InformacjeFelieton

Nie tylko Castlevania, czyli dziesięć filmów lub seriali anime na podstawie gier wideo

... Jakub Zagalski

Aktorskie ekranizacje gier wideo, które ogląda się bez zniesmaczenia, można policzyć na palcach jednej ręki. A jak jest w przypadku anime?

Castlevania nową nadzieją

- Osobiście gwarantuję, że Castlevania zakończy złą passę i będzie pierwszą dobrą adaptacją gry wideo stworzoną na Zachodzie – takimi słowami Adi Shankar, producent nowego serialu Netfliksa, zapowiedział głośne anime na motywach kultowej serii Konami. Oglądając pierwszy zwiastun wielu uwierzyło w jego zapewnienia, a w sercach sceptyków zapłonęło światełko nadziei. Czy animowana Castlevania faktycznie sprosta wymaganiom? Przekonamy się 7 lipca. Tymczasem rzućmy okiem na dziesięć wcześniejszych przykładów przenikania się świata gier ze światem animacji.

Final Fantasy

Marka Final Fantasy na przestrzeni lat bardzo często wykraczała poza granice medium gier telewizyjnych. Dobrym przykładem jest szereg ekranizacji, które przybierały formę rozwinięcia wątków znanych z konkretnej części serii albo były autonomicznym dziełem, luźno związanym z kultowym cyklem. W 1994 roku ukazał się więc 4-częściowy miniserial Final Fantasy: Legend of the Crystals z akcją rozgrywającą się 200 lat po wydarzeniach z "piątki". 2001 rok to debiut pełnometrażówki CGI Final Fantasy: The Spirits Within, która okazała się komercyjną porażką (137 milionów dolarów budżetu, 85 milionów dolarów ze sprzedaży biletów). Znacznie lepiej poradziła sobie kolejna komputerowa animacja: Final Fantasy VII: Advent Children z 2005 roku, ukazująca wydarzenia 2 lata po zakończeniu kultowej "siódemki". W tym samym czasie ukazało się również 25-minutowe anime Last Order: Final Fantasy VII, które rzucało nowe światło na kilka wątków z tytułowej gry. W zeszłym roku, w ramach promocji Final Fantasy XV, Square Enix nakręciło kolejny pełnometrażowy film CGI: Kingsglaive: Final Fantasy XV (nota bene dostępny na polskim Netfliksie) oraz wypuściło na Youtube 5-odcinkowy serial anime Brotherhood Final Fantasy XV. Obie produkcje stanowią ważny element fabularny Final Fantasy XV, i jak wspominałem w recenzji gry, warto je obejrzeć przed zagraniem, by zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi w tej "piętnastce".

Pokemon

Z Pokemonami na GameBoya znam się od 2000 roku, ale przyznam się bez bicia, że nigdy nie byłem fanem anime, które swego czasu święciło triumfy w polskiej telewizji. Niemniej doceniam (a raczej odnotowuję fakt) wpływ serialu na popularyzację kultowej marki Nintendo/Gamefreak, bo nie da się ukryć, że wielu młodych widzów dopiero po zobaczeniu Asha, Pikachu, Misty czy Brocka na ekranie telewizji zapragnęło zostać trenerem pokemonów. Anime Pokemon, podobnie jak gry na handheldy Nintendo, cieszą się niesłabnącą popularnością, o czym świadczy blisko 1000 (!) wyemitowanych odcinków, szereg filmów telewizyjnych i 20 filmów kinowych (najnowszy zadebiutuje w Japonii na początku lipca). Imponujący wynik.

Parappa The Rapper

Podobnie jak w przypadku Pokemon, ekranizacja Parappa The Rapper to anime skierowane przede wszystkim do młodszych widzów. Kiedy natknąłem się na ten serial, już dawno przekroczyłem wiek grupy docelowej, dlatego obejrzałem go wyłącznie kierowany ciekawością osoby, która zjadła zęby na grywalnym pierwowzorze z PlayStation. Anime nie trafiło na listę moich ulubionych tytułów, ale doceniłem możliwość ponownego zobaczenia ulubionych bohaterów, którym towarzyszyły zupełnie nowe postacie. Ogromnym plusem był ponadto udział samego Masaya Matsuury, ojca Parappa The Rapper, który dorzucił do serialu swoje muzyczne trzy grosze.

Power Stone

Dreamcast nie zdobył popularności w naszym kraju (za granicą było odrobinę lepiej), ale o dziwo tytuł jednej z flagowych gier na "Makarona" był swego czasu doskonale znany nad Wisłą. Mowa o Power Stone, multiplayerowej nawalance, w którą co prawda "nikt" u nas nie grał, ale anime na motywach gry cieszyło się w 2003 roku uznaniem widzów. Przypomnijmy, że był to czas, kiedy z anteny zszedł Dragon Ball, więc kolejna japońska produkcja przygodowa padła na podatny grunt. Ciekaw jestem, ilu polskich widzów sięgnęło później po Power Stone na Dreamcasta/PSP, a ilu nie miało pojęcia, że istnieją takie gry?

