InformacjeRecenzja - konsole

Wojna na kolory - recenzja Flip Wars

... Jakub Zagalski

Multiplayerowa młócka w sam raz na Switcha.

Jeżeli miałbym wskazać główną zaletę Nintendo Switch, to byłby to multiplayerowy potencjał tej konsoli. Dwa odpinane Joy-Cony nadają się idealnie do wspólnej zabawy niezależnie od okoliczności, biorąc pod uwagę przenośny charakter Switcha. Oczywiście nie we wszystko gra się wygodnie na 6,2-calowym ekranie (zwłaszcza na split screenie). Wyjątkiem od reguły jest mała, niepozorna gra Flip Wars, która zauroczyła mnie swoją przystępnością, i która multiplayerowo sprawdza się idealnie zarówno na dużym ekranie jak i w sytuacji, gdy nie mamy pod ręką telewizora i stacji dokującej.

Od pierwszego uruchomienia Flip Wars kojarzyło mi się z wariacją na temat klasycznego Bombermana. Charakterystyczny rzut kamery, plansza podzielona na kwadratowe pola i czterech zawodników walczących o dominację brzmi i wygląda znajomo, jednak autorzy nie postawili na bijącą po oczach odtwórczość. Głównym wyróżnikiem Flip Wars jest zastąpienie bombowych niespodzianek skakaniem po kwadratowych, obrotowych panelach, które barwią się na kolor naszego zawodnika.

Początkowo skacząc na jedno pole zaznaczamy w sumie pięć kwadratów (po jednym w każdym kierunku), ale na arenie szybko zaczynają się pojawiać rozmaite power upy. Jedne wydłużają zasięg oznaczania pól, inne zwiększają prędkość biegania, jeszcze inne pozwalają kolorować kwadraty po ukosach itd. Trzeba pamiętać, że zawodnik porusza się szybciej po własnych polach, a zwalnia na kolorach wroga, ale na to również jest odpowiednie ulepszenie, które chwilowo zwiększa mobilność niezależnie od koloru podłoża.

Flip Wars oferuje trzy tryby rozgrywki (solo, w lokalnej rywalizacji 2-4 graczy lub po sieci): Panel Battle to podstawowy wariant, w którym zaznaczamy jak najwięcej pól przed upływem czasu. Ważne, że liczy się wyłącznie końcowy wynik, więc nawet jeśli na początku rundy "zamalujemy" 3/4 areny, to nie wygramy, jeśli nie utrzymamy tej dominacji przez określony czas. W Time Battle podstawowym zadaniem jest nokautowanie przeciwników – skacząc na pole sąsiadujące z pozycją wroga, wystrzeliwujemy go poza ekran i chwilowo wyłączamy z rozgrywki. Life Battle to z kolei odpowiednik battle royale, czyli kto ostatni zostanie przy życiu, ten wygrywa.

Zabawa we Flip Wars odbywa się na dwunastu arenach w czterech różnych sceneriach. Nie będę się tutaj rozwodził nad kierunkiem artystycznym czy finezją twórców, ale muszę podkreślić, że mapki są czytelne i miłe dla oka, co w tego typu produkcji wydaje się być kluczowe. Symbole wyskakujących power upów nie każą nam się domyślać, jakie ulepszenie w sobie kryją. Dużym plusem są dodatkowe efekty: pioruny rażące zawodników, którze znaleźli się w niewłaściwym miejscu, fale czy działka porozmieszczane na niektórych mapach. Można co prawda grać na surowych arenach, pozbawionych jakichkolwiek utrudnień/urozmaiceń, ale na dłuższą metę mija się to z celem.

Dla hardcore'owych graczy podstawową wadą Flip Wars będzie brak jakiejkolwiek głębi, banalnie proste zasady i niewielkie pole do popisu dla osób, które lubią odkrywać nowe rozwiązania w oparciu o złożoną mechanikę. Na początku gra zachęca, by ukończyć kilkuminutowy tutorial, ale po zapoznaniu się z podstawowymi regułami (skakanie, kasowanie ruchu, znaczenie chwilowych ulepszeń) okazuje się, że na tym koniec. Zdecydowanie nie jest to gra typu "easy to play, hard to master", bowiem każdy, niezależnie od stażu i zaangażowania, może czerpać równie wielką przyjemność z zabawy w kolorowanie kwadratowych pól.

Dla rodziców małych dzieci (patrzę po sobie) czy ludzi szukających luźnej rozrywki, którą mogliby zaproponować niegrającym znajomym, Flip Wars wydaje się być idealnym rozwiązaniem. Tutaj naprawdę każdy może złapać za Joy-Cona i operując gałką + jednym przyciskiem, walczyć o miejsce na podium. Prostota ma oczywiście swoją cenę – Flip Wars nadaje się do krótkich sesji lub jako przerywnik, gdyż na dłuższą metę zabawa w skakanie po kwadratach zwyczajnie się nudzi. Brak rozbudowanego singla czy trybu z wyzwaniami dobitnie pokazuje, że jest to zabawka multiplayerowa i jako taka sprawdza się znakomicie. Jeżeli więc szukacie banalnie prostej w obsłudze gry dla 2-4 osób na krótkie posiedzenia (u mnie to maksymalnie pół godziny), a przy okazji nie chcecie wydawać fortuny na eShopie, to warto zainteresować się Flip Wars. Nie jest to must have dla posiadaczy Switcha, ani tym bardziej arcydzieło myśli developerskiej, jednak pomysłowość i prostota sprawiają, że nawet po kilku tygodniach obcowania z Flip Wars lubię sobie poskakać po kwadratach przez kilka-kilkanaście minut.

Flip Wars (Switch)

  • Gra dla każdego
  • proste zasady i sterowanie
  • frajda dla 2-4 osób
  • boty na różnych poziomach
  • idealna na krótkie posiedzenia
  • Mało trybów
  • zero głębi
  • dłuższe sesje nie są wskazane

Prosta, łatwa i przyjemna gra multiplayerowa

Najnowsze
Lubisz nas?