InformacjeZapowiedź - konsole

Graliśmy w Agents of Mayhem. Jak prezentuje się nowa marka twórców Saints Row?

... Katarzyna Dąbkowska

Premiera już w przyszłym miesiącu. Szykuje się wybuchowy G.I. Joe.

Volition sprawiło graczom nie lada niespodziankę, kiedy przed tegorocznym E3 zapowiedziało nie kolejną odsłonę Saints Row, a całkiem nową markę – Agents of Mayhem. I choć produkcja rozgrywa się w uniwersum związanym z poprzednim IP amerykańskiej firmy, tak nijak nie można tu mówić o powielaniu utartych schematów. Postanowiliśmy sprawdzić na specjalnym pokazie prasowym w Warszawie, czym jest Agents of Mayhem?.

Najnowsza marka Volition to trzecioosobowa strzelanka z otwartym światem. Pomijając jednak regułkę, ciężko tutaj mówić konkretnie o jednym gatunku. Mamy tutaj do czynienia ze swoistego rodzaju miksem pomysłów z różnych produkcji – trochę w tym GTA, Overwatcha i kreskówek z domieszką starego, dobrego Saints Row. Podczas rozgrywki gracz steruje trzema z 12 postaci, przełączając się między nimi w trakcie walki.

A jeśli już o postaciach mowa – zapowiedziano już, że będziemy mogli wybrać 3 bohaterów do naszej drużyny, a później pokierować nimi podczas walki. Na liście jest 12 już stworzonych postaci (podobnie jak chociażby ma to miejsce w Overwatch). Nie ma tutaj za bardzo możliwości zmiany ich wyglądu, choć ekipa z Techlandu powiedziała mi, że Volition tworzy już skórki dla postaci, mające nieco modyfikować aparycję bohaterów. Nie spodziewajcie się jednak dostosowywania wyglądu na poziomie Saints Row 4, gdzie mogliśmy wybierać chociażby... ehkm... wielkość „męskości”. Pojawi się także 13 postać, którą dobrze znamy z Saints Row. Czy można się spodziewać natomiast DLC z nowymi bohaterami? Tego, niestety, na tę chwilę Volition nie ujawnia.

Bohaterowie, jak na Volition przystało, są mocno przerysowani. Spotykamy zatem psychopatów, lalusiów czy mafijnych bossów. Każdy z bohaterów ma swoje unikalne bronie czy umiejętności, z których korzysta w boju. Mnie udało się wypróbować zdolności trzech z nich – Hollywooda, Hardtacka i Fortune.

Fortune świetnie radzi sobie w kontakcie z szybkimi przeciwnikami. Bohaterka jest bardzo zwinna i potrafi zręcznie się poruszać, korzystając w międzyczasie z dwóch pistoletów. Znacznie wolniejszy w działaniu na placu boju jest Hardtack. Świetnie sprawdza się za to w eliminowaniu hord przeciwników i zadaje z miejsca sporo obrażeń. Może też wziąć „na klatę” więcej ciosów niż gibka Fortune. Hollywood natomiast to biegły w operowaniu karabinem szturmowym laluś. Każda z tych postaci ma dodatkowo umiejętności specjalne, których możemy używać raz na kilkadziesiąt sekund. Hollywood na przykład potrafi wysadzić kawałek terenu, ruszając przy tym efektownie biodrami. Pomiędzy bohaterami naprawdę czuć różnicę, a rozwałka przeciwników jest całkiem przyjemna. Ważnym jest „żonglowanie” bohaterami w kluczowych momentach. Każdy przeciwnik ma pewne słabości, z którymi poszczególne postacie radzą sobie na swój sposób.

Podczas testowania wersji przedremierowej na pokazie, miałam okazję przejść kilka pierwszych misji, w których celem było zbliżenie się do Doctora Babyloona. Zadania miały na celu przede wszystkim zapoznanie się z podstawami sterowania i używaniem umiejętności bohaterów. Takich opcji jest tutaj sporo. Wraz z postępem rozgrywki zdobywamy nowe bronie i punkty doświadczenia, które później możemy przekładać na drzewko rozwoju danej postaci. Elementy RPG są ciekawie wplątane w rozgrywkę. Sporo punktów doświadczenia można zdobyć podczas misji pobocznych, których jest całkiem sporo.