Street Fighter II: The Animated Movie

Bezsprzecznie jedno z najlepszych anime bazujące na grze wideo. Pełnometrażowy Street Fighter II: The Animated Movie ukazał się w 1994 roku i jest po dziś dzień wzorem do naśladowania. Reżyseria, dynamiczne sceny walki i konkretny scenariusz, który nie polega na ukazaniu znanych postaci w serii przypadkowych wydarzeń, to tylko część zalet tego filmu. Street Fighter II: The Animated Movie to sugestywna (piorą się po mordach i jest trochę golizny z udziałem Chun-Li) i dobrze zagrana animacja, po którą warto sięgnąć nawet po upływie ponad 20 lat. Na marginesie, plansza końcowa wyświetlana po napisach oznajmia, że właśnie trwają zdjęcia do hollywoodzkiego, aktorskiego filmu Street Fighter z Jean Claudem Van Dammem i Raulem Julią. W 1994 roku była to naprawdę gorąca zapowiedź, ale chyba wszyscy pamiętamy, jak to się skończyło...

Tekken: Blood Vengeance

Pozostając w temacie mordobić, warto przypomnieć animowaną historię serii Tekken. Filmowy Turniej o Tytuł Króla Żelaznej Pięści nie doczekał się tak wielu ekranizacji jak Street Fighter i trzeba przyznać, że żadna z nich nie dorównuje wspomnianemu wyżej Street Fighter II: The Animated Movie. Anime Tekken: The Motion Picture z 1998 roku miało być wręcz odpowiedzią na film o ulicznych wojownikach, ale nie wzbudziło zachwytu i przeszło bez większego echa. O aktorskim Tekkenie z 2009 roku lepiej w ogóle nie wspominać. W przeciwieństwie do Tekken: Blood Vengeance z 2011 roku, który nie był pod żadnym względem produkcją wybitną, ale dało się go obejrzeć chociażby ze względu na widowiskowe akcje, znajome twarze i efekty 3D. Ta pełnometrażówka CGI, z akcją rozgrywającą się pomiędzy piątą i szóstą częścią, trafiła nie tylko na tradycyjne nośniki Blu-Ray i DVD, ale stała się także częścią dwóch gier. Tekken Hybrid, czyli składanki na PS3, na której oprócz filmu znalazł się remaster Tekken Tag Tournament i demo TTT2, a także Tekken 3D Prime Edition na Nintendo 3DS.

Valkyria Chronicles

Serial anime Valkyria Chronicles jest luźno oparty na motywach gry o tym samym tytule. Nota bene, jednego z najbardziej niedocenianych (czy raczej niezauważonych) przedstawicieli gatunku strategicznego RPG z epoki PS3, który dostał drugą szansę za sprawą wersji na Steam i remastera na PS4. Z czym właściwie mamy do czynienia? Z alternatywną wersją wydarzeń, jakie rozgrywały się w Europie w latach 30. XX wieku. Stary Kontynent jest teatrem działań wojennych, prowadzonych przez dwa rywalizujące mocarstwa: monarchistyczne Imperium (East Europan Imperial Alliance), które przywołuje na myśl Państwa Osi i walczy z quasi-aliancką Federacją (Atlantic Federation). Jeżeli lubicie wojenne motywy i nie macie uczulenia na estetykę młodzieżowego dramatu – serdecznie polecam.

Devil May Cry

12-odcinkowe anime nawiązujące do popularnej serii Capcomu powstało sześć lat przed pojawieniem się kontrowersyjnego (ja go bardzo lubię) rebootu DmC: Devil May Cry w wykonaniu Ninja Theory. W serialu mamy więc do czynienia z tradycyjnym wizerunkiem Dantego, który rozprawia się z armią demonów. Produkcja Madhouse pod względem realizacji może się wydawać niedzisiejsza (w końcu od premiery minęło 10 lat), ale żaden fan białowłosego łowcy potworów, który nie ma nic wspólnego z Sapkowskim i CD Projekt RED, powinien ją obejrzeć.

Dimensional Adventure Nu-Mamonja

A teraz dwa słowa o raczej nieznanym anime, które powstało z myślą o fanach kultowego Chrono Trigger. Krótkometrażówka (16 minut) zatytułowana Dimensional Adventure Nu-Mamonja pojawiła się w 1996 roku i rzucała nowe światło na wydarzenia poprzedzające pamiętny festiwal, na który wybieraliśmy się w towarzystwie głównego bohatera na początku gry. Humorystyczny filmik nie jest szczególnie istotny, ale stanowi miły dodatek dla fanów Chrono Trigger, lubiących dodatkowo japońskie poczucie humoru.

Bayonetta: Bloody Fate

Co jak co, ale Bayonetta to idealny materiał na pokręcone i mega widowiskowe anime. Nie wierzycie? Obejrzyjcie Bayonetta: Bloody Fate z 2013 roku. Pełnometrażówka ze studia Gonzo robi doskonały użytek z licencji gry i co najważniejsze dla osób niegrających w pierwszą część, jest jej luźną adaptacją, która nie wymaga od widza znajomości fabuły gry. Co ciekawe, anime Bloody Fate jako pierwszy utwór spod znaku Bayonetta angażował japońskich aktorów do dubbingu – pierwsza gra była oryginalnie nagrana wyłącznie w wersji anglojęzycznej. Japoński voice acting przypadł do gustu PlatinumGames, które zaprosiło obsadę filmu do współpracy przy grze Bayonetta 2.

Wymienione przeze mnie przykłady anime na podstawie gier to oczywiście kropla w morzu i zaledwie liźnięcie tematu. Dajcie znać, które tego typu filmy i seriale są waszym zdaniem godne uwagi. Bo nie da się ukryć, że jest w czym wybierać i w przeciwieństwie do filmów aktorskich, animowane ekranizacje o wiele częściej trzymają zadowalający poziom.

Najnowsze
Lubisz nas?