InformacjeBez prądu - film

I tak Cię kocham to mądra i wdzięczna tyrada na temat różnic kulturowych

... Kamil Ostrowski

Historia amerykańskiego komika pakistańskiego pochodzenia w nienachalny sposób i z dużym wdziękiem rozprawia się z niebłahym problemem.

Wreszcie film, który nie staje twarzą w twarz z realnymi problemami społeczeństwa multi-kulti bez przeginania, bez robienia z muzułmanów dzikusów rodem z pustyni. Film, który pokazuje najważniejsze problemy, bez uciekania w dramaturgię. Poprzez zaprezentowanie je jako codziennej, trywialnej utarczki, jak to w rodzinie. Brak akceptacji związku z wyznawczynią innej religii, to rzecz która może nam wydawać się odległa, jednak tylko tak długo, jak nie porozmawiacie z kimś, kto ma podobne doświadczenia w Polsce (np. kobieta w związku z Murzynem). W dramatycznej większości, nawet w rodzinach o fundamentalnym podejściu, te życiowe problemy to nie brat zamachowiec-samobójca czy wujek skazany za terroryzm i osadzony w Guantanamo Bay. Takie codzienne, drobne zło to zwyczajna, kochająca rodzina, jednakże uwiązana pętami zwyczajów, tradycji i religii. Taka, która krzywdzi, wcale tego nie chcąc. I tak Cię kocham to najlepszy film o problemach drugiego pokolenia imigrantów i co zadziwiające, bezpardonowo skierowany jest w stronę ich właśnie, a także ich rodziców.

I tak Cię kocham to opowieść o życiu, miłości i tragicznych czasami kulisach życia komików (w myśl zasady, że najsmutniejszy jest zawsze klaun). Główny bohater jest początkującym stan-upowcem pakistańskiego pochodzenia. Jego głównym problemem jest na chwilę otwarcia fabuły jest szeroko pojęte odnalezienie dla siebie miejsca w świecie. W tak zwanym „międzyczasie” coraz bardziej zaczyna mu doskwierać też tradycyjne podejście jego rodziny do pewnych zwyczajów, przywiezionych jeszcze z kraju ich pochodzenia. Krótko mówiąc, chodzi głównie o absolutny zakaz wchodzenia w związki mieszane. Kumail musi więc wybrać sobie żonę Pakistankę-muzułmankę. A już najlepiej by było, gdyby to nie on, a jego rodzina ją wybrała. Aranżowane małżeństwa wciąż są popularne w niektórych kręgach i nawet gdy przybiorą formę relatywnie cywilizowaną, brak swobody potrafi ciążyć.

Jak możecie się domyślać, film jest głównie o miłości. Aczkolwiek nie jest to miłość wymuskana, pełna wielkich gestów, romantycznych odlotów, głębokich spojrzeń czy pogoni za pociągiem którym odjeżdża ukochana. To taka zwykła, przyjemna, ciepła, domowa miłość. Jak zawinięcie się w ulubiony koc czy kubek z herbatą w dżdżysty dzień. Zwyczajność przedstawienia tej relacji, co zajmuje większą część pierwszej połowy filmu, aż mnie zaskoczyła.

Później mamy trochę dramatu, chociaż i on jest przedstawiony w formie… specyficznej. Znów – brakuje tutaj fajerwerków. Brakuje wielkiej dramaturgii. Jest zwyczajnie, a każdy komu w życiu przytrafiło się coś ważnego, tragicznego czy bolesnego, wie że ta zwyczajność jest nieodłącznym elementem każdego niezwykłej, tragicznej czy bolesnej sytuacji. Inne dzieła kultury zdążyły nas przyzwyczaić do czegoś zupełnie innego. I tak Cię kocham strasznie mnie zaskoczył tą przyziemnością. Na plus, bo ostatnio cenię sobie historie z życia wzięte i w tonie prawdziwej, a nie teatralnej życiowości.

To nie jest film wielki, aczkolwiek jedna cecha sprawia, że I tak Cię kocham jest godne uwagi. To czysta, skondensowana autentyczność tej historii. Brakuje tutaj fajerwerków, heroizmu, czarno-białych postaci, motywacji i charakterów. Ta skondensowana dawka wiarygodności sprawiła, że dosyć ckliwa historyjka nabrała ciepłego, ale i bliskiego charakteru. Nic w tym dziwnego, skoro fabuła oparta jest na prawdziwych perypetiach, wziętych z życia odtwórcy głównej roli – Kumaila Nanijaniego, który w rzeczywistości związany jest z pisarką i producentką, Emily Vance Gordon. Partnerka Nanijaniego zresztą współodpowiadała za napisanie scenariusza do I tak Cię kocham. Czułem tu trochę tej kobiecej ręki.

Żebyśmy mieli jasność. To nie jest film, który pozostawi Was pod wielkim wrażeniem. Nie jest to dzieło wybitne, nie powalczy moim zdaniem o Oskary. Nie uśmiałem się jakoś szczególnie, ani też szczególnie się nie wzruszyłem. Gra aktorska też jakoś specjalnie nie porywa, bo wszystko wydaje się takie… bez polotu. Jednego nie mogę natomiast I tak Cię kocham odmówić. To film autentyczny, potrzebny i wart obejrzenia. Dla naszego kręgu kulturowego trochę mniej ważny, niż dla mieszkańców szeroko pojętego „Zachodu”, aczkolwiek jego uniwersalne przesłanie broni się na każdej długości i szerokości geograficznej. Podobało mi się, chociaż nie jestem pewien czy warto było iść aż do kina. Może lepiej poczekajcie na to, aż wystartuje w Polsce Amazon Prime (podobno już wkrótce) i obejrzyjcie tę produkcję tam?

PS. Odwrócony rasizm. Istnieje w końcu czy nie, bo już się pogubiłem? :)

Najnowsze
Lubisz nas?