InformacjeRecenzja - mobile

Animal Crossing: Pocket Camp - recenzja - z kamperem wśród zwierząt

... Katarzyna Dąbkowska

Nintendo dotrzymało obietnicy - kolejna gra giganta trafiła na smartfony i tablety.

Niech cię szlag, Tomie Nook! - pomyślał każdy, kto spłacał kredyt w Animal Crossing. Pocket Camp postanowiło nam tego stresu oszczędzić. Ale czy nieobecność chciwego szopa w grze wynagrodzi nam inne braki?

Animal Crossing: Pocket Camp wygląda jak Animal Crossing, pokazuje bohaterów z Animal Crossing i każe nam wykonywać podobne zadania, co w Animal Crossing. Ale od pierwowzoru różni się pod wieloma względami. Przede wszystkim nie mamy tutaj do czynienia z prawowitą hacjendą. Zamiast tego trafiamy na tytułowy obóz, gdzie rozwijamy swoja miejscówkę gdzieś na łonie natury. Na wstępie otrzymujemy standardowy, szary namiot, aby nie kapało na nas podczas deszczu, ale z biegiem czasu rozwijamy obozowisko o kolejne elementy.

Gra w zasadzie w całości opiera się o rozwijanie przyjaźni pomiędzy kolejnymi poznawanymi zwierzakami i przyprowadzanie ich do naszego obozowiska. Aby to robić wykonujemy przyznawane nam zadania w zaznaczonych na mapie lokacjach. Każdy z poznawanych wirtualnych przyjaciół ma dla nas trzy zadania. Na ich wykonanie mamy 3 godziny, później lokatorzy przemieszczają się i tracą zainteresowanie przedmiotami, które chcieli od nas wydębić. Trzy godziny z reguły wystarczają, by zebrać potrzebny towar.

Towar możemy zbierać w różnych lokacjach. W jednej znajdziemy ryby rzeczne, w innej ryby morskie, w jeszcze innej owoce i warzywa czy wszelkiej maści robactwo. Wykonywanie zadań jest do bólu proste i tak już przy 15 poziomie staje się monotonne – zbieramy określone surowce, następnie dostarczamy je klientowi i tak w kółko. Po kilku takich wykonanych zadaniach poziom naszej przyjaźni rośnie, a wraz z nim poziom naszego doświadczenia.

Kiedy znamy się na tyle, żeby wiedzieć, że dany osobnik nie podpali nam obozowiska, zapraszamy go na grilla, posiadówkę przy książce czy na ślizgawkę - do wyboru, do koloru. Chodzi po prostu o to, by przyszedł i podziwiał nasz namiot. Kiedy Animal Crossing wdrażało sporą nutę realizmu, to tutaj dostarcza mocno skrzywiony obraz przyjaźni. Otóż nasi znajomkowie postanawiają dać nam ultimatum – albo w naszym obozie znajdzie się kanapa w kropki, perkusja czy fikuśny fikus, albo możemy się pocałować w tylną część ciała i kumpel do nas nie wpadnie. Ciułamy zatem grosze, by uzbierać na kolejny zbędny mebel.

Dobrym pomysłem jest zmiana zadań co trzy godziny. Zbieranie i wykonywanie zleceń trwa nawet godzinę. W przerwach możemy łowić rybki i łapać motylki, a także zbierać muszle, które wciąż się pojawiają. Drzewka owocowe obradzają także co trzy godziny, więc mamy przynajmniej podstawy do tego, by wykonywać kolejne zadania. Grać można więc długie godziny, jeśli, oczywiście, w naszym ekwipunku znajdziemy odpowiednio dużo miejsca. Na szczęście jest go znacznie więcej niż w przypadku oryginalnych gier z serii, choć sprzedaż przedmiotów jest znacznie bardziej utrudniona. Tutaj mamy do czynienia z własnym sklepem, w którym wystawiamy przedmioty, a inni użytkownicy je kupują. Niestety, do naszego sklepu rzadko ktoś zagląda, więc ogólnie przedmioty niespecjalnie schodzą z wirtualnych półek i na nich zalegają. Ciekawą opcją byłoby wdrożenie takich rozwiązań, jak chociażby miało to miejsce w Hay Day, gdzie oferty trafiały do „gazet” reklamowych.

