mundi może ponownie zacząć rosnąć.

Pamiętajmy też o jednym - Artifex na giełdę nie wchodził, aby pozyskać finansowanie na nowe inwestycje. Celem oferty publicznej było wyjście ze spółki inwestora. To też, zazwyczaj negatywnie, wpływa na wycenę.

Duże spółki

Na koniec krótko o największej rodzimej spółce - CD Projekt. Czy przy obecnej wycenie na poziomie 10-11 mld złotych jest jeszcze miejsce na wzrost? Na pewno w wycenie uwzględniona jest już spora część sukcesu Gwinta. Analitycy przewidują, że karcianka wygeneruje 100 mln zł przychodów w 2018 roku. Kolejny rok ma przynieść już 250 mln zł. Gra przez kilka lat ma zapewnić setki milionów złotych przychodów, a do tego dojdą jeszcze wyniki Wiedźmina 3 i przede wszystkim Cyberpunka. W przypadku wyceny CD Projektu niezwykle istotne jest więc nie tylko to ile spółka zarobi, ale i co zrobi z zapasami gotówki. Głośno się jeszcze o tym nie mówi, ale analitycy na pewno oczekują że CD Projekt stopniowo będzie zwiększać skalę biznesu. Gwint jest tego dobrym przykładem - po raz pierwszy spółka realnie pracuje nad więcej niż jednym tytułem naraz. Możliwe są też inne inwestycje - nowe studia czy przejęcia.

Biorąc pod uwagę wskaźniki (np. cena/zysk), jeśli spełnią się scenariusze przygotowane przez analityków, CD Projekt jeszcze powinien urosnąć. Jak już można zauważyć, im większa spółka tym więcej mówimy o różnych wskaźnikach i analizach finansowych. Przy małych studiach można zarobić dzięki przewidzeniu sukcesu sprzedażowego gry. Przy takich kolorach jak CD Projekt wymagana jest jednak znacznie większa wiedza. Potencjalne zyski będą też mniejsze (małemu łatwo dzięki jednej grze urosnąć o 100%, producentowi Wiedźmina przy jego skali zajmie to bardzo dużo czasu), ale z drugiej strony ryzyko straty jest mocno zminimalizowane. Kupując akcje trzeba więc zawsze liczyć ile na danym interesie można zarobić lub stracić.

O strategiach inwestowania można mówić znacznie więcej, bo to temat, którego nie da się wyczerpać w jednym tekście. Jeśli więc bylibyście zainteresowani kolejnymi tego typu artykułami, koniecznie dajcie znać w komentarzach.

Najnowsze
Lubisz nas?