InformacjeRecenzja - konsole

Tajny agent jest fajny - recenzja gry LEGO CITY: Tajny Agent na PlayStation 4

... Adam Berlik

Szkoda, że tak długo musieliśmy czekać, aż przygody Chase'a McCaina trafią na kolejne platformy sprzętowe, ale zdecydowanie było warto.

Specjalnie zaznaczyłem, że oceniamy wersję na PlayStation 4, bo LEGO CITY: Tajny Agent ukazało się po raz pierwszy w 2013 roku na WiiU i 3DS-a, a dopiero kilka dni temu zadebiutowało nie tylko na PS4, ale również na Xbox One, Switchu oraz PC. Nie mamy tu jednak do czynienia z remasterem, ale prostą konwersją oferującą jedynie rozdzielczość Full HD, zmodyfikowany interfejs i krótsze czasy ładowania. Szkoda, bo zarówno WiiU, jak i 3DS nie mogą pochwalić się ogromną mocą obliczeniową, dlatego też na ekranie znacznie lepszych konsol czy też komputerów zmuszeni jesteśmy na przykład do oglądania rozmytych tekstur w niektórych lokacjach. Ale oprawa wizualna to nie wszystko - ważne jest to, że pomimo ubytków graficznych LEGO CITY: Tajny Agent wciąga od początku aż do samego końca.

To między innymi zasługa kapitalnie zrealizowanych dialogów. Opowieść bazuje na doskonale znanych schematach i nie potrafi zaskoczyć nagłymi zwrotami akcji, ale mimo to śledzi się ją z przyjemnością. Wcielamy się w niejakiego Chase'a McCaina, czyli funkcjonariusza policji, który jakiś czas temu zdołał wsadzić za kratki jednego z najbardziej niebezpiecznych złoczyńców, Rexa Fury'ego. Pech chciał, że ów jegomość ponownie znajduje się na wolności, a nasz protagonista wraca do LEGO CITY, by znów rozprawić się ze wspomnianym antagonistą. Na tym jednak nie koniec, bo autorzy pokusili się również o kilka interesujących wątków pobocznych. Całość skonstruowano tak, by ze zrozumieniem fabuły nie mieli problemu najmłodsi odbiorcy, ale starsi, o ile zdecydują się zagrać w Tajnego Agenta (powinni!), wyłapią liczne nawiązania do klasycznych filmów i nie tylko.

Bez wątpienia największą atrakcją LEGO CITY: Tajny Agent jest możliwość swobodnej eksploracji miasta. Nie jest to co prawda obszar tak duży, jak w najnowszych odsłonach Grand Theft Auto, ale z pewnością dwukrotnie większy niż w Vice City czy GTA III. Wspominam o kultowych grach Rockstara nie tylko dlatego, by porównać wielkość świata. Zarówno recenzowana produkcja, jak i wyżej wymienione gangsterskie gry akcji mają więcej wspólnych mianowników. Mamy tutaj otwarty świat, a nawet coś w rodzaju kradzieży samochodów (oczywiście bez przemocy!). Natomiast chcąc rozpocząć misję, udajemy się do punktu wskazanego na mapie, ale przed jej rozpoczęciem konieczne jest wysłuchanie całkiem rozbudowanego dialogu. Poza etapami rozgrywanymi w zamkniętych pomieszczeniach, gra oferuje także liczne misje (w tym np. pościgowe) z akcją osadzoną na ulicach metropolii zbudowanej z duńskich klocków.

Ogromne wrażenie zrobiła na mnie konstrukcja poszczególnych zadań. Na ukończenie gry LEGO CITY: Tajny Agent musimy poświęcić około 15 godzin, podczas których regularnie będziemy eksplorować zupełnie inne lokacje. Trafimy między innymi do więzienia, poszukamy świń na farmie, wdamy się w pościg za złodziejem po dachach budynków, będziemy walczyć z łotrami w banku, spróbujemy nauczyć się kung-fu pod okiem mistrza, a nawet odwiedzimy stację kosmiczną. W międzyczasie zajmiemy się łowieniem ryb, zaliczaniem rozmaitych wyzwań (np. przejażdżka w celu zaliczenia wszystkich punktów kontrolnych) oraz budowaniem coraz bardziej skomplikowanych konstrukcji. Taka różnorodność powoduje, że rozgrywka nie nudzi się ani przez chwilę.