Fabuła Agents of Mayhem skupia się wokół tytułowej organizacji MAYHEM, czy inaczej Multinational Agency for Hunting Evil Masterminds. W roli antybohaterów występują tutaj postacie z organizacji LEGION, czyli League of Evil Gentlemen Intent on Obliterating Nations. Jak dane mi było dowiedzieć się podczas pokazu, agenci MAYHEM nie są do końca „tymi dobrymi”, a raczej stanowią tutaj mniejsze zło, starające się pokonać LEGION. Fabuła jest niespecjalnie głęboka i raczej przewidywalna. Twórcy chcieli wpleść w te wątki jak najwięcej elementów z kreskówek z lat 80. czy 90. Sami przytaczają tu chociażby GI Joe czy He-Mana. Mnie osobiście wyglądało to na bardziej brutalne Motomyszy z Marsa, ale bez motocykli, albo mniej zielone Wojownicze Żółwie Ninja. Dużo kreskówkowego klimatu wprowadzają tutaj ciekawe, animowane cutscenki.

Jak na grę Volition przystało, wiele jest tutaj nawiązań do Saints Row (bo w sumie jest to oficjalny spin-off serii). Prócz znajomego uniwersum, można tutaj nadmienić miłość do koloru fioletowego, który, podobnie jak w poprzednim IP amerykańskiego studia, i tutaj razi po oczach. Najważniejszym elementem jest jednak dość brutalny i mocny humor, przekładający się na sporo przekleństw i odniesień. Mnie osobiście w większości przypadków bawił, chociaż momentami stawał się nieco za bardzo przytłaczający. Ale takie właśnie są gry Volition, więc fani nie powinni być rozczarowani. Nie wiecie, na co stać twórców? Wystarczy tutaj wspomnieć o filmiku, który trafił ostatnio na jedną ze stron dla dorosłych użytkowników...

Kiedy ogólnie rozwałka mi się podobała, tak niespecjalnie przypadł mi do gustu otwarty świat w grze. Jak pewnie słyszeliście, akcja Agents of Mayhem rozgrywa się w nowoczesnej wersji Seulu w Korei. Nie spodziewajcie się jednak, że znajdziecie w nim wiele odniesień do Seulu z teraźniejszości. Miasto jest spore, ale jeśli myślicie tutaj o rozgrywce rodem z Los Santos, porzućcie wszelkie nadzieje. Można tutaj poruszać się kradzionymi autami, ale na ulicach próżno szukać porządnych bryk. Większość przypomina elektryczne tragedie, do których aż żal wsiadać. Na szczęście jest opcja zakupienia swojej własnego autka i postawienia go w garażu, a następnie wezwania go w razie potrzeby.

Sztuczna inteligencja postaci niezależnych również pozostawia sporo do życzenia. Najczęściej snują się oni bez celu po ulicach kolorowego Seulu lub pałają się ucieczką przed niebezpieczeństwem, błądząc to w lewo, to w prawo. Co więcej, władują się samochodem w bohatera, kiedy ten stanie na ulicy. Nieważne, czy stoi tam od kilku minut i widać go z daleka, czy może wlazł prosto przed maskę, NPC-e nie zareagują. Może czepiam się szczegółów, ale wobec otoczki całej strzelaniny społeczność Seulu przedstawia się raczej blado.

Agents of Mayhem, choć przebrane w inne fatałaszki, to wciąż gra dla miłośników Saints Row. Znajdziecie tu mocny, brutalny humor rodem z poprzednich gier Volition, przekoloryzowanych bohaterów i kreskówkową oprawę graficzną. Fabuła nieco wpisuje się w kiczowate serie animowane z lat 80., ale ogółem aż prosi się o garść ciekawszych zwrotów akcji. Jeśli Volition doszlifuje kilka elementów, szykuje się dobra strzelanka.

Najnowsze
Lubisz nas?