InformacjeFelieton

Retrorecenzja CS2D, czyli wracamy na nudną lekcję informatyki

... Kamil Ostrowski

Counter-Strike w 2D to fakt. Mechanika stojąca za popularną strzelaniną jest na tyle silna, że nie szkodzi jej nawet usunięcie jednego z wymiarów.

W czasach gdy dostęp do Internetu wcale nie był jeszcze oczywisty, a Quake czy Unreal Tournament powoli ustępowały pola Counter-Strike’owi i innym drużynowym FPSom, pojawił się on. Pocieszyciel właścicieli słabych pecetów, przyjaciel osób nie używających kart kredytowych i misjonarz czystej radości z gry. Counter-Strike… w dwóch wymiarach.

CS2D ma długą historię, bo pierwsza beta pojawiła się już w połowie 2003 roku – zaledwie kilka lat po debiucie „właściwego” Counter-Strike’a jako moda do Half-Life’a i w tym samym roku, w którym „cees” zadebiutował w wersji cyfrowej. Niedawno z kolei CS2D wypłynął na samym Steamie (będąc jednocześnie najtłumniej „greenlightowaną” produkcją w historii tej usługi). Czy jest lepsza okazja do tego, aby przypomnieć ten tytuł i zachęcić do jego ściągnięcia z serwerów Valve?

Na CS2D składają się dwa pierwiastki. Czysta zabawa znana ze standardowego Counter-Strike’a, czyli tryb podkładania bomby, który wszyscy świetnie znamy. Zabawa jest o tyle urozmaicona, że z racji widoku z lotu ptaka nieco inaczej należy się ustawiać, nieco inaczej wygląda celowanie i strzelanie, ze względu na ograniczenia pola widzenia, wreszcie inaczej musimy operować myszką. Samo clue rozgrywki pozostaje więc identyczne co w oryginale, jednakże jej dynamika zupełnie się zmienia.

Jednak najciekawsze chyba w CS2D, jak w każdym „starym” Counter-Strike’u są mapy niestandardowe, często tak bliskie czystemu pierwiastkowi nieskrępowanego moddowania. Z najciekawszych trzeba wymienić tryb „Construction”, „Zombie” oraz „Roleplay”. W pierwszym z powyższych bawimy się rzecz jasna w budowlańca – tworzyć możemy rozmaite konstrukcje, od barykad, przez ściany, budowle odpowiadające za „produkcję” surowców (punkty życia, pieniądze i amunicję), a nawet platformy teleportujące. Oczywiście ta funkcjonalność implementowana jest w wielu innych formułach zabawy. Drugim z popularnych trybów jest „Zombies” w którym gracze wcielają się rzecz jasna w postaci nieumarłych bądź ocalałych. Zabawa zaczyna się od momentu w którym pierwszy zombiak w postaci „nemezis” rodem z Resident Evil, wyrusza na polowanie, a zadaniem przeciwnej drużyny jest przetrwać tak długo, aż licznik czasu wskaże zero. Przebiegu zabawy możecie się domyślać. Tryb „Roleplay” znany jest każdemu, kto grał w mapy „erpegowe” w Counter-Strike’u. Postęp rzecz jasna zapamiętywany jest w pamięci serwerów, wobec czego możemy bez problemów grindować naprawdę długo.

Do wyżej wymienionych „podstawowych” oczywiście dochodzą mniej popularne tryby, tworzone głównie przez społeczność (Minecraft, wooohooo! ;)). Sposobności do zabawy tutaj nie brakuje. Co najważniejsze, społeczność CS2D żyje i ma się dobrze. Bez problemu znajdziecie pełne serwery i nowe mapy niestandardowe. Zabawa na dłuuugie godziny.

Tylko tyle i aż tyle wystarczy, aby dobrze się bawić. Czy dwuwymiarowa grafika oznacza uproszczenia? Oczywiście. Nie mówiąco tym, że celujemy również tylko na dwóch osiach, co oznacza niemożliwość strzelania headshotów. Jak pewnie zdążyliście się zorientować, graficznie CS2D to dno i metr mułu. Wszystko jest tutaj maksymalnie uproszczone, efekty specjalne (cząstkowe, wybuchy, ogień) są wręcz umowne, a sylwetki postaci i przedmiotów rozmywają się na brzegach, co wygląda paskudnie szczególnie na wyższych rozdzielczościach. Dźwięki są żywcem wyjęte ze zwykłego „ceesa”. Krótko mówiąc – paskuda. Żeby sprawa była jasna – nie wymagam od twórców absolutnie darmowej gry, żeby dokonywali cudów. CS2D jest taki, jaki ma być. Prosty.

Na marginesie mówiąc - w CS2D po raz pierwszy w czasach swojego nowożytnego grania spotkałem się z jawnym cheaterstwem. Postaci latające po całej mapie w tempie Flasha czy Supermena i ewidentne wall-hacki to smutna codzienność, którą tylko w pewien sposób rekompensuje możliwość demokratycznego banowania wytypowanych graczy.

CS2D ma w sobie coś dziwacznie wciągającego. Niby frustruje, jest przesadnie uproszczony czy wręcz prymitywny, spłaszcza istotę zabawy, ale jednak… na przestrzeni ostatnich paru dni nałogowo wręcz odpalałem ten tytuł, chociażby na parę kolejek. Nie tylko z sentymentu, ale także z tego prostego powodu, że CS2D wciąż potrafi bawić. Zwłaszcza mnie, gracza nie potrafiącego celować w głowy przeciwników - w dwóch wymiarach nie jest to dla mnie żadnym problemem. Spróbujcie, bo warto. Aha, gra jest zupełnie za darmo i pozbawiona wszelkich mikropłatności.

Najnowsze
Lubisz nas?