Nie przeszkadza również to, że autorzy regularnie żonglują kilkoma pomysłami. A to musimy się gdzieś wspinać, a to poszukać tropów niczym detektyw, a to poskakać po kolejnych obiektach otoczenia, włamać się do sejfu, skorzystać z teleportu czy też rozbić wskazane przedmioty. Na szczęście jednak wszystkie te czynności wykonujemy w różnych okolicznościach i w odpowiednich odstępach czasowych, więc nie ma mowy o czymś w rodzaju zapętlenia rozgrywki. LEGO CITY: Tajny Agent skupia się zatem na walce, eksplorowaniu lokacji i rozwiązywaniu nieskomplikowanych zagadek środowiskowych, które wymagają umiejętnego wykorzystywania unikatowych zdolności poszczególnych bohaterów. Tylko górnik może użyć dynamitu, rabuś jako jedyny włamie się do sejfu, a policjant otrzymał na wyłączność linkę z hakiem. Postaci jest oczywiście znacznie więcej, ale zdradzanie atrybutów wszystkich bohaterów nie ma oczywiście najmniejszego sensu. Wystarczy powiedzieć, że na odblokowanie wszystkich "ludzików" oraz zaliczenie opcjonalnych zadań w trybie swobodnym trzeba poświęcić kilkadziesiąt godzin.

Sam początek kampanii w LEGO CITY: Tajny Agent to istna jazda bez trzymanki. Autorzy serwują nam lawinę dowcipów, które potrafią doprowadzić odbiorcę do do niekontrolowanych ataków śmiechu. Twórcy jednak szybko zdają sobie sprawę, że w takiej sytuacji mało kto będzie w stanie skupić się na poznawaniu fabuły czy też rozgrywce, dlatego też nieco później żartów jest nieco mniej, ale pojawienie się każdego z nich nadal wywołuje "banana" na twarzy. Same dowcipy są dosłownie wszędzie - nie tylko w dialogach, ale także na ekranach ładowania. Żarty można dostrzec również przyglądając się poszczególnym lokacjom czy też specjalnym przedmiotom (jak np. odpalając coś w rodzaju armaty do wystrzeliwania świń).

Pisząc o licznych smaczkach czy też nawet zwykłych rozmowach między postaciami należy zaznaczyć, że LEGO CITY: Tajny Agent zostało wydane w polskiej wersji językowej z napisami. Gra nie doczekała się dubbingu, co niektórzy odbiorcy mogą uznać za wadę i trudno im się dziwić, wszak mamy do czynienia z produkcją skierowaną głównie do młodszych użytkowników komputerów i konsol.

LEGO CITY: Tajny Agent jest grą, której ciężko wytknąć jakiekolwiek wady. Zastrzeżenia można mieć jedynie do zaimplementowanego naprędce trybu kooperacji. Możliwość zwiedzania wielkiego miasta przez dwóch graczy na jednym telewiorze sprawiła, że ekran został permanentnie podzielony na dwie części (nawet jeśli uczestnicy rozgrywki znajdują się blisko siebie). Podczas zabawy w duecie można zauważyć liczne spadki płynności animacji (mowa o wersji na PlayStation 4), ale to nie jedyny problem. W trakcie oglądania przerywników filmowych gra nie pokazuje wizerunku drugiego użytkownika, więc na ekranie wciąż pojawia się wyłącznie główny bohater, Chase McCain, a jego towarzysz to po prostu klon widoczny tylko podczas zaliczania kolejnych zadań. Szkoda, bo w innych odsłonach LEGO ten wariant rozgrywki zrealizowano znacznie lepiej, tutaj natomiast widać, że dodano go w pośpiechu.

Nie zmienia to faktu, że w LEGO CITY: Tajny Agent po prostu trzeba zagrać. Produkcja określana mianem "GTA dla dzieci" oferuje niezwykle zróżnicowaną (i co ważne - pozbawioną przemocy!) rozgrywkę, różnorodne postacie do odblokowania, potężną dawkę umiejętnie wyważonego humoru, zgrabnie napisaną opowieść i całkiem spore miasto do eksploracji. Co prawda grafika mogłaby być tutaj nieco lepsza, a tryb kooperacji bardziej dopracowany, ale nawet mimo tych wad TT Games oddaje do dyspozycji graczy tytuł, który spełni oczekiwania zarówno młodszych, jak i starszych fanów duńskich klocków.

PlayStation 4LEGO CITY: Tajny agent

  • świetnie napisane dialogi
  • fabułę śledzi się z przyjemnością
  • zróżnicowane misje
  • wiele pobocznych aktywności do zaliczenia po ukończeniu kampanii
  • umiejętnie wyważony humor dla młodszych i starszych odbiorców
  • rozgrywka nie nudzi ani przez chwilę
  • grafika powinna doczekać się odświeżenia, a nie jedynie podbicia rozdzielczości do 1080p
  • tryb kooperacji wymaga dopracowania
  • brak dubbingu

Dobrze, że McCain nie jest już tajnym agentem Nintendo

Najnowsze
Lubisz nas?