Podobnie jak w konsolowych odsłonach, mobilne Animal Crossing pozwala nam na rozbudowanie naszego lokum. Choć tutaj nie mamy aż tylu opcji, co w odsłonach chociażby na 3DS, to tu nie jesteśmy obciążeni kredytem u Toma Nooka i w zasadzie każdy zarobiony hajs możemy ładować w dodatki. Warto wspomnieć, że produkty przez nas tworzone wymagają posiadania nie tylko kasy, ale również drewna, magicznych proszków czy innego podobnego badziewia, dzięki któremu owce sklecą nam filiżankę herbaty, pudełko pizzy czy magnetowid (bo, jak wiadomo, owce mają prawdziwie złote kopyta). Myślę, że Nintendo dobrze trafiło zadaniami do mobilnych graczy. Są proste, niewymagające, ich wykonywanie zajmuje dosłownie chwilę i można je kończyć jedynie jedną ręką. Może do wielkich fanów Animal Crossing to nie trafi, ale miłośników prostych klikadeł z pewnością przyciągnie.

Animal Crossing: Pocket Camp szybko wciąga. Wykonywanie kolejnych zadań w sumie daje satysfakcję, ale po jakimś czasie gra się nieco wypala i choć zadania są może bardziej wymagające, a zapraszanie kumpli na kwadrat problematyczne, to i tak dziergamy w kółko przy tym samym. Z niewiadomych przyczyn wciąż jednak chcemy spraszać nowych kumpli i wykonywać kolejne zadania.

Ogromnym plusem jest jednak to, że tytuł ten nie wymusza od nas płacenia za cokolwiek. Możemy swobodnie grać wracać do gry co trzy godziny i wykonywać kolejne zadania. Możemy też zapłacić, by przyspieszyć czas w grze, ale nie ma tutaj nigdzie wirtualnych blokad, które zdejmiemy jedynie prawdziwymi złotówkami. Nintendo dba również o to, byśmy nie zbierali niepotrzebnych surowców i nie łapali przypadkowych ryb. Choć w wodzie widać jedynie cień naszej zdobyczy, można wywnioskować po jego wielkości, co dokładnie złapiemy – małe cienie to przykładowo makrele, duże – flądry.

Animal Crossing: Pocket Camp wygląda ładnie i kolorowo, podobnie jak inne odsłony serii. Nintendo potrafi idealnie trafić w klimat gier, który przedstawia w mobilnych wersjach i naprawdę nie odwala żadnej fuszerki. Produkcja ma zarówno świetną grafikę, jak i dźwięk.

W Nintendo podoba mi się to, że nie oszukuje graczy, nie mąci wody i nie zmusza do wydawania kasy na grę. Animal Crossing: Pocket Camp to solidnie wykonana produkcja, która powinna spodobać się fanom mobilnych klikadełek. Może po czasie zaczniecie nieco narzekać na monotonię, ale zanim to nastąpi, spędzicie w tej grze ładnych parę godzin. Tak, jest prostsza niż pierwowzory, ale to świetny wstęp do świata „dużego” Animal Crossing dla świeżaków w tym temacie.

Animal Crossing: Pocket Camp

  • rozgrywka na długie godziny
  • klimat z Animal Crossing
  • zadania zmieniające się co kilka godzin
  • brak męczących mikrotransakcji
  • po pewnym czasie monotonne
  • zbyt schmatyczna jak na Animal Crossing

Dobry wstęp do serii.

Najnowsze
Lubisz nas?