InformacjeRecenzja - PC

Prawie jak Piła - recenzja gry Play With Me

... Adam Berlik

Polski escape room od studia AIREM wydany dzięki IQ Publishing nie jest doskonały, ale ma kilka zapadających w pamięć momentów.

Fabuła nie jest może najważniejsza i ma stanowić poniekąd tylko dodatek do zagadek, których w Play Withe Me jest bez liku, ale bez jakiegokolwiek scenariusza recenzowana produkcja nie miałaby racji bytu. Dlatego też warto zaznaczyć, że głównym bohaterem opowieści jest dziennikarz Robert Hawk, który wspólnie ze swoim przyjacielem, Patrickiem, starał się dorwać seryjnego mordercę zwanego Iluzją. Kiedy nasz protagonista był bliski osiągnięcia swojego celu, nie wszystko poszło po jego myśli. Żona przepadła bez śladu, wspomniany kompan również zaginął, a Hawk nie wiedzieć czemu znalazł się w ciemnym pomieszczeniu...

Na początku ciężko w ogóle zorientować się, o co tutaj tak naprawdę chodzi (zarówno pod względem rozgrywki, jak i opowieści), dlatego też wyjście z pierwszego pomieszczenia zajmuje dłuższą chwilę, podczas której uczymy się mechaniki gry. Play Withe Me jest bowiem tylko pozornie kolejną zwykłą przygodówką z interfejsem point and click, w której zbieramy przedmioty i używamy ich w odpowiednich miejscach, by rozwiązać łamigłówki. Wspomniałem już, że mamy tutaj do czynienia z escape roomem inspirowanym filmami z serii Piła i nie ma w tym ani krzty przesady, zwłaszcza że już po kilkunastu minutach zabawy odbieramy pierwszy telefon, a tajemniczy głos po drugiej stronie nie mówi nic więcej poza tytułowym "zagraj ze mną". Głos w słuchawce nie brzmi może tak poważnie czy złowieszczo, jak powinien (o kiepskim voice-actingu nieco później), ale mimo wszystko zaczyna robić się coraz bardziej intrygująco.

Historia potrafi zaciekawić, ale jej finał jest niestety mocno rozczarowujący, nie tylko ze względu na słabo podłożone głosy postaci, ale i sylwetkę, którą widzimy na ekranie w ostatnich scenach Play Withe Me. Miało być złowieszczo, wyszło niestety komicznie. Niemniej i tak warto przymknąć na to oko, bo pod względem samej rozgrywki jest już znacznie, ale to znacznie lepiej, chociaż nie bez wad.

Zwykle do otwarcia pomieszczenia w Play Withe Me potrzebujemy odpowiedniego kodu, którego odnalezienie w początkowej fazie zabawy jest dość problematyczne, bo nie rozumiemy jeszcze, jakimi prawami rządzą się poszczególne zagadki, gdyż bywają one naprawdę zaskakujące. Później jednak odnalezienie niezbędnych cyfr staje się dużo prostsze, w efekcie czego ostatecznie do napisów końcowych można dotrzeć w jedno krótsze popołudnie. Trzy godziny potrzebne na przejście recenzowanej gry to jednak trochę mało. Szkoda, że autorzy nie pokusili się o przygotowanie dłuższej rozgrywki. Mimo wszystko ciężko się przez ten czas nudzić. Zastrzeżenia można mieć jedynie do faktu, że niektóre pomysły na zagadki są wykorzystywane zbyt często, podczas gdy inne pojawiają się sporadycznie lub zaledwie jednokrotnie.

Brak odpowiedniej równowagi w przypadku zróżnicowania łamigłówek sprowadza się do tego, że znacznie częściej musimy odsuwać liczne obiekty otoczenia, by znaleźć odpowiednie cyfry i dodać je do siebie niż cieszyć się naprawdę unikatowymi pomysłami autorów Play Withe Me. Te pojawiają się już od samego początku i są regularnie wprowadzane w kolejnych pomieszczeniach. Po znalezieniu notatki gra podpowiada nam, że niektóre rzeczy lepiej dostrzec z daleka, więc musimy odjechać na fotelu (tym prawdziwym, swoim, w pokoju, gdzie gramy oczywiście), co pozwoli nam dostrzec ukryty kod. Jest też przeciwieństwo tej zagadki, ale nie wlepiamy się w monitor, ale po prostu rolką od myszy przybliżamy obraz, by znaleźć ukryty szyfr. Nie chcę przytaczać wielu takich przykładów, by nie psuć zabawy, ale o jednym po prostu nie mogę nie wspomnieć. Wyjście z pokoju nie zawsze wymaga posiadania odpowiedniego kodu – czasem trzeba zrobić coś innego. Rozwiązanie jednej z takich zagadek wiązało się z... odpowiednim ustawieniem pewnych opcji w menu głównym gry.

