InformacjeFelieton

World of Warplanes 2.0 - nowa droga, czy ślepy zaułek?

... Myszasty

Jeśli myśleliście, że Wargaming odpuścił sobie World of Warplanes, to się grubo mylicie.

Kilka tygodni temu miałem okazję być na zorganizowanej przez Wargaming, przedpremierowej prezentacji nowej, całkowicie odmienionej wersji World of Warplanes 2.0. I muszę przyznać, że to, co zobaczyłem na tyle różniło się od wcześniejszej wersji, że postanowiłem pograć trochę więcej, już w ogólnie dostępnej formie, aby „przegryźć” ten temat. Bo mam - i przyznaję się do tego od razu - z World of Warplanes 2.0 pewien problem.

Z jednej strony cieszę się, że firma postanowiła zrobić coś ze zdecydowanie najmniej udaną produkcją należącą do „wojennej trójcy”. Mimo regularnych poprawek i dodawania nowej zawartości (choć skromnej w porównaniu to WoT, czy nawet dużo późniejszych okrętów) gra nie zyskiwała w zasadzie nowych użytkowników. Nie oszukujmy się bowiem - konkurencja zrobiła to znacznie lepiej. Najwyraźniej w końcu ktoś przejrzał na oczy i podjęto decyzję o wprowadzeniu zmian. I to nie byle jakich, bo niemal wywracających rozgrywkę do góry nogami.

I tutaj pojawia się właśnie druga strona medalu, bo nowe „samoloty” to zupełnie inna gra. Producenci zdecydowali się nie tyle na usprawnienie pewnych aspektów, czy zmianę kilku elementów, co na wręcz rewolucję w rozgrywce. I to pod niemal każdym względem. Jakie więc jest to nowe World of Warplanes 2.0?

Po pierwsze znacznie bardziej przystępne dla nawet najbardziej niedzielnych graczy. Model latania uległ wyraźnemu uproszczeniu, znacznie łatwiej teraz zachować kontrolę nad maszyną. Mało tego, doprowadzenie do jakiejkolwiek niebezpiecznej sytuacji jest niemal niemożliwe. Ten lotniczy „system kontroli trakcji” ma jednak jedną, podstawową wadę - gracze, którzy opierali dotąd swoją taktykę na skillu i wykorzystaniu ryzykownych manewrów mogą być zawiedzeni. Dla odmiany jest to dobra wiadomość dla tych, którzy skutecznie odbili się wcześniej od „samolotów” ze względu na problemy z zapanowaniem nad maszyną, szczególnie w ferworze walki. Tym bardziej, że nowy model lotu zdecydowanie lepiej współpracuje z myszką i klawiaturą.

Kolejne zmiany to całkowicie przedefiniowany gameplay. Po pierwsze pojawiają się respawny. Przypadkowe zderzenie, czy złośliwy kamikadze nie pozbawią nas możliwości dalszej zabawy. Ot, wystarczy odczekać kilkanaście sekund (kolejne respawny trwają coraz dłużej), by znów móc się cieszyć rozgrywką. Podobnie z takimi opcjami, jak „naprawa” w wyznaczonym obszarze, czy automatyczne uzupełnianie amunicji. Gra nie ukrywa już przed nami, że jest typową zręcznościówką, mającą niewiele wspólnego z jakąkolwiek próbą symulacji czegokolwiek. Odczucie to towarzyszy również (i niestety) samemu strzelaniu. Trudno mi zdefiniować, co nie zagrało (zapewne zbyt mało godzin w grze w porównaniu do choćby czołgów) ale mam dziwne wrażenie, że w poprzedniej wersji znacznie więcej zależało od skilla, a nie tylko samolotowego rng.

Zmienił się też diametralnie nacisk położony na poszczególne elementy zabawy w nowym trybie Conquest. Tak, tak. Jeśli kojarzy Wam się to z choćby serią Battlefield to jesteście bliżej, niż myślicie. Nowy tryb skupia się przede wszystkim na kontroli nad polem walki. Na mapie mamy kilka kluczowych obszarów, których kontrolowanie zapewnia naszej drużynie konkretne, wymierne korzyści, na przykład możliwość reperowania samolotów, zwiększone tempo zdobywania „punktów wpływu”, czy możliwość wezwania eskadry bombowców. Nastawienie rozgrywki na przejmowanie kontroli nad celami na ziemi znacznie zwiększyło też znaczenie samolotów szturmowych, które wreszcie mają co robić. Tym bardziej, że wrogie obszary są zazwyczaj gęsto usiane działami przeciwlotniczymi.

Pewnym zgrzytem i rzeczą kuriozalną jest dla mnie natomiast „trzecia siła”, czyli dodatkowa armia botów bez przynależności do żadnej z drużyn, broniących na początkowym etapie neutralnych baz. Pomijając nawet całkowitą ahistoryczność gry (z założenia przecież i od początku) jest to dziwaczne rozwiązanie.

W ramach rekompensaty otrzymujemy za to zupełnie nową klasę samolotów, czyli bombowce. Jak już wspominałem, niszczenie celów naziemnych bywa teraz kluczem do sukcesu, więc nie jest to na szczęście niepotrzebny dodatek. Inna sprawa, że nie licząc chwil, gdy obsiądą nas myśliwce wroga (jeśli jesteśmy na tyle głupi, by lecieć zbyt nisko), jest to doświadczenie równie porywające, jak gra artą w czołgach. Choć zdaję sobie sprawę, że wlepianie oczu w powoli przesuwający się nad ziemią celownik bombardierski na pewno znajdzie swoich fanów. Poza tym zawsze możemy przełączyć się na stanowisko tylnego strzelca (tracimy kontrole nad samolotem utrzymującym dotychczasowy kurs) i pobawić w całkiem przyjemny „celowniczek”.

No i właśnie. Co zrobić z tymi nowymi samolotami? Z jednej strony rozumiem podejście Wargamingu, który zdając sobie sprawę, że na obecnym etapie - bez napisania gry od nowa - nie ma szans na konkurowanie w bardziej realistycznym modelu zabawy z War Thunderem. Stąd też decyzja o pójściu w całkowicie przeciwnym kierunku i próba zdobycia tych graczy, dla których sama myśl o konieczności grania dżojstikiem wywołuje gęsią skórkę. Pytanie tylko, co na to dotychczasowa baza graczy? Reakcje na forum, łącznie z przekreślonym 2.0 wstawianym jako awatar, sugerowały dość jednoznaczny, negatywny odbiór gry przez starych wyjadaczy.

Obecnie nastroje nieco opadły, a statystyki serwerów – co ciekawe – pokazują niemal status quo z lekką tendencją zwyżkową. Nowa wersja nie sprawiła, że fani całkowicie odpłynęli, ale też nie dało się (poza okresem tuż po udostępnieniu patcha) zauważyć jakiegoś nagłego przypływu świeżej krwi. Co symptomatyczne, nie widziałem w sieci jakiejś szerzej zakrojonej akcji marketingowej, mającej przyciągnąć nowych graczy. A w połączeniu z nowym trybem, nastawionym bardziej na taktyczne zgranie, niż indywidualne umiejętności, World of Warplanes 2.0 ma naprawdę spory potencjał i świetne zaplecze, by stać się królem wśród arcade’owych gier lotniczych. I moim skromnym zdaniem, po kilku poprawkach, w tej formie jest znacznie lepszym materiałem na grę e-sportową, niż choćby bratni WoT.

Najnowsze
Lubisz nas?