InformacjeRecenzja - mobile

My Tamagotchi Forever - recenzja - kiedyś było lepiej

... Katarzyna Dąbkowska

Tamagotchi ma ponad 20 lat. Bandai Namco postanowiło przenieść grę na smartfony. Będzie konkurent Pou?

Do dziś pamiętam jak umierał mój goryl. Choć było to jedynie kilkupikselowe stworzenie z Tamagotchi, to i tak w mojej głowie pozostała trauma do końca życia. Kiedy zatem zaczęłam grać w My Tamagotchi Forever, miałam tylko jedno postanowienie – nieważne, jakim stworzeniem się zajmę – nie zdechnie! Nie za mojej kadencji... i nie zdechł. Wcale nie dlatego, że mam cudowne, opiekuńcze zdolności, ale dlatego, że My Tamagotchi Forever ledwie muska wszystkie założenia z oryginału. To, co na mnie czekało, to istny koszmar dla wielbicieli niewielkich urządzeń z wirtualnymi żyjątkami w środku.

My Tamagotchi Forever pozwala użytkownikowi na hodowanie kilku wirtualnych stworzeń. Nie mamy tutaj jednak do czynienia z króliczkami, kotkami, pieskami czy innymi znanymi nam z oryginału zwierzątkami. To po prostu żyjątka – jedne podobne są do kaczuszek, drugie są gwiazdkami, jeszcze inne to ożywiona kalarepa. A przynajmniej taką przypomina.

Oczywiście, jak to z Tamagotchi bywa, tak i tutaj możemy zwierzaka karmić, dbać o jego potrzeby fizjologiczne, myć, sprzątać po nim i się z nim bawić. Podobnie jak w klasycznych wersjach wszystko tutaj jest niezwykle ograniczone. Mycie sprowadza się do kilku ruchów gąbką i spłukiwania, karmienie do wrzucania pożywienia do paszczy, a zabawa do głaskania po brzuszku. Jest też kilka minigier, by umilić nam czas. Problem w tym, że twórcy tylko pozornie chcą przywołać wspomnienia z dawnych lat. Tak naprawdę My Tamagotchi Forever targnie się na waszą kasę w każdy możliwy sposób.

Mikrotransakcje zaatakują was w każdy możliwy sposób. Są zamieszczone tak, by dziecko (choć nie tylko małolatów się to tyczy, bo naprawdę łatwo wcisnąć przez przypadek przycisk) mogło z łatwością wydawać walutę premium w grze lub prawdziwe pieniądze. Takie przyciski ukrywają się nie tylko w jedzeniu, gdzie za czereśnie zapłacimy 4 diamenty (marny interes, nieprawdaż?), ale również po zakończonej rozgrywce w minigrach, gdzie możemy podwoić swoje wyniki za jedyne 8,99 zł. Humoru nie poprawiają również reklamy. Pojawiają się absolutnie w każdej z możliwych sytuacji – widzimy je na ekranie głównym, możemy je uruchomić, by zdobyć chociażby banana, a czasami wyświetlą się nam od tak, bo mogą i nie ma sposobu na ich wyłączenie przed upływem 30 sekund.

Gra jest też kompletnie nielogiczna i niespójna. Z jednej strony nasz mały futrzak ma toaletę, gdzie wypróżnia się, kiedy na niego patrzymy, z drugiej zaś strony po ponownym wejściu do gry zauważymy, że narobił na podłogę. Logika? Ale po co? Brakuje tu także jednej z najważniejszych opcji w grze – futrzak trzyma się zdrowo nawet wtedy, kiedy trzymamy go kilka godzin (w grze to kilka dni) bez toalety czy jedzenia. Innymi słowy – jest niezniszczalny i nic mu nie zaszkodzi, więc nie spodziewajcie się, że wasze pociechy nauczą się dbania o zwierzęta z pomocą My Tamagotchi Forever.

Dodano tu także miasto, w którym ukrywają się kolejne budynki i plac zabaw. Możemy dodać do miasteczka niewielkie elementy (wcale nie po to, żeby się nimi bawić, ale po to, by zrobić im fotkę), ale już takie budynki kompletnie nie mają sensu bytu. Możemy w nich znaleźć po prostu kolejne funkcje, które uruchomimy z poziomu ekranu głównego. Znajdziemy więc sklepy z ciuchami, żarciem, grami czy walutą premium.

W grze zobaczymy również trzy dodatkowe minigry, które są chyba najlepszym elementem dodanym do My Tamagotchi Forever. Problem w tym, że całość opiera się o system energii. Jest on w sumie całkiem logiczny – gracz nie może włączyć minigry, jeśli jego zwierzak jest za bardzo zmęczony. Są dwa sposoby na ominięcie tego – jedne to obejrzenie reklamy, a drugi – zapłacenie walutą premium za dodatkową energię dla naszego milusińskiego. Warto jednak zaznaczyć, że nasz stworek się bardzo szybko męczy, a lubi długo odpoczywać. Innymi słowy – nie spodziewajcie się rozgrywki nawet na jedno posiedzenie w świątyni dumania.

Rozgrywka jest też po prostu najzwyczajniej w świecie nudna. Tak, może i się czepiam, bo oryginał nie ma również wielu opcji. Z drugiej jednak strony trzeba pamiętać, że fascynacja Tamagotchi związana była również z dodatkowym gadżetem. Na smartfonach czy tabletach można znaleźć zatrzęsienie gier ze zwierzaczkami do wyhodowania. Najlepszym przykładem jest tutaj Pou. Produkcja zachwyciła miliony użytkowników na całym świecie i dała przykład, jak powinno się tworzyć nowoczesne produkcje pokroju Tamagotchi. W porównaniu z Pou My Tamagotchi Forever wychodzi marnie.

My Tamagotchi Forever to po prostu słaba gra. Tam gdzie są zalążki na dobre elementy, to twórcy psuja to najzwyczajniej w świecie mikrotransakcjami i reklamami. Gra się krótko, rozgrywka nie wciąga, gdzie nie popatrzeć producent woła o grosz. Szkoda czasu i zszarganych nerwów. Lepiej pobrać Pou lub kupić prawdziwe Tamagotchi.

My Tamagotchi Forever

  • minigry
  • oprawa graficzna
  • mikrotransakcje połączone z reklamami
  • mdły gameplay
  • niespójna rozgrywka
  • niepotrzebne miasteczko

Nikt nie mówił, że opieka nad zwierzętami to nuda i masa ukrytych kosztów.

Najnowsze
Lubisz nas?