Umieszczone w poszczególnych lokacjach przedmioty z czasem trafiają do naszego ekwipunku, gdzie możemy oczywiście użyć ich na wybranych obiektach otoczenia, a także połączyć je ze sobą. Nieodłącznym towarzyszem podróży po kolejnych pokojach są zapałki. Już na samym wstępie poznajemy bardzo ważną sentencję. To, że czegoś nie widać, nie oznacza, że tego nie ma. W ten sposób autorzy dają jasno do zrozumienia, że niektóre wskazówki mogą kryć się w ciemnościach, dlatego też korzystanie z ognia jest na porządku dziennym. Nie poradzimy sobie również bez telefonu, przez który możemy skontaktować się z zaginioną żoną, przyjacielem czy też tajemniczą osobą (to jednak oni do nas dzwonią, a nie my do nich). Za pomocą wspomnianej komórki otrzymujemy także wiadomości tekstowe. Możemy dzięki niej również... zagrać w gry (na przykład w wariację na temat popularnego wężyka), a także zmienić dzwonki.

Zarządzanie przedmiotami jest odrobinę problematyczne. Autorzy mogli pokusić się o lepiej zaprojektowany interfejs użytkownika i pozwolić zajrzeć nam do plecaka w chwili, gdy przyglądamy się wybranym obiektom otoczenia. To jest jednak niemożliwe. Złe wrażenie robi również fakt, że zapałka gaśnie w momencie, gdy klikniemy na jakiś dowód, poszlakę lub będziemy chcieli przesunąć szafkę. Wielokrotnie odpalanie zapałki z czasem robi się naprawdę irytujące, ale jak już wspomniałem, ogień w Play Withe Me jest naszym przyjacielem aż do samego końca historii.

Dzięki niesamowitej grze światła i cienia twórcom Play Withe Me ze studia AIREM udało się stworzyć naprawdę klimatyczne lokacje. Czasem dochodzi tu do sytuacji, w której ciężko się nie przestraszyć, zwłaszcza że w każdym pomieszczeniu autorzy próbują straszyć nas zupełnie czymś innym (a to klaunem, a to trupami na cmentarzu czy lalkami; nie brakuje też fragmentu, w którym twórcy wzbudzają w nas uczucie klaustrofobii). O tzw. jump-scare'ach nie ma mowy, ale momentami odczuwamy mocny niepokój, patrząc na to, co dzieje się na ekranie i próbując strzepnąć chodzącego po nim robaczka, bo wydaje nam się, że nie jest on częścią gry, ale wleciał do pokoju przez okno. Mrok w lokacjach poniekąd ukrywa stosunkowo słabą jakość grafiki, o której niedociągnięciach przekonujemy się, trafiając do bardziej oświetlonych pomieszczeń.

Wspomniałem już o kiepskim voice-actingu i muszę dodać, że ten element w Play Withe Me wypada po prostu najsłabiej. Kwestie wypowiadane przez Roberta Hawka są jeszcze w miarę przekonujące, ale kiedy uruchamiamy dyktafon, by posłuchać żony głównego bohatera czy też rozmawiamy z jego przyjacielem, ciężko się z nimi utożsamić własne ze względu na słabą grę aktorską. Co ciekawe, ta sama osoba użyczyła swojego głosu zarówno naszemu dziennikarzowi, jak i jego koledze. Szkoda, że zdecydowano się na cięcie kosztów akurat w tym aspekcie, bo odpowiednio nagrane dialogi mogłyby dodać grze lepszego klimatu.

Play Withe Me mimo wszystko wciągnęło mnie do samego końca, a rozwiązywanie zagadek prawie cały czas sprawiało mi sporo radości. Napisałem "prawie", bo mniej więcej w połowie kampanii miałem już dość szukania liczb i ich dodawania w celu odgadnięcia szyfru. W pozostałych miejscach autorom udało się mnie wielokrotnie zaskoczyć. Liczę, że doświadczenie zdobyte podczas prac nad recenzowaną grą, a także szeroko pojętych odzew społeczności sprawią, że kolejne dzieło rodzimego studia AIREM będzie jeszcze lepsze, bo Play With Me miało ogromny potencjał, by zostać hitem, ale ze względu na kiepski finał, słaby voice acting i krótki czas rozgrywki jest zaledwie dobrą grą. Ale taką, której warto dać szansę, bo nie brakuje w niej naprawdę świetnych, czasem wręcz fenomenalnie zaprojektowanych łamigłówek, a te są w przygodówkach przecież najważniejsze, prawda?

PCPLAY WITH ME

  • intrygująca fabuła
  • naprawdę pomysłowe i nietypowe zagadki zmuszające do wykonywania niecodziennych czynności
  • klimatyczne lokacje
  • rozczarowujący finał
  • kiepski voice-acting
  • niektóre rodzaje łamigłówek pojawiają się zbyt często

Play With Me to nie do końca udany, ale na pewno godny uwagi escape room

Najnowsze
Lubisz